Materiał powstał we współpracy z Infarmą

Wśród składników naszej diety mających wpływ na naszą kondycję i sylwetkę jest m.in. cukier. Rząd chce uregulować jego stosowanie przez producentów żywności i napojów, wprowadzając opłatę cukrową.

O tym, jak miałaby ona wyglądać, jakie są argumenty za i przeciw jej wprowadzeniu, co jest celem projektodawcy, jaki jest status prac nad projektem, na co powinny zostać przeznaczone pieniądze, aby opłata miała silny wpływ prozdrowotny, czy podatek przyczyni się do zwalczania otyłości, a wreszcie, co wynika z doświadczeń innych krajów, rozmawiali eksperci podczas debaty „Czy podatek cukrowy może stać się istotnym narzędziem polityki zdrowotnej w Polsce?" zorganizowanej przez „Rzeczpospolitą".

Odzwyczaić od cukru

Janusz Cieszyński, podsekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia, przypomniał, że projekt ustawy wprowadzającej opłatę cukrową rząd przyjął w lutym, potem zajął się nim Sejm i przekazał go do Senatu, który projekt odrzucił. Teraz ten sprzeciw czeka na rozpatrzenie przez Sejm. Ustawa przewiduje, że od słodzonych napojów – czyli największego pojedynczego źródła cukru, które jest spożywane przez społeczeństwo – zostanie wprowadzona dodatkowa opłata.

– Warto przypomnieć, że dotyczyć będzie tych napojów, które zawierają dodatek substancji słodzących, czyli nie będzie dotyczyć produktów, które są naturalnie słodkie, np. 100-proc. soków owocowych. Będzie naliczana w zależności od zawartości cukru – powiedział Janusz Cieszyński. – To jest element kompromisu, który został zawarty w toku rozmów z przedsiębiorcami. Wskazywali oni, że oprócz tego, że opłata powinna zniechęcać do konsumpcji takich napojów, to doświadczenia innych krajów wskazują, że powinna także zachęcać do obniżenia zawartości cukru w napoju albo do tego, by konsument przerzucał się na produkty, na które opłata cukrowa będzie niższa – dodał.

Zaznaczył, że Światowa Organizacja Zdrowia przesłała polskiemu rządowi stanowisko, w którym stwierdza, że tego typu działania są pożądane i są naukowo uzasadnionym elementem polityki prozdrowotnej, który jest stosowany na całym świecie.

– Celem jest, by Polska dołączyła do krajów, które stosują tego typu instrumenty, ponieważ praktyka pokazuje, że jest to skuteczne narzędzie w walce z epidemią otyłości. W krajach, które wprowadziły takie opłaty, wzrost spożycia cukru i liczby osób otyłych został zahamowany, a w niektórych nawet spadł. Czyli widać efekt prozdrowotny tego typu opłat. I właśnie to było głównym powodem prac nad tym projektem. Od samego początku działaliśmy z ekspertami od zdrowego żywienia, ze środowiskiem systemu ochrony zdrowia, którzy nie mieli wątpliwości, że takie rozwiązanie jest potrzebne – podkreślił Janusz Cieszyński. Dodał, że w ciągu ostatniej dekady masa spożytego cukru, w produktach innych niż sam cukier, wzrosła o 10 kg.

Na co zostaną przeznaczone pieniądze z opłaty cukrowej? – W całości trafią do Narodowego Funduszu Zdrowia i zasilą wydatki na promocję zdrowego stylu życia, walkę z konsekwencjami niezdrowego odżywiania oraz na prace nad nowymi lekami. Fundusz będzie miał też możliwość wsparcia działań promujących sport wśród młodzieży, np. programu SKS dostępu do zajęć sportowych w szkołach, z którego dziś korzysta 500 tys. uczniów. Dzięki wpływom z opłaty cukrowej liczbę uczestników programu będziemy mogli zwiększyć trzykrotnie – mówił przedstawiciel Ministerstwa Zdrowia. Podkreślił, by nie używać określenia „podatek". – Opłata tym się różni od podatku, że kiedy płacimy podatek dochodowy, to trafia on do budżetu i państwo decyduje, na co trafią te środki. Natomiast w przypadku opłat ustawa wskazuje zamknięty katalog rzeczy, na które te środki mogą być przeznaczone – powiedział.

Jak pomysł opłaty oceniają eksperci? – Od początku należałam do zwolenników tego typu rozwiązania, które mogłoby być wdrożone w Polsce. Wskazywaliśmy, by opłata cukrowa oraz podatki akcyzowe nakładane na substancje, które mają udowodniony negatywny wpływ na nasze zdrowie, były wprost powiązane z kosztami interwencji związanych z naprawianiem szkód, które te substancje czynią – powiedziała dr Małgorzata Gałązka-Sobotka, dyrektor Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego. – Od lat mówiliśmy o akcyzie na alkohol i tytoń i o przeniesieniu przychodów z nich na wydatki związane z systemem ochrony zdrowia. Zatem zdecydowanie przemawia do mnie mechanizm opłaty cukrowej, która wiąże przychody z tego źródła z bardzo konkretnymi interwencjami, które można nimi sfinansować. Ta opłata przemawia do mnie także dlatego, że nie mamy wątpliwości, i wskazują na to też dowody naukowe, że ryzyko związane z otyłością, która jest wprost związana przede wszystkim z nieprawidłową dietą oraz nieprawidłowym stylem życia, to jest ogromne zagrożenie dla życia i zdrowia Polaków – podkreśliła.

Sięgamy po nowoczesne narzędzia

Jej zdaniem rolą państwa jest tworzenie instrumentów i narzędzi, które będą wpływały na nasze wybory, w tym przypadku konsumenckie. – Jeżeli idziemy do sklepu i wkładamy do koszyka pewne produkty, to państwo może nam w tej drodze do zaspokojenia naszych potrzeb żywieniowych pomóc poprzez sankcje pozytywne oraz negatywne, by nasze wybory były jak najbardziej zdrowe, by ograniczały ryzyka związane z nieprawidłową dietą – podkreśliła Małgorzata Gałązka-Sobotka. Wśród czynników pozytywnych wymieniła np. niższą stawkę VAT na owoce i warzywa, co ma zachęcać do ich kupowania.

Jak mówiła, ryzyko śmiertelności z powodu nieprawidłowej diety szacuje się w Polsce na 24 proc. – Zatem mamy o co walczyć. I państwo może wspierać społeczeństwo w tej drodze do racjonalnego zachowanie się w sklepach – dodała. A z otyłością powiązana jest nie tylko cukrzyca, ale też choroby sercowo-naczyniowe czy nowotwory. – Zatem jeśli wszyscy jesteśmy w stanie pójść na kompromis, że ta dodatkowa opłata będzie takim naszym bodźcem do tego, żeby jednak nie sięgać po to, co niezdrowe i droższe, a zastąpić to produktami, które mogą mieć zdecydowanie lepszy wpływ na zdrowie, nie wyobrażam sobie, by ktokolwiek myślący racjonalnie o zdrowiu swoim i swoich bliskich był przeciwnikiem tego rozwiązania – wskazała Małgorzata Gałązka-Sobotka.

Jak wprowadzenie opłaty ocenia Narodowy Fundusz Zdrowia (NFZ)? – Jednym z tematów mających fundamentalny wpływ na zdrowie publiczne w Polsce jest konstruowanie nowych, nowoczesnych narzędzi interwencji państwa, które już są wykorzystywane na świecie, a my dopiero wkraczamy na tę ścieżkę, które pozwalają łączyć efekty zdrowotne i częściowo fiskalne – powiedział Adam Niedzielski, prezes NFZ. – Chociaż zawsze przy pytaniu o to, czy cieszę się z tej opłaty, mówię, że będę się cieszył, im mniej z jej tytułu wpłynie, bo to będzie oznaczało, że, po pierwsze, ten instrument jest skuteczny i zmienia zachowania konsumentów, a po drugie, że siłą rzeczy będziemy ponosili mniejsze wydatki na leczenie konsekwencji związanych z nadmiernym spożywaniem cukru. A katalog konsekwencji zdrowotnych jest ogromny i przerasta w sensie kosztów finansowania to, co potencjalnie uzyskamy z tytułu opłaty cukrowej – podkreślił.

W jego opinii ta opłata jest projektem, który tworzy logiczną całość. – Im większa konsumpcja cukru, tym większe wpływy i większa wartość poduszki finansowej, która będzie pomagała sfinansować interwencje w zakresie leczenia skutków nadmiernej konsumpcji cukru. A im mniej, tym bardziej komfortowa pozycja w przyszłości, bo to znaczy, że tych skutków będzie stosunkowo mniej. Myślę, że jest to symboliczne otwarcie nowego rozdziału, gdzie nasze zdrowie publiczne sięga po najnowocześniejsze instrumenty, stosowane powszechnie na świecie. Rozwiązanie, gdzie Narodowy Fundusz Zdrowia jest finansowany ze zdefiniowanych wpływów, to bardzo ważny element stabilizacji finansów zdrowia – mówił prezes NFZ. Zgodził się z opinią, że w środowisku związanym ze zdrowiem istnieje powszechna zgoda w sprawie słuszności wprowadzenia opłaty cukrowej.

NZF ma już gotowe rozwiązania, które będzie chciał wdrażać po wprowadzeniu opłaty. – Będziemy chcieli wdrożyć przy współpracy z dr Małgorzatą Gałązką-Sobotką program leczenia otyłości, który będzie kompleksowym rozwiązaniem opieki koordynowanej w tym zakresie. Jego założenia mamy już od dawna wypracowane i wypatrujemy możliwości rozpoczęcia pracy. Jesteśmy gotowi na krok związany z interwencją w kierunku zwalczania otyłości i przeznaczeniem na to tych dodatkowych środków – zapowiedział Adam Niedzielski.

Jak wskazał Adam Niedzielski, według pierwotnych założeń jeśli opłata weszłaby w życie w lipcu, wpływy z niej szacowane były na 500–600 mln zł w tym roku, a od przyszłego, pierwszego pełnego roku obowiązywania, miałby to być 1 mld zł. Janusz Cieszyński dodał, że przy obecnym kształcie projektu szacunki Ministerstwa Zdrowia, uwzględniające wpływy z opłaty cukrowej oraz opłaty od tzw. małpek, mówią o kwocie 2 mld zł rocznie.

Epidemia otyłości

Czy w Polsce można mówić o epidemii otyłości? Twierdząco odpowiada Aleksandra Lusawa, dyrektor Departamentu Komunikacji Społecznej i Promocji Zdrowia w Głównym Inspektoracie Sanitarnym (GIS).

– Epidemii otyłości, z którą zmaga się nie tylko Polska, ale też cały świat, to od kilku lat jeden z głównych problemów zdrowia publicznego. Trzeba pamiętać, że w liczbach rzeczywistych jest to na świecie problem większy niż kwestia głodu. Obecnie ponad 2 mld osób po 18. roku życia ma nadmierną masę ciała, a ponad 700 mln to osoby już otyłe. Już co trzeci ośmiolatek ma nadwagę lub otyłość – podała Aleksandra Lusawa.

Nawiązując do wspomnianych już problemów zdrowotnych, będących konsekwencją otyłości, wskazała na jeszcze jeden, niezwykle ważny jej wymiar. – Otóż nadmierna masa ciała ma również odzwierciedlenie w problemach psychospołecznych. Chodzi o borykanie się przez nastolatki z odrzuceniem społecznym czy niską samooceną. Przekłada się to na obniżenie nastroju czy w dalszej konsekwencji na narastanie problemów, takich jak depresja wśród młodzieży czy wykluczenie społeczne i izolacja. To są bardzo ważne aspekty tej choroby, zwanej otyłością, które może nie przychodzą na myśl jako pierwsze, gdy mówimy o walce z nadwagą i otyłością, szczególnie wśród dzieci i młodzieży – podkreślała Aleksandra Lusawa.

Główny Inspektorat Sanitarny od lat promuje rozwiązania związane z edukacją dotyczącą prawidłowego odżywiania i stylu życia. – Proponujemy paradygmat medycyny stylu życia, realizujemy szereg programów edukacyjnych. Na przykład program „Trzymaj formę", który według założeń ma nauczyć dzieci i młodzież np. analizowania etykiet i dobierania produktów, które są dla nich korzystne, ale też kompleksowego podejścia do swojego zdrowia, choćby zbilansowanych posiłków i włączania regularnej aktywności fizycznej. Bo o niej też musimy pamiętać w kontekście walki z nadwagą i otyłością – mówiła przedstawicielka GIS.

Podkreśliła przy tym, że kluczowe jest włączanie rodziców do tego typu programów i edukacji w obszarze modelu prawidłowego odżywiania dzieci młodzieży. – Ale także dziadków. Często to oni przecież opiekują się najmłodszymi dziećmi. Oczywiście kochają wnuki najbardziej i z całego serca i chcą im dogodzić, ale mają modele może nie do końca oparte na wiedzy naukowej i często te obostrzenia wprowadzone przez rodziców są przez kochanych dziadków luzowane, choćby jeśli chodzi o dosładzane napoje – mówiła Aleksandra Lusawa.

Obrazując skalę problemu z takimi napojami, podała, że niemal 45 proc. nastolatków w Polsce codziennie pije napoje dosładzane. Co więcej, wydaje im się, że po prostu piją napój, nie mają przy tym świadomości, że dostarczają organizmowi puste kalorie na skalę ciastka czy słodkiego deseru.

Jednak, jak zauważył prowadzący debatę Marcin Piasecki z „Rzeczpospolitej", mimo wspominanej w debacie zgody środowiska ochrony zdrowia w kwestii wprowadzenia opłaty cukrowej protestują przeciwko niej producenci, szczególnie napojów. Te głosy często są bardzo zdecydowane. Czy tak działo się też w innych krajach, które wprowadziły to rozwiązanie?

– Zdecydowanie podtrzymuję przedstawione już tutaj argumenty, jeżeli chodzi o pełną zgodę środowisk zajmujących się zdrowiem publicznym, dotyczące rozwiązań fiskalnych, które ograniczają skłonność do korzystania z produktów mających negatywny czy szkodliwy wpływ na zdrowie. Mamy wieloletnie, bardzo dobre doświadczenia z podatkiem akcyzowym i innymi opłatami, które są stosowane przy sprzedaży wyrobów tytoniowych, teraz również tych nowatorskich, a także napojów alkoholowych. Teraz czas na bardzo dużą grupę produktów, które zwiększają ilość ładunku energetycznego w naszej diecie, a są powszechnie spożywane – powiedział Grzegorz Juszczyk, dyrektor Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – Państwowego Zakładu Higieny.

Przytoczył wyniki analiz składu ponad 130 produktów z segmentu napojów gazowanych i niegazowanych, gdzie przeszło 70 proc. z nich zabierało powyżej 10 gramów cukru na 100 mililitrów napoju. – To jest naprawdę bardzo duży ładunek cukru – podkreślił.

– Pierwszym efektem podatku cukrowego w wielu krajach na świecie i chyba także w Polsce jest już sama dyskusja na temat jego wprowadzania. Ona mocno mobilizuje przedsiębiorców do przyjrzenia się formułom swoich produktów, po to, by poszukiwać jakichś sposobów na to, by przy tym samym walorze konsumpcyjnym – bo dla konsumenta oczywiście ważny jest smak – zachować w większym stopniu także walory zdrowotne. W efekcie następuje zmniejszenie ilości cukru w produktach, czasami zamiana na inne substancje słodzące. W naszych rozwiązaniach jesteśmy już bogatsi o doświadczenia innych krajów, na przykład Meksyku czy Wielkiej Brytanii, że już sama dyskusja na temat podatku cukrowego powoduje zamianę substancji słodzącej z cukru na słodziki. Kluczowe z naszej perspektywy ekspertów od zdrowia publicznego jest odzwyczajanie konsumentów, szczególnie młodych ludzi, od słodkiego smaku. Gdy mówimy o tej grupie produktów spożywczych, jaką są napoje, to im bardziej skutecznie będziemy przekonywać społeczeństwo do picia głównie wody, kawy, herbaty czy naprawdę niskosłodzonych produktów, tym bardziej skuteczni będziemy również w unikaniu innych produktów, które również mogą zawierać bardzo dużą ilość węglowodanów. Także taka debata była obecna w wielu krajach – podkreślił Grzegorz Juszczyk.

Dlaczego napoje...

A dlaczego na celowniku ustawodawcy znalazły się właśnie słodzone napoje, skoro cukier jest dodawany do bardzo wielu produktów spożywczych, nawet do takich, w których jego obecności byśmy się nie spodziewali?

– Po pierwsze dlatego, że to napoje są największym, jeżeli chodzi o udział, źródłem cukru w diecie Polaków. Szczególnie dużo cukru w napojach spożywają dzieci. I to właśnie u nich wzrost nadwagi i otyłości jest największy, zwłaszcza w porównaniu z innymi krajami europejskimi. I ta regulacja ma przede wszystkim pomóc najmłodszym konsumentom. Po drugie, wiemy, że charakterystyka spożycia napoju słodzonego jest taka, że czasami, zupełnie nie zdając sobie z tego sprawy, przyswajamy bardzo duży ładunek kalorii. Inne skojarzenia budzi cukierek czy ciastko, inne napój, szczególnie taki, do którego smaku jesteśmy przyzwyczajeni od dzieciństwa przez producentów. Dlatego inne kraje podążają dokładnie taką samą drogą i te opłaty dotyczą właśnie słodzonych napojów. I naszym celem było skorzystanie z już sprawdzonych rozwiązań – uzasadniał Janusz Cieszyński.

A po jakie rozwiązania można sięgnąć, by skuteczniej walczyć z problemem otyłości?

– Jeżeli mówimy o mierniku sukcesu, które dotyczyłby wdrożenia takiego rozwiązania, to myślę, że będą to nawet nie tyle malejące wpływy z opłaty cukrowej, ile raczej systematyczny spadek wydatków w tych kategoriach, które można w najbardziej bezpośredni sposób powiązać ze skutkami otyłości. Cukrzyca jest tu dobrym punktem odniesienia. My rocznie wydajemy mniej więcej 2 mld zł na leczenie jej skutków. Około połowy tej sumy pochłaniają leki stosowane do leczenia cukrzycy, przypomnę, że w ubiegłym roku zwiększyliśmy katalog dostępności leków związanych z cukrzycą. A przy tym skuteczne leczenie obejmuje bardzo szeroki wachlarz przypadłości, z którymi musimy się liczyć, bo cukrzyca to tylko jeden z tych elementów – akcentował Adam Niedzielski. – Ale gdy zastanowimy się i zbierzemy, ile łącznie wydajemy na walkę ze skutkami otyłości, to mówimy o kwotach rzędu miliardów złotych. Więc tutaj nasze skuteczne działanie tak naprawdę otwiera możliwość przesunięcia tych środków na leczenie innych chorób – dodał.

– A przykład cukrzycy i konsumpcji cukru jest o tyle obrazowy, że w tym przypadku działania o charakterze profilaktycznym wydaje się, że będą miały ogromną skuteczność. To znaczy, że rachunek potencjalnych oszczędności zdrowotnych może być naprawdę bardzo pozytywny – podsumował Adam Niedzielski.

—Jeremi Jędrzejkowski

dr hab. n. med. Leszek Czupryniak kierownik Kliniki Diabetologii i Chorób Wewnętrznych Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego

W diabetologii jest kilka ważnych obszarów, które pieniądze z opłaty cukrowej mogłyby wesprzeć, bo jest to dziedzina niedoceniana i zaniedbana. Pierwszy obszar to oczywiście finansowanie nowych metod leczenia, nowych leków i oprzyrządowania, choć trzeba podkreślić, że od marca 2019 r. rząd sporo zmienił na plus, jeśli chodzi o refundację leków. Drugi to niezmiennie edukacja i finansowanie pracy pielęgniarek edukacyjnych i edukatorów. A trzeci obszar to powikłania. Tu można by mówić o lepszym finansowaniu leczenia szpitalnego, o jakościowej zmianie w prewencji leczenia zespołu stopy cukrzycowej. Obecne działania są nieskuteczne, liczba amputacji z tego powodu rośnie. Można by także pomyśleć o powszechnych badaniach przesiewowych w kierunku retinopatii cukrzycowej, wyposażyć gabinety i poradnie diabetologiczne w aparaty do robienia zdjęć dna oka, które potem byłyby oceniane centralnie przez jedną–dwie placówki. I to by pozwalało wykryć bardzo wczesne zmiany cukrzycowe u pacjentów. Warto podkreślić, że już samo wprowadzenie opłaty cukrowej ma dużą rolę edukacyjną. Bo uświadamia nam, że objęte nią produkty to nie jest najlepszy rodzaj pożywienia.

- Materiał powstał we współpracy z Infarmą