fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Zbuntowani przedsiębiorcy ostrożnie otwierają biznesy

Otwarta restauracja
AdobeStock
W poniedziałek w południe na interaktywnej mapie biznesów otwartych pomimo obostrzeń sanitarnych zaznaczono ponad setkę punktów. Najwięcej w regionach turystycznych na południu Polski, gdzie od tygodnia rozkręca się akcja Góralskiego veta, i na Pomorzu.

Cały czas dostajemy zgłoszenia od przedsiębiorców. Jest ich już ponad 150 – mówił w poniedziałek w południe Artur Rosiński, menedżer w firmie Newsmap.pl, która przygotowała interaktywną mapę wolnego biznesu. Zaznacza na niej otwierane pomimo zakazów obiekty usługowe, które przyłączyły się do rozpoczętej w poniedziałek akcji #otwieraMy. Sieć jej uczestników obejmuje już niemal cały kraj, ale to wciąż niewielka skala.

- Przełomem był ten weekend, kiedy otworzyły się pierwsze restauracje i kawiarnie. Teraz, gdy okazało się, że mogły działać bez przeszkód, szykuje się druga fala protestu, która będzie dużo większa - przewiduje Sebastian Pitoń, architekt z Kościeliska, inicjator akcji Góralskie Veto, która jednoczy podhalańskich przedsiębiorców buntujących się przeciwko zamrożeniu turystyki. Zarówno oni, jak też właściciele biznesów z innych miejscowości turystycznych na południu Polski zapowiedzieli przed tygodniem, że po zakończonych 17 stycznia feriach otworzą swoje obiekty. Góralskie veto ma też kontakty z przedsiębiorcami z całej Polski, w tym z Pomorza, w których też uderzyło zamrożenie zimowej turystyki. Nie tylko oni przyłączyli się do uruchomionej w mediach społecznościowych akcji #otwieraMy.

Sebastian Pitoń zaznacza, że na Podhalu nie ma skoordynowanego buntu - przedsiębiorcy działają dobrowolnie. Ci, którzy chcą pracować, otwierają się. Inni czekają obserwując rozwój sytuacji.

Czytaj także: Tarcza to za mało. Przedsiębiorcy w całej Polsce protestują

- Na razie nie ma masowej fali otwarć – twierdzi Agata Wojtowicz, prezes Tatrzańskiej Izby Gospodarczej, która przewiduje jednak, że przedsiębiorców otwierających swoje biznesy pomimo zakazów sanitarnych będzie przybywać ze względu na poziom frustracji.

– Frustracja jest ogromna i to nie tylko w turystyce, bo u nas wszystkie branże są od niej uzależnione. Turystyka napędza całą lokalną gospodarkę na Podhalu - podkreśla Agata Wojtowicz. Według niej, więcej obiektów może się otworzyć w weekend, bo na razie, po feriach, tak naprawdę nie ma dla kogo otwierać pensjonatów czy restauracji.

Podobnie jest w Karpaczu, gdzie również ruszyły pojedyncze obiekty, podczas gdy organizatorzy protestów zapowiadali tam otwarcie setki hoteli i pensjonatów. Anna Stelmach, właścicielka restauracji w Karpaczu i jedna z organizatorek protestu, wyjaśnia, że przedsiębiorcy zaczynają kalkulować, czy uda im się zarobić tyle, by przetrwać do lata. Obawiają się, że otwarcie obiektu pozbawi ich możliwości ubiegania się o rządową pomoc, a z kolei turystów będzie teraz zbyt mało, by przetrwać bez wsparcia. Jednak spora część przedsiębiorców jest tak zdesperowana, że stanowczo chce otwierać biznesy. Tym bardziej, że wielu z nich i tak nie może skorzystać z rządowych tarcz, bo działają jako samozatrudnieni.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA