fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Analizy

Dąbrowska: Awans to polityczne narzędzie prezesa

Reporter/Rafał Oleksiewicz
Sobotnia konferencja prezesa Jarosława Kaczyńskiego odbywała się w duchu improwizacji. To jednak nie zmienia faktu, że PiS wyprzedza konkurencję.

Natychmiast po ogłoszeniu listy 41 „jedynek" PiS politycy tej partii mogli rzucić się do swoich okręgów i rozpocząć kampanię. Zarabiają w ten sposób jakieś dwa tygodnie poświęcone na nagłaśnianie swoich kandydatur. Platforma pociesza się, że jest lato, wakacje, mało kto interesuje się polityką i nie ma co przeszkadzać ludziom na wczasach. To oczywiście prawda, ale wyłącznie w odniesieniu do tych, którzy, tak jak mieszkańcy metropolii, rzeczywiście wyjeżdżają na dłużej poza miejsce zamieszkania. Reszta siedzi na działkach (zwykle niedaleko od domu) albo na własnej werandzie czy u rodziców w ogródku.

To przy tych grillach dyskutuje się, kto w regionie będzie startował, zakładając, że grillujący w podstawowym stopniu interesują się polityka. Bo jak nie – to nawet kandydatura św. Franciszka by do nich nie dotarła. Wiadomo też, że nazwiska i ewentualne konflikty związane z tym, gdzie kto został wpisany, to chleb dla mediów, a może nawet kremówka. Wszyscy się tym interesują. Dlatego prezes Kaczyński wybrał optymalny sposób odwrócenia uwagi od Forum Programowego KO. Pokazał się przy tym jako przywódca całego kraju, w sznycie prezydenckim, sam na ekranie.

Nikt nie mógł mieć wątpliwości, że lista jest jego autorstwa i decyzja podjęta została przez niego. I choćby poprzedziły ją konsultacje – to prezes i tak firmuje wszystkie listy w całej Polsce. Można śmiało powiedzieć: głosując na iksa z listy PiS – głosujesz na Jarosława Kaczyńskiego. Nawet dystans Jarosława Gowina, który wybrał ostatnie miejsce na liście w Krakowie, ma swoje znaczenie i pokazuje, że w ramach Zjednoczonej Prawicy nie wszyscy muszą pchać się na „jedynkę". Gowin na pewno zapewnił sobie tym ruchem lepszy wizerunek niż Zbigniew Ziobro, który co prawda ma „jedynkę", ale w Kielcach, z Krakowa został więc wyeksmitowany.

Pisowskie „jedynki" błyskawicznie rozjechały się więc do swoich okręgów – czasem pierwszy raz w życiu w charakterze liderów list, czasem przeniesieni partyjną decyzją w nowe miejsce. Joanna Lichocka pojechała np. pożegnać się z Kaliszem, gdzie „jedynkę" dostał poseł Tomasz Latos. Przeprowadziła tam rachunek swojego posłowania dla okręgu. Chwaliła się przede wszystkim tym, że „dzięki jej działaniom udało się pozyskać środki na remonty i renowacje kaliskich świątyń". Teraz posłanka będzie kandydować z Sieradza, bo „poprosił ją o to prezes". I jakkolwiek by oceniać realnie bilans poselskiej pracy Lichockiej, taki gest pożegnania z okręgiem na pewno pomoże tam PiS w wyborach.

„Jedynkowa" lista 41 osób ma też specyficzny „sznyt" prezesa: duża liczba kobiet, miejsca dla najwierniejszych (Marek Kuchciński) i nagrody dla „młodych zdolnych" – jak Paweł Szafernaker. Być może prezes PiS marzy o tym, że wyhoduje sobie w Koszalinie nowego Joachima Brudzińskiego, który chwilowo zajęty jest na brukselskich salonach? Jak by nie patrzeć, opozycja traci ten czas. Plusem jest wykonanie przez KO manewru programowego i ogłoszenie syntetycznych haseł w rodzaju „Uzdrowić Polskę". Ale żeby hasło trafiło do wyborców, ktoś musi je do nich zawieźć wypisane na partyjnym sztandarze.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA