fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Analizy

Pokerowa zagrywka Andrzeja Dudy w relacjach z Donaldem Trumpem

AFP
Polski prezydent poszedł na całość, aby przekonać Donalda Trumpa do stałych baz w naszym kraju. Ale wynik tej strategii jest niepewny.

To nie jest tylko ocena polskich mediów bliskich obecnemu obozowi rządowemu. Sukces Andrzeja Dudy ogłosiły też czołowe amerykańskie i międzynarodowe stacje telewizyjne. „Prezydent Trump mówi, że podziela ocenę polskiego prezydenta, iż USA powinny mieć stałe bazy wojskowe w Polsce” – alarmował jeszcze w trakcie konferencji prasowej obu przywódców NBC News. „Washington Post” odnotował w tym samym czasie, że Trump nawet mową ciała zdawał się sygnalizować, iż rozważa postulaty polskiego prezydenta w tej sprawie. A „Deutsche Welle” analizę podsumowującą spotkanie zatytułował: „Fort Trump? USA rozważają bazę w Polsce”.

I rzeczywiście, w swoich deklaracjach amerykański przywódca poszedł dalej niż jakikolwiek z jego poprzedników, którego ówczesne polskie władze starały się przekonać do podobnego projektu. W Warszawie nie bez racji uznano, że jeśli jakiś prezydent USA zdecyduje rzucić wyzwanie Kremlowi i wbrew porozumieniu Rosja-NATO z 1998 roku umieścić na stałe amerykańskie wojska na terenie naszego kraju, to będzie nim Donald Trump. W końcu wielokrotnie już pokazał, że potrafi przekraczać granice, które wydawały się nie do pokonania: gdy idzie o zerwanie NAFTA, przeniesienie amerykańskiej ambasady do Jerozolimy czy wycofanie się z umowy z Iranem.

Właśnie dlatego Duda uruchomił chyba wszystkie środki, by przekonać amerykańskiego przywódcę do podobnej odwagi w sprawie baz w Polsce. Znamy tylko te, które pokazał publicznie: obietnica wyłożenia miliardów za obecność żołnierzy z USA, podpisanie dwustronnej deklaracji na stojąco przy siedzącym prezydenckie, zaproponowanie nazwy dla potencjalnej bazy „Fort Trump”. Wszystko, aby udowodnić, że Polska, w przeciwieństwie do Niemiec czy Francji, nie przejmuje się pogłoskami a możliwym impeachmencie Trumpa i stawia na jego prezydenturę.

Decyzje w sprawie stałej obecności Amerykanów w naszym kraju zapadną jednak najwcześniej wiosną i będą wymagały zgody Pentagonu. A tu na razie panuje o wiele większa ostrożność. Sekretarz obrony Jim Mattis podkreśla, że żadne rozstrzygnięcia nie zapadły. I dodaje: „Tu nie chodzi tylko o bazy. Rozmawiamy też o skali manewrów, o infrastrukturze utrzymania sprzętu w bazie, o wszystkich tego typu rzeczach. Jest ogromna ilość szczegółów, które musimy omówić z Polakami”.

Charakterystyczne, że w podpisanej we wtorek w nocy polsko-amerykańskiej deklaracji, nie znalazło się żadne stwierdzenie, które świadczyłoby o gotowości umieszczenia przez Waszyngton na stałe swoich żołnierzy nad Wisłą.

Zwiększenie rotacyjnej obecności amerykańskich wojsk w Polsce i ulokowanie tu poważnych magazynów wojskowego sprzętu i tak byłoby poważnym sukcesem naszego kraju. Jednak w Białym Domu Andrzej Duda tak wysoko podniósł poprzeczkę polskich oczekiwań w tej sprawie, że wszystko, co nie byłoby stałą bazą, trudno byłoby sprzedać teraz opinii publicznej w kraju jako sukces.

Problemem mogą też być reakcje na taką strategię naszych europejskich partnerów, szczególnie Niemiec. Pytany o wojną handlową USA z Chinami, ale także Unią Europejską czy Meksykiem, Duda niemal stanął w tym sporze po stronie Ameryki tłumacząc, że amerykański przywódca „potrafi liczyć” a jego dążenie do zrównoważenia handlu jest „zrozumiałe”. A to przecież ta właśnie nierównowaga, w szczególności dzięki eksportowi do USA niemieckich samochodów, jest pośrednio jednym z kluczowych motorów polskiej gospodarki. Dla przypomnienia: obroty handlowe Polski z Niemcami są dziesięciokrotnie większe, niż z Ameryką.

Na handlu się jednak nie kończy. W ostatnich tygodniach przedstawiciele polskich władz nie ukrywali, że przychylnie widzą możliwość nałożenia amerykańskich sankcji na konsorcjum budujące Nord Stream 2, co zostało odnotowane w Berlinie. Ale w trakcie rozmów Dudy z Trumpem okazało się, że Waszyngton nie razie nie zamierza nakładać takich restrykcji.

Czytaj także: Chrabota: Fort Trump pod Kwidzynem, czyli infantylizacja polityki

Czytaj także: Miliardy na Fort Trump. Duda w USA

Amerykański prezydent z satysfakcją odnotował natomiast, że „ogromne ilości” gazu skroplonego z USA będą teraz eksportowane do Polski i szerzej Europy, co stanowi „znakomity interes” dla Waszyngtonu. LNG zza Oceanu jest dziś zdecydowanie droższy od oferty Gazpromu, ale nie tylko z powodów logistycznych. Ameryka ma na ten towar innych kupców, w szczególności z Chin. Może więc za niego domagać się więcej, także od sojuszniczej Polski. Starając się o wsparcie wojskowe Waszyngtonu Warszawa nie ma w takich negocjacjach handlowych zbyt mocnych kart. Tym bardziej, że inne kontrakty, w szczególności na zakup nowej broni, podczas wizyty samego Dudy w Waszyngtonie nie zostały sfinalizowane.

Wszystko to może już wkrótce okazać się znakomitą inwestycją w stałą obecność USA w naszym kraju. Ale niestety nie da się też wykluczyć, że sprawy potoczą się jak z amerykańskimi wizami, na których zniesienie czekamy od lat.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA