fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Kroplówka podtrzymująca życie gospodarki

Fotorzepa, Jerzy Dudek
Rząd w końcu proponuje taką pomoc dla gospodarki, jaką od dawna postulował biznes. Szkoda tylko, że tak późno – oceniają eksperci.

Zapowiedziane przez rząd 100 mld zł subwencji dla firm odpowiada na oczekiwania firm na realną pomoc. Problemem może być jednak podejście do dużych przedsiębiorstw.

– Zapowiedź szybkich pożyczek, które nawet w 75 proc. miałyby podlegać umorzeniu, to dla nas bardzo dobra informacja, bo jesteśmy na skraju upadłości – komentuje Elizabeth von Küster, właścicielka zespołu muzealno-hotelarskiego Pałac Łomnica. – Choć najbardziej zależałoby nam na szybkim, na rozsądnych zasadach, powrocie do działalności gospodarczej – dodaje.

Dla kogo nowa tarcza

Nowa tarcza finansowa ma zostać uruchomiona za dwa–trzy tygodnie. To subwencje i pożyczki dla tych firm (bez samozatrudnionych), których obroty spadły w efekcie pandemii koronawirusa o co najmniej 25 proc. Pożyczki trzeba będzie zacząć spłacać po roku, ale 25 proc. może zostać umorzone jeśli firma będzie kontynuować działalność, a kolejne 50 proc. – jeśli firma utrzyma zatrudnienie. Maksymalna subwencja dla mikrofirm to ok. 324 tys. zł, dla małych i średnich – 3,5 mln zł, a dla dużych – nawet do 750 mln zł.

Wedle tych ogólnych kryteriów Pałac Łomnica, który zatrudnia ok. 20 osób, mógłby liczyć na kilkaset tysięcy złotych pożyczki. – Tak naprawdę przeżycie gwarantuje nam jednak jedynie możliwość działania w sezonie. Bez mądrej strategii wyjścia z izolacji pożyczka niewiele nam da – zaznacza Elizabeth von Küster.

Dobry projekt

– Tarcza finansowa na pierwszy rzut oka wydaje się o wiele lepsza niż pierwsza tarcza antykryzysowa – ocenia Ryszard Florek, prezes firmy Fakro. – Możliwość szybkich, prostych kredytów na utrzymanie płynności jest obecnie bardzo ważna, bo wiele firm działa na granicy swoich możliwości finansowych – dodaje. Fabryki Fakro notują spadek produkcji (np. eksport do Włoch czy Hiszpani siadł zupełnie), ale popyt na okna i stolarkę jeszcze się jako tako utrzymuje, dlatego firma raczej nie skorzysta z tej formy pomocy.

Także zdaniem ekspertów tarcza finansowa może okazać się tą oczekiwaną od dawna przez biznes kroplówką podtrzymującą życie gospodarki, ale nie znaczy to, że jest pozbawiona wad. – To dobry projekt – ocenia Andrzej Malinowski, prezydent Pracodawców RP. – Tylko dlaczego przygotowany tak późno? – pyta retorycznie.

Za mało dla dużych

– Dla nas bardzo ważne jest to, że jest to program skierowany na ochronę rynku pracy i przy okazji na podtrzymanie płynności finansowej firm. Ma dotyczyć 650–700 tys. firm. Jest szansa, że pozwoli to naszej gospodarce w możliwie krótkim czasie wrócić na ścieżkę rozwoju – mówi szef Pracodawców RP.

– Ważne, żeby to było proste i szybkie, a nie tak jak w przypadku tarczy 1.0 – zauważa Malinowski. Jego wątpliwości budzi jednak kwota przeznaczona na wsparcie dużych firm. – 25 mld zł to może być za mało. Duże firmy zatrudniają blisko 3,5 mln osób. Widocznie uznano, że takie podmioty mają też własne źródła finansowania, które pomogą im przetrwać – zauważa.

Niejasne kryteria

Także zdaniem Janusza Jankowiaka, głównego ekonomisty Polskiej Rady Biznesu, wiele wątpliwości może budzić podejście do dużych firm, dla których instytucją pośredniczącą ma być Polski Fundusz Rozwoju. – Tu reguły udzielania wsparcia i „wyjścia" z tych instrumentów są niejasne, uznaniowe. To takie typowo polskie podejście: zamiast prostych zasad tworzy się jakieś furtki, które można wykorzystać np. do wsparcia nierentownych przedsiębiorstw publicznych albo nacjonalizacji firm – ostrzega Jankowiak.

Tarczę, z zastrzeżeniami, chwali też Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców. – Nikomu nic nie ujmując, firmę, której majątek składa się z biurka i laptopa, łatwo odtworzyć. Tymczasem tarcza finansowa to także pomoc dla przedsiębiorstw, w których bariery ponownego wejścia na rynek są większe. Pomoc ma być prosta, na podstawie oświadczenia, przez banki i przez internet. Jestem dobrej myśli – mówi szef ZPP.

– Ale to, co teraz jest potrzebne biznesowi, to jasny plan powrotu do działalności. Zgłaszamy ten postulat premierowi – podkreśla.

Dług ukryty, ale niebezpieczny

100 mld zł na tzw. tarczę finansową ma pochodzić z emisji obligacji przez Polski Fundusz Rozwoju, które trafią na rynki finansowe. Bank centralny będzie w tym czasie wspierał płynność banków, by mogły kupować papiery PFR.

PFR nie jest jednak podmiotem finansów publicznych, więc zadłużenie tej instytucji nie będzie się zaliczać do zadłużenia sektora finansów publicznych. Ale tylko w pierwszym etapie. W kolejnych etapach, gdy np. pożyczki będą umarzane, staną się wprost obciążeniem dla budżetu. W 2021 r. dług państwa może przekroczyć konstytucyjny limit wynoszący 60 proc. PKB.

– To, co przedstawił premier Mateusz Morawiecki, to kreatywna księgowość – ocenia prof. Stanisław Gomułka, główny ekonomista BCC. – Przekroczenie konstytucyjnego limitu może zaś niebezpiecznie obniżyć wiarygodność Polski – dodaje.

Opinia dla „rzeczpospolitej"

Grzegorz Baczewski, dyrektor generalny Konfederacji Lewiatan

W końcu! Tarcza finansowa to realizacja tego, co postulujemy od kilku tygodni. To dobre rozwiązanie, choć spóźnione. Ważne, jak to zostanie wdrożone. Firmy już teraz mają problemy z wypłatą wynagrodzeń, a pieniądze zostaną wypłacone najwcześniej za dwa, trzy tygodnie. Wątpliwości budzi wysokość wsparcia dla dużych firm, bo to one tworzą dużą część miejsc pracy, bardziej innowacyjnych, wyspecjalizowanych. I to dzięki nim łatwiej będzie na nowo rozruszać naszą gospodarkę. Pomoc ma być skierowana tylko do tych dużych firm, które płaciły w Polsce podatki. Nie należy jej jednak pozbawiać w przypadku firm, które inwestowały i dlatego nie płaciły podatków. Bo dzięki inwestycjom tworzyły miejsca pracy.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA