Amber Gold

Afera Amber Gold: Był parasol ochronny?

Fotorzepa, Piotr Wittman
Prokuratorzy torpedowali działania ABW. Agent o bulwersujących kulisach współpracy ze śledczymi.

Paraliż działania, fatalne decyzje, torpedowanie wniosków – funkcjonariusz Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego z Gdańska pracujący przy sprawie Amber Gold ujawnił kulisy współpracy z gdańskimi oraz łódzkimi prokuratorami.

Jego informacje wystawiają złą opinię śledczym.

Funkcjonariusz Agencji (25 lat w służbach) w środę zeznawał przed komisją śledczą ds. Amber Gold. Z jego słów wynika, że prokuratura nie traktowała sprawy piramidy finansowej jako priorytetowej.

To ABW przejęła w śledztwie wiodącą rolę, choć i ona zachowywała się ślamazarnie.

– To jest niebywałe, co świadek (oficer ABW – red.) zastał po dwóch latach prowadzenia sprawy przez prokuraturę rejonową, którą podobno nadzorowano – mówiła szefowa komisji Małgorzata Wassermann.

– Prokuratura Okręgowa w Gdańsku od początku stycznia 2012 r. wiedziała o sprawie Amber Gold. Wtedy pobrała akta z prokuratury rejonowej. Przetrzymano je przez kilka miesięcy, nic nie robiąc – mówi nam poseł Krzysztof Brejza, członek komisji.

Śledztwo trafiło do wydziału ds. przestępczości gospodarczej – wtedy kierował nim prok. Marek Siemczonek. Sprawę prowadziła prok. Anna Górska, potem dołączył do niej prok. Paweł Pik. Mieli dwóch asystentów.

Dopiero 2 lipca powierzono je ABW, a akta dosłano kilka dni później. – Panował w nich bałagan, brakowało kluczowych ustaleń. Współpraca z prokuraturą układała się źle – wynika z relacji agenta ABW.

Jedną z pierwszych czynności, jakie podjął funkcjonariusz, był wniosek do prokuratora, aby ten wystąpił do Urzędu Kontroli Skarbowej o sprawdzenie wszystkich spółek z grupy Amber Gold i OLT Express. Prokurator na wysłanie wniosku potrzebował dziesięciu dni – wytknęła szefowa komisji, dodając, że ta kontrola nigdy do głównej spółki – Amber Gold – nie weszła.

Funkcjonariusz ABW ujawnił także, że już w końcu lipca 2012 r. był „materiał na zarzuty" dla właścicieli Amber Gold – m.in. za sfałszowanie przelewu do sądu o wpłacie miliona złotych na kapitał zakładowy Amber Gold S.A. Ale prokuratura zwlekała z decyzją. Nie dała też zgody na zajęcie majątku Amber Gold, w tym złota, i na przeszukania w kościele dominikanów (twórcy piramidy przyjaźnili się z ówczesnym przeorem klasztoru, który zrzucił habit po zatrzymaniach).

Marcin P. usłyszał pierwsze zarzuty 12 sierpnia 2012 r. – prowadzenia działalności bankowej bez zezwolenia. Ale śledczy nawet nie wnieśli o areszt dla niego. Dopiero 29 sierpnia P. zatrzymano i wtedy usłyszał zarzut oszustwa znacznej wartości – za co grozi wysoka kara. Żonie P. Katarzynie zarzuty postawiono dopiero w kwietniu 2013 r.

Jesienią 2012 r. decyzją prokuratora generalnego śledztwo zabrano z Gdańska i przekazano je do Łodzi.

Wassermann odtajniła notatkę z 2014 r. ze spotkania łódzkich prokuratorów z agentami ABW, które odbyło się 5 czerwca w Gdańsku. To m.in. wtedy zapadła decyzja, by badać tylko wątek oszustwa. W spotkaniu uczestniczyły prok. Izabela Janeczek i Magdalena Guga.

Wasermann ujawniła, że ustalono tam, iż „wątek prania brudnych pieniędzy zostanie włączony i umorzony, a sprawa pójdzie w kierunku oszustwa". Powodem miał być niedostateczny materiał dowodowy. Teraz to, gdzie wyprowadzono pieniądze, bada łódzka prokuratura regionalna.

Zdaniem szefowej komisji umorzenie tego wątku zamyka poszukiwania, gdzie wyprowadzono pieniądze klientów Amber Gold i kto za tym stał.

Jak ustaliła „Rzeczpospolita", prokuratorzy z Gdańska, którzy jako pierwsi stawiali zarzuty P. i których dotyczyły krytyczne uwagi agenta ABW – awansowali. Anna Górska i Paweł Pik pracują dziś w Prokuraturze Regionalnej w Gdańsku. Prok. Siemczonek od kwietnia 2016 r. jest w delegacji do Prokuratury Krajowej. Pracuje w departamencie przestępczości gospodarczej.

Także w Warszawie doszło do dziwnych zdarzeń. Do Andrzeja Seremeta – wtedy prokuratora generalnego nie dotarła – choć do Prokuratury Generalnej wpłynęła 24 listopada 2011 r. skarga KNF ostrzegająca, że Amber Gold to oszustwo. Dwaj prokuratorzy Piotr Wesołowski i Ryszard Tłuczkiewicz pisma nie przekazali. Winę zrzucili na „omyłkę", Seremet uwierzył, że to „zaniedbanie". A każdy dzień zwłoki w ściganiu szefów Amber Gold, powiększał straty klientów.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL