fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

To on zbudował potęgę Pfizera. Wielka kariera greckiego weterynarza

Albert Bourla
Bloomberg
Albert Bourla jest dzisiaj bez wątpienia najpotężniejszym biznesmenem na świecie. Zarządzany przez niego Pfizer produkuje najprawdopodobniej najbardziej skuteczny i z pewnością najbardziej pożądany lek w każdym kraju na całym globie: szczepionkę przeciwko COVID-19.

To z nim teraz rozmawiają prosząc i grożąc prezydenci i premierzy z całego świata.

Czytaj także: Rzeczniczka Pfizera: Podwoiliśmy produkcję szczepionki

Jak zbudował potęgę Pfizera, którego prezesem jest od roku? To proste miał pieniądze i kontakty, dostęp do wiedzy i niebywałe wyczucie biznesu. A do tego Pfizer posiadał początkowo wystarczające moce produkcyjne, które pozwoliły mu rozpocząć współpracę z turecko-niemieckim BioNtechem i niezależność zagwarantowaną przez wieloletnie zyski.

Izraelski przyjaciel

Polityczna kariera Bourli zaczęła się 10 stycznia 2021, kiedy to izraelski premier Benjamin Netanjahu pojawił się na lotnisku Ben Guriona w Tel Awiwie i osobiście powitał Dreamlinera El Al, który przywiózł 700 tysięcy dawek szczepionki Pfizera. - Uzgodniliśmy z moim przyjacielem, Albertem Bourlą, że Izrael będzie pierwszym krajem, który otrzyma możliwość obrony przed COVID-19. Po tym transporcie przyjmiemy kolejne - mówił izraelski premier i zapowiedział, że do marca 2021 przynajmniej 72 proc. Izraelczyków, którzy skończyli 60 lat będzie zaszczepionych. I rzeczywiście tak się stało. A data nie była przypadkowa, bo na 23 marca w Izraelu zostały zaplanowane wybory.

Tak naprawdę pierwszy transport szczepionek dotarł do Izraela już w grudniu i jak ujawnił „Businessweek" stało się tak dlatego, że premier uzgodnił z prezesem Pfizera przeprowadzenie testów w tym kraju.

Plakat wyborczy premiera Netanjahu
Plakat wyborczy premiera Netanjahu
Bloomberg

Wąskie gardło

Szczepionka Pfizer BioNTech
Bloomberg

Tyle, że Pfizer nie jest w stanie wyprodukować więcej szczepionek, niż pozwalają mu na to obecne moce produkcyjne. To dlatego właśnie w 5 dni po uroczystości na lotnisku Ben Guriona odbiorcy szczepionki spoza Stanów Zjednoczonych dowiedzieli się, że umówione dostawy dotrą do nich później i że firma jest zmuszona do zamknięcia na jakiś czas swojego zakładu w Belgii, ponieważ muszą tam zostać przeprowadzone modyfikacje linii produkcyjnej.

W czasie, kiedy akcja szczepień w Izraelu szła błyskawicznie, w Europie trwała druga fala pandemii. Tymczasem Pfizer nadal prowadził badania w Izraelu, a szczepionki były dostępne także dla 16-18 latków, którzy chętnie się fotografowali w barach, bo i tam można było się zaszczepić. - Nie jestem w stanie zrozumieć jaki to laureat Nagrody Nobla organizował dystrybucję szczepionki, ani jakiego algorytmu użyto - wściekał się we włoskiej telewizji publicznej Luca Zaia, prezydent Wenecji Euganejskiej — cytowany przez „Businessweeka”.

Firma Pfizer informuje, że nie przedkłada konkretnych krajów nad inne, lecz działa zgodnie z planem sprawiedliwej dystrybucji szczepionki przeciw COVID-19 w ramach umów z rządami. „Po autoryzacji lub zatwierdzeniu, Pfizer udostępnia dawki preparatu tak szybko, jak to możliwe, w oparciu o warunki obowiązujących umów z poszczególnymi krajami. Umowy z poszczególnymi krajami nie mają wpływu na zobowiązania do dostarczania szczepionek do innych krajów.” — czytamy w wyjaśnieniu przysłanym do „Rzeczpospolitej”

- Wszyscy chcą dostać szczepionkę w pierwszym kwartale 2021, to dlatego właśnie rozpoczęliśmy rozmowy z chętnymi, aby każdy kraj dostał jakieś dostawy. Bo jest tak, że każdy kraj, który nie zamówił naszego specyfiku postanowił nagle go koniecznie zamówić. A ci, którzy już zamówili koniecznie chcą zwiększenia dostaw. Nieustannie prowadzimy negocjacje - mówił Albert Bourla w CNN. I zapewniał, że dostawy dla Izraela w żaden sposób nie zakłócają harmonogramu dostaw do innych krajów.

Może i nie, ale wiadomo, że umowa z Izraelem była specjalna. Po pierwsze ten kraj zgodził się zapłacić po 30 dolarów za dawkę, podczas gdy np. wszystkie kraje, poza USA, kupowały szczepionkę o połowę taniej. „Firma jest bardzo zaangażowana w działania na rzecz sprawiedliwego i przystępnego cenowo dostępu do szczepionki przeciw COVID-19 dla ludzi na całym świecie. „Przy podejmowaniu decyzji o cenie koncern nie kieruje się tradycyjnym podejściem opartym na analizie kosztów i korzyści, które zwykle stosujemy w przypadku nowej szczepionki. Co więcej w czasie pandemii, zamiast stosować podejście oparte na zwrocie z inwestycji, celem firmy było wynegocjowanie ceny, która zapewnia, że pacjenci nie poniosą żadnych kosztów zewnętrznych. Natomiast izraelskie Ministerstwo Zdrowia otrzymuje dawki szczepionki po wcześniej uzgodnionej cenie” — wyjaśnia Pfizer.

Rząd w Tel Awiwie zgodził się także na przekazanie informacji dotyczącej efektów szczepień, w tym działań ubocznych po dwóch dawkach specyfiku wyprodukowanego na nośniku mRNA, jedynego jaki zastosowano w Izraelu. Pfizer chciał przeprowadzić podobne badania na Islandii, ale okazało się, że nie było tam wystarczającej liczby zachorowań na COVID. 19.

Niemniej jednak w wyniku tych badań już do 22 lutego w Izraelu zaszczepiono 47 proc. populacji liczącej 9 mln ludzi. Dla porównania we Włoszech ten odsetek wynosił wówczas 3,6 proc. W dwa dni później Izraelczycy poinformowali o skuteczności szczepionki. Była ona nadzwyczaj wysoka. Aż 94 proc. z przebadanych 600 tysięcy osób nie zachorowało na COVID-19.

BioNTech w cieniu sukcesu

Takie wyniki dały Bourli i Pfizerowi niesłychaną władzę i mało kto pamięta, że tak naprawdę szczepionka została opracowana przede wszystkim przez tureckich imigrantów z BioNTechu. Bardzo często nazwa Pfizer BioNTech jest teraz skracana do samego Pfizera, bo jej druga część nie zapada tak w pamięć.

A sam Bourla zaczął być traktowany jak mąż stanu. Dzwonił do niego prezydent USA, Donald Trump, kiedy jeszcze urzędował w Białym Domu, kontaktowała się z nim osobiście szefowa Komisji Europejskiej, Ursula von der Leyen i kanadyjski premier Justin Trudeau. Netanjahu przyznał, że tylko w styczniu rozmawiali ze sobą 17 razy, a Bourla robił to czasami nawet o 2 w nocy. Pfizer dostał okazję jedyną w swoim rodzaju — błyskawicznego zwiększenia dochodów. Do końca lutego koncern zdobył zamówienia z 60 krajów, a do końca lutego 2021 dostarczył 95 mln dawek. Plany na ten rok, to 2 mld dawek. Czyli więcej niż na razie zebrał zamówień.

Z samej tylko sprzedaży szczepionek Pfizer oczekuje przychodów w wysokości 15 mld dolarów, wobec całkowitego przychodu w 2020 49,1 mld. A Bourla ma nadzieję, że jego Comirnaty (zbitek COVID, mRNA i immunity) stanie się najpopularniejszym specyfikiem na świecie.

Bez biurokratycznej presji

Chociaż na rynku pojawiły się już konkurencyjne szczepionki m.in. Moderny, Astra Zeneca, Johnson&Johnson, to ta wyprodukowana przez Pfizera i wymyślona przez BioNTecha znacznie przekroczyła oczekiwania na rynku. Amerykanie zdają sobie z tego sprawę, że chociaż COVID-19, jako wirus pozostanie, to jednak szczepionek będzie potrzeba mniej. Więc w tej chwili korzysta z okazji, gra podażą i popytem i kasuje tyle, ile ktoś jest gotów zapłacić. Sam Albert Bourla stał się najpotężniejszym biznesmenem na świecie. A swoją partię rozegrał po mistrzowsku. Nie wziął pieniędzy na badania, bo miał własne, więc mógł sobie pozwolić na niezależność.

Teraz przyznaje: nie była to łatwa decyzja. Jednak czuł, że bez biurokratycznej presji jego laboratoria szybciej dostarczą produkt. I miał rację. Marketing szczepionki rozpoczął już w maju, wkrótce po tym jak wystartowały pierwsze testy w BioNTechu. - Wtedy zaczęliśmy kontaktować się z rządami na całym świecie - mówi Bourla. Co ciekawe to nie Izrael, ale Wielka Brytania była pierwszym krajem, który zdecydował się na kupno szczepionki Pfizera. 20 lipca została podpisana umowa na dostawy 30 mln dawek. Wkrótce potem tę liczbę zwiększono o 10 mln, a dostawy zostały zaplanowane na 2020 i 2021. Dwa dni później zgłosili się Amerykanie zamawiając 100 mln dawek za 1,95 mld dol. To wszystko działo się jeszcze zanim specyfik został oficjalnie zatwierdzony przez Food and Drug Administration.

W Europie Albert Bourla bardziej się cenił. Kiedy latem rozpoczynał negocjacje z Unią Europejską domagał się 54 euro za dawkę - ujawniły niemieckie media. Potem jednak założyciel BioNTechu, Ugur Sahin powiedział, że była to cena wyjściowa, kiedy jeszcze nie było wiadomo, ile tak naprawdę będzie kosztowała produkcja. Ostatecznie Komisji Europejskiej udało się obniżyć cenę do 20-15 euro za dawkę. I wtedy prezes Pfizera ujawnił, że tak naprawdę w każdej fiolce nie jest 5, ale 6 dawek. - Byłoby zbrodnią, gdybyśmy ją wylewali - powiedział.

Pfizer dał możliwość

Albert Burla urodził się w 1961 roku w Salonikach w rodzinie sefardyjskich Żydów, którzy uciekli przed holokaustem. Jest absolwentem biotechnologii reprodukcji Instytutu Weterynarii przy uniwersytecie w tym mieście. Zanim dotarł do USA mieszkał w 7. miastach w czterech krajach. Ale to Pfizer, gdzie zaczął pracować w 1993 roku dał mu możliwość rozwoju kariery, a Stany Zjednoczone były do tego najlepszym miejscem.

Zaczynał pracę jako ekspert od produktów weterynaryjnych, potem szybko stał się specjalistą od prognozowania dochodowości w produkcji farmaceutyków po czasie, kiedy tracą one już ochronę patentową ze szczególnym naciskiem na innowacyjne leki pomagające leczyć raka i choroby serca. W 2016 roku powierzono mu restrukturyzację firmy, a w 2018 roku został dyrektorem generalnym. Na stanowisko prezesa został wybrany w styczniu 2020. I natychmiast zlecił prace nad szczepionką przeciwko COVID-19. W lipcu Pfizer był już po pierwszych testach i wtedy okazało się, że BioNTech ma już gotowy preparat. Wtedy zaczęła się ich współpraca, która zaowocowała gotowym produktem, który odniósł spektakularny sukces.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA