fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Analizy

PO szuka nowego oblicza: Schetyna przed egzaminem

Fotorzepa, Robert Gardziński
Michał Kolanko
Zuzanna Dąbrowska
Platforma Obywatelska szuka nowego oblicza: zarówno w przywództwie, jak i programowym obrazie całej partii. Łączenie wody z ogniem coraz trudniej przychodzi bowiem Grzegorzowi Schetynie.

Wtorkowe głosowanie Małgorzaty Kidawy-Błońskiej ostatecznie rozeźliło część polityków największej partii opozycyjnej. W głosowaniu nad uchwałą w sprawie „potępienia wszelkich aktów nienawiści i pogardy antykatolickiej" – zagłosowała „za". Jak potem wyjaśniła – przez pomyłkę. Większość posłów PO-KO wyjęła karty do głosowania.

Poglądy Małgorzaty Kidawy-Błońskiej są liberalne, nie ma więc większych wątpliwości co do tego, że naprawdę popełniła pomyłkę. Ale to wystarczyło, by w mediach społecznościowych natychmiast pojawiły się komentarze, że „straciła właśnie szanse na prezydenturę".

Ta sytuacja symbolicznie pokazuje pęknięcie, które jest w PO coraz głębsze. Widać je na różnych poziomach: światopoglądowym i pokoleniowym. Z udziałem takich polityków jak Borys Budka, Sławomir Nitras czy Bartosz Arłukowicz tworzy się jedna grupa, pod skrzydłami Kidawy-Błońskiej schroniły się feminizujące posłanki, takie jak Monika Wielichowska, Joanna Mucha czy Izabela Leszczyna. Zaczęła się walka o to, jakie oblicze ma mieć PO – tradycyjnie konserwatywne, o co walczy Grzegorz Schetyna, czy postępowo-liberalne, o co zabiega większość młodych posłów, którzy – jak Budka czy Nitras – osiągnęli świetne wyniki indywidualne.

W wewnętrznej rozgrywce nikomu nie umknęło także to, że sama Kidawa-Błońska zadeklarowała, że zastanowi się, czy w wyborach na szefa PO głosować na Schetynę.

A młodzi chcą też innego wizerunku politycznego. Wolą się wzorować na Franciszku Starczewskim (wygrał z liderem listy w Poznaniu Rafałem Grupińskim), który woli z Poznania jeździć na Wiejską pociągiem w wagonie II klasy, niż używać nieekologicznego samolotu. Nie akceptują już „tłustych kotów", robiących polityczne deale w tradycyjnym stylu lat 90. I to właśnie oni utrącili kandydaturę Tomasza Siemoniaka na szefa klubu, zgłaszaną przez Schetynę.

Osobą, która świetnie wyczuwa taki wiatr historii, jest na pewno Donald Tusk. I może dlatego czwartkowe zdjęcia ze spotkania byłego i obecnego szefa PO w Brukseli bardziej pod względem ich mowy ciała przypominały wizerunek zawstydzonego ucznia i zagniewanego mistrza. Tyle że mistrz ma coraz mniej argumentów. Tusk nie spieszy się do Warszawy i boi się rozmienić swój kapitał oraz autorytet międzynarodowy na drobne. Po co ma się męczyć z nienawistnymi rodakami, skoro za granicą znajduje uznanie i poparcie?

Zostaje Grzegorz Schetyna. Poharatany po wyborach i zmęczony. Budowanie senackiej większości idzie mu jak po grudzie, a kandydata na marszałka nie próbował nawet uzgodnić z resztą partii, za co natychmiast został skarcony przez lidera PSL. Ciężko mu będzie kolejny raz uwieść wyborców, a nawet własną partię. Tym razem może nie wystarczyć drobny kroczek w bok czy koncesja dla młodych, bo konkurenci w partii urośli. Cztery lata temu wystarczyło utrącić Ewę Kopacz w wyborach na szefa klubu. Dziś to za mało.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA