Reklama

Dziennikarze na podsłuchu, policja poza prawem

Dziennikarzy, którzy ujawnili nagrania z restauracji Sowa & Przyjaciele, nielegalnie podsłuchiwały aż dwie specjalne grupy policjantów.

Aktualizacja: 12.01.2016 20:41 Publikacja: 12.01.2016 18:47

Dziennikarze na podsłuchu, policja poza prawem

Foto: Fotorzepa, Krzysztof Skłodowski

Lecą głowy i ruszają dyscyplinarki po audycie w Biurze Spraw Wewnętrznych (BSW) Komendy Głównej Policji. Zlecił go nowy komendant główny Zbigniew Maj. Wyniki są szokujące: potwierdzają się nadużycia w stosowaniu podsłuchów przy wyjaśnianiu tzw. afery taśmowej, czyli nagrywania rozmów polityków i VIP-ów w restauracji Sowa & Przyjaciele. Według prokuratury za nielegalnymi nagraniami stał biznesmen Marek Falenta, a realizowali je zwerbowani kelnerzy. On sam wskazuje na udział służb specjalnych.

Po ujawnieniu afery przez tygodnik „Wprost" wybuchł skandal. Do redakcji, by zabezpieczyć nagrania, weszła w brutalny sposób ABW. Teraz dowiadujemy się, co robiła policja. Okazuje się, że latem 2014 r. w KGP powołano dwie tajne specgrupy. Pierwsza, utworzona w czerwcu, miała ustalić, kto podsłuchiwał VIP-ów, kto był inspiratorem i jaki miał cel.

Miesiąc później nieoczekiwanie powstała druga grupa specjalna złożona już tylko z funkcjonariuszy BSW. Miała „ustalić ewentualny udział funkcjonariuszy organów ścigania w rozpowszechnianiu nagrań ze spotkań funkcjonariuszy publicznych w warszawskich restauracjach".

– W kierownictwie MSW pojawiła się teza, że za nagraniami stoją służby: ABW i CBA, które oficjalnie miały wyjaśnić kulisy tego procederu. Nie ufano im, stąd pomysł, by powołać tajną grupę, która ich skontroluje – sugeruje nasz informator.

Jak wynika z audytu, zadania grupy powołanej w BSW były niejasne. Naruszając procedury, prowadziła ona nierejestrowaną kontrolę operacyjną. Podsłuchy zakładano w ramach innych śledztw kryminalnych, osobom rzekomo nieznanym i na czas do pięciu dni. Nie wpisywano ich do rejestru, dlatego nie wiedziały o tym sądy. Po co ta zasłona dymna? – By ukryć nadużycia w podsłuchiwaniu tak dużego grona osób bez zgody sądu – ocenia jeden z naszych rozmówców.

Reklama
Reklama

W obszarze zainteresowania policjantów byli m.in. dziennikarze opisujący aferę taśmową oraz ich rodziny. Według portalu Kulisy24 chodzi np. o Piotra Nisztora, który ujawnił aferę. Inwigilowana miała być też żona Sylwestra Latkowskiego, ówczesnego naczelnego „Wprost".

Dowodów na ich podsłuchiwanie brak, bo jak wynika z audytu, rejestr inwigilowanych zniszczono. Pewne jest tylko, że podsłuchiwano kilkadziesiąt tzw. NN osób.

Prokuratura nie słyszała, by jakieś czynności w śledztwie wykonywało BSW. – Nie mamy żadnej wiedzy o jakiejś grupie złożonej z funkcjonariuszy Biura Spraw Wewnętrznych – mówi Renata Mazur, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej Warszawa- -Praga. – Prokurator nigdy nie zlecał policji czynności niezgodnych z prawem – zapewnia.

Obie grupy specjalne liczące w sumie 29 osób zostały powołane decyzją ówczesnego szefa policji Marka Działoszyńskiego. Czy był inicjatorem, czy tylko wykonawcą czyjegoś polecenia?

Były szef MSW w rządzie PO Bartłomiej Sienkiewicz nie znalazł we wtorek czasu na rozmowę z „Rzeczpospolitą". W niedawnym wywiadzie dla TVN 24 podkreślił, że „jeśli prowadzono działania nielegalne, to jest to przestępstwo i osoby, które to zlecały i prowadziły, powinny ponieść odpowiedzialność".

Inspektor Zbigniew Maj mówi nam, że audyt będzie dotyczył także innych wątków tej sprawy.

Reklama
Reklama

Zobacz także:

Afera podsłuchowa: Inwigilowały dwie grupy

Wydarzenia
Nowy START podpisany
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama