fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Analizy

Jacek Kurski dopinguje artystów do pisania protest songów

Fotorzepa, Jerzy Dudek
W internecie Festiwal Polskiej Piosenki w Opolu ma się dobrze i wcale nie zmienił miejsca, w którym ma się odbyć.

Ostatni post na stronie na fb ma datę 18 maja: „Zjawiskowa aktorka Edyta Herbuś, nowa gwiazda »Telexpressu«, Rafał Patyra oraz charyzmatyczny Norbi – takie trio w niedzielny wieczór 11 czerwca poprowadzi po raz pierwszy na Krajowym Festiwalu Polskiej Piosenki koncert Opole After Party". Ze strony można się też dowiedzieć, że „Telewizja Polska wyłoniła uczestników koncertów Premiery i Debiuty tegorocznego 54. Krajowego Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu". Wśród zaaprobowanych przez TVP uczestników koncertu Premier mieli się znaleźć Katarzyna Cerekwicka, Dr Misio, Golec uOrkiestra, Lanberry, Monika Lewczuk i Antek Smykiewicz, Pectus, Kasia Popowska, Izabela Trojanowska, Szymon Wydra & Carpe Diem, Zakopower.

Ale to już przeszłość, bo żaden koncert się nie odbędzie. Chyba że w Kielcach, bo taka decyzja podobno już zapadła na Woronicza... Nie wiadomo tylko, jak miałby wyglądać dobór artystów na festiwal w Kielcach, bo teraz należałoby chyba uniknąć wszelkich podejrzeń o ustawianie listy wykonawców. A sprawa łatwa nie jest, co pokazała sytuacja będąca praprzyczyną opolskiego kryzysu. Chodziło o Arkadiusza Jakubika, występującego pod pseudonimem Dr Misio z piosenką opatrzoną bardzo krytycznym wobec Kościoła teledyskiem. Sam tekst utworu nikogo zapewne by nie raził, ale razem z obrazkami muzyków przebranych za księży, zbierających na tacę, drzemiących podczas spowiedzi i biskupa korzystającego z napojów wyskokowych, na pewno mógł zaniepokoić prezesa Kurskiego. Tym bardziej dziwi „wpadka", do jakiej doszło, czyli (zgodnie z oficjalnym komunikatem) zaaprobowanie piosenki do koncertu Premier. To właśnie późniejsza próba wykreślenia utworu z listy rozpętała awanturę artystyczno-polityczną.

Czy to były jedyne powody napięcia między artystami a władzami TVP? Jak się dowiaduje „Rzeczpospolita", próby ograniczania obecności niektórych artystów, np. Kayah na antenie, miały miejsce już wcześniej, mimo deklaracji prezesa, że nie przeszkadza mu jej udział w marszach KOD czy czarnym proteście. Nie podobały się jej niektóre teledyski, nie budziła entuzjazmu obecność w programach telewizji śniadaniowej. Ale to nic nowego w świecie polityki flirtującej z twórcami.

Historia pokazuje jednak, że odgórne limitowanie artystów zupełnie się nie sprawdza. Wręcz przeciwnie: zarzuceni kontraktami, trasami koncertowymi i tantiemami, tracą ducha buntu. Ale każdy zamach na ich wolność twórczą powoduje, że powstają nowe protest songi.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA