fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Wniosek jest, a pieniędzy na koncie wciąż nie ma

Adobe Stock
Na pomoc z tarczy antykryzysowej, którą obsługuje kilkaset urzędów, firmy czekają trzy, cztery tygodnie. Na pieniądze z tarczy finansowej, realizowanej przez jedną instytucję – trzy, cztery dni. Jak to możliwe?

– Wniosek o dofinansowanie miejsc pracy złożyliśmy 3 kwietnia, do dziś nie otrzymaliśmy wsparcia – mówi „Rzeczpospolitej" Wojciech Warski, przedsiębiorca i ekspert ekonomiczny. – Za to jeśli chodzi o tarczę finansową, pieniądze znalazły się na koncie po czterech dniach.

Długie czekanie

Dofinansowanie miejsc pracy to jeden z instrumentów tarczy antykryzysowej, z jakiej firmy mogę korzystać od początku kwietnia. Zainteresowanie jest ogromne, dotychczas wpłynęło w sumie 3,3 mln wniosków od firm na różne formy pomocy. Problem w tym, że wiele wniosków utknęło, a firmy skarżą się, że czekają na ich realizację miesiąc albo i dłużej.

Jak wynika z danych Ministerstwa Rozwoju, najgorsza sytuacja może być w powiatowych urzędach pracy, gdzie trafiają m.in. wnioski o mikropożyczki (w wysokości 5 tys. zł), a dotychczas rozpatrzono pozytywnie ok. 46 proc. wniosków. Źle też jest w przypadku wypłaty przez ZUS tzw. świadczeń postojowych dla samozatrudnionych i zleceniodawców – zrealizowano 35 proc. wniosków.

Ręczna robota

Skąd opóźnienia? – Napływa do nas ogromna ilość wniosków, a procedura ich rozpatrywania jest niezwykle skomplikowana – wyjaśnia Roland Budnik, dyrektor Gdańskiego Urzędu Pracy. O mikropożyczki ubiega się ponad 30 tys. gdańskich przedsiębiorców (do 8 maja), a otrzymało je – nieco ponad 4,3 tys. Jak podkreśla dyrektor, urzędnicy muszą sprawdzić ręcznie praktycznie każdy wniosek – np. czy dobrze została wpisana nazwa firmy i numer REGON, czy zostały podane wszystkie niezbędne informacje oraz czy nie brakuje koniecznych załączników. Do tego czasochłonna jest sama procedura przyznawania wsparcia – zamiast zwykłej decyzji administracyjnej, każdy wniosek musi być opatrzony podpisem elektronicznym dyrektora urzędu.

– Ciągle wprowadzamy usprawnienia organizacyjne, na co dzień przy wnioskach pracuje średnio 70 osób, urząd miasta oddelegował do pomocy 13 pracowników i będzie jeszcze dodatkowych 8. Zależy nam, by pomoc trafiała do firm jak najszybciej, ale po prostu tych nowych instrumentów uczymy się w biegu – dodaje.

Wszelkich starań dokłada też Powiatowy Urząd Pracy w Poznaniu, ale mikropożyczki przyznano ok. 2,5 tys. firm wobec 45,9 tys. oczekujących. – Aż 80–90 proc. wniosków jest niekompletnych bądź błędnie złożonych – mówi nam Agnieszka Kownacka, kierownik z PUP w Poznaniu. – Oznacza to, że wymagają one wyjaśnień i uzupełnienia, co wpływa na szybkość ich rozpatrywania. Do problemów należy zaliczyć też dużą liczbę wniosków składanych w formie papierowej, co powoduje konieczność ręcznego wprowadzenia ich do systemu – dodaje. – Po drodze zmieniły się też przepisy, firmy składają wnioski po kilka razy, co wprowadza sporo zamieszania – zauważa też Iwona Próchnicka z PUP w Rzeszowie, gdzie mikropożyczki przyznano 1,8 tys. firmom na 10,2 tys. wniosków – dodaje.

Cyfryzacja pomaga

W sumie do lokalnych urzędów pracy wpłynęło (od początku kwietnia) od kilku do kilkudziesięciu tysięcy wniosków o pomoc (im większe miasto, tym więcej). To dużo, ale Polski Funduszu Rozwoju, który zajmuje się tzw. tarczą finansową, musi zmierzyć się z jeszcze większą liczbą chętnych. Mimo to przyznanie pomocy (od złożenia wniosku do wypłaty pieniędzy) zajmuje tu trzy, cztery dni. PFR wyjaśnia, że tajemnica tkwi sprawnym systemie informatycznym, który prawie automatycznie obsługuje wnioski.

Tymczasem w tarczy antykryzysowej firmy mogą składać e-wnioski przez portal praca.gov.pl, który jak się okazało, nie był przygotowany na lawinę zgłoszeń. Na początku często się zawieszał, nie pozwalał wycofać błędnego wniosku ani złożyć do niego korekty, nie wyłapywał prostych błędów, np. literówek, a do tego nie jest kompatybilny z innymi publicznymi systemami. System został poprawiony, np. sam pilnuje, by wszystkie rubryki zostały wypełnione, ale wciąż nie jest idealnie.

– Wszyscy nasi pracownicy są zaangażowani w pomoc dla firm, pracujemy po godzinach, uruchomiliśmy 15 linii telefonicznych – wylicza Katarzyna Ptak, dyrektor PUP w Tychach, gdzie obsłużono ok. 25 proc. wniosków od firm. – Co jeszcze mogłoby pomóc? Chyba to, by jak więcej firm składało e-wnioski, a system informatyczny działał sprawniej – podkreśla Ptak.

Opinia dla „rzeczpospolitej"

Bartosz Marczuk, wiceprezes Polskiego Funduszu Rozwoju

Wnioski o wsparcie z tzw. tarczy finansowej firmy mogą składać wyłącznie w formie elektronicznej. Nasz supernowoczesny system informatyczny oparty jest na kulturze oświadczeń i nowych technologiach. Oznacza to, że firma nie musi dostarczać „dowodów" na potwierdzenie podanych informacji, np. różnego rodzaju zaświadczeń. To na nas ciąży zadanie weryfikacji wszystkich danych. Jest to możliwe dzięki zastosowaniu m.in. sztucznej inteligencji – to algorytmy sprawdzają dane o firmie w różnych bazach danych publicznych. To dlatego rozpatrywanie wniosku pod względem spełniania wszystkich wymogów formalnych trwa zaledwie kilka godzin, a pieniądze mogą trafić na konto firmy następnego dnia po wydaniu decyzji.

Duży wybór instrumentów

Rządowa pomoc dla firm na czas kryzysu przewiduje kilka mechanizmów, które są realizowane przez różne instytucje. W ramach tzw. tarczy antykryzysowej pomocy udziela ZUS (np. jeśli chodzi o zwolnienia ze składek oraz świadczenia postojowe), wojewódzkie urzędy pracy (np. jeśli chodzi dopłaty na ochronę miejsc pracy) czy powiatowe urzędy pracy (np. mikropożczyki, dopłaty do wynagrodzeń pracowników firm, które notują spadek obrotów). Z kolei tzw. tarcza finansowa, realizowana przez Polski Fundusz Rozwoju, to subsydia na utrzymanie płynności w firmach. Od 30 kwietnia do 8 maja PFR przyznał pomoc 56,4 tys. przedsiębiorstw, o wartości w sumie 11,5 mld zł.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA