Z danych NFZ wynika, że do końca lipca tego roku refundacja leków na ADHD w grupie dzieci i młodzieży objęła ponad 460 tys. opakowań. W całym 2022 r. było to 240 tys. paczek. Z kolei sprzedaż leków stosowanych w terapii ADHD u osób dorosłych wzrosła w ciągu roku o ponad 40 proc., osiągając 2,8 mln opakowań od sierpnia 2025 r. do sierpnia 2026 r. Cztery lata wcześniej sprzedało się ok. 450 tys. opakowań. Odrabiamy lata zaległości w diagnostyce, czy mamy do czynienia ze zjawiskiem nadrozponawalności ADHD w Polsce?

Myślę, że prawdziwe są obie te rzeczy, ale nie można stawiać między nimi znaku równości. Przez wiele lat ADHD kojarzono wyłącznie z nadpobudliwym chłopcem w wieku szkolnym i w efekcie przeoczono bardzo wiele osób, zwłaszcza dorosłych, u których obraz zaburzenia jest mniej spektakularny w ekspresji. Dziś część tych zaległości rzeczywiście nadrabiamy. ADHD dotyczy 5-6 proc. dzieci i młodzieży oraz około 2,5 proc. dorosłych. To naprawdę duża grupa. Dla porównania, schizofrenia występuje u niespełna 1 proc. populacji.

Z drugiej strony większa świadomość społeczna w obszarze zaburzeń neurorozwojowych stworzyła inne zjawisko: coraz częściej zwykłe problemy z koncentracją, przeciążenie, niewyspanie czy trudności z organizacją życia natychmiast nazywamy ADHD, a przecież każdy czasami się rozprasza, prokrastynuje albo o czymś zapomina. W nowej, jedenastej odsłonie Międzynarodowej Klasyfikacji Chorób wyraźnie podkreślono, że o ADHD można mówić wtedy, gdy objawy są trwałe, występują w różnych sytuacjach, są nieadekwatne do wieku i rzeczywiście zaburzają funkcjonowanie.

Co to znaczy, że objawy są trwałe?

To znaczy, że są długotrwałe, a ich początki sięgają dzieciństwa, przed dwunastym rokiem życia. Nie pojawiają się tylko wtedy, gdy jesteśmy zdenerwowani albo mamy gorszy nastrój. Muszą też dotykać różnych sfer życia. Dlatego powiedziałbym, że mamy jednocześnie problem osób przez lata niezdiagnozowanych i ryzyko zbyt łatwego diagnozowania osób, które ADHD nie mają. Dobrą odpowiedzią na oba problemy jest rzetelna diagnostyka, a nie samo negowanie ADHD.

Sprzedawanie „diagnozy ADHD” przez wywiad DIVA-5

ADHD diagnozujemy już z doktorem AI albo w przychodniach, gdzie wystarczy wypełnić jeden kwestionariusz. Otrzymanie takiej diagnozy stało się zbyt łatwe?

Internet, media społecznościowe czy sztuczna inteligencja mogą oczywiście pomóc człowiekowi zauważyć pewne problemy i skłonić go do konsultacji, ale nie mogą postawić diagnozy. Taki czat nie jest w stanie przeprowadzić pełnego badania psychiatrycznego ani zweryfikować przebiegu rozwoju człowieka. Nie ustali też, czy trudności wynikają z ADHD, depresji, zaburzeń lękowych, choroby afektywnej dwubiegunowej, nadużywania substancji, zaburzeń snu, czy po prostu z przewlekłego przemęczenia, a z tymi jednostkami chorobowymi przeprowadza się diagnostykę różnicową.

Czytaj więcej

Kajetana Foryciarz, psychiatra: Dorosłe osoby z ADHD naprawdę cierpią

Kwestionariusz wypełniony w przychodni też nie zweryfikuje tych czynników.

To bardzo przydatne narzędzie przesiewowe, ale nie powinno służyć do jednoznacznego stwierdzania, czy pacjent ma ADHD. W diagnostyce dorosłych stosuje się np. ustrukturyzowany wywiad DIVA-5. W środowisku medycznym mówimy wręcz o zjawisku tak zwanej „diwologii” i o „diwologach”, odnosząc się do komercyjnego trendu sprzedawania „diagnozy ADHD” wyłącznie na podstawie wypełnienia formularza DIVA-5, często przez osoby niebędące lekarzami ani psychologami. To ewidentna droga na skróty, bo kryteria zawarte w tym wywiadzie może spełniać osoba cierpiąca na zupełnie inne zaburzenia niż ADHD – np. na depresję, chorobę afektywną dwubiegunową czy borykająca się z uzależnieniem od substancji psychoaktywnych. Samo ukończenie kursu z prowadzenia tego wywiadu nie daje uprawnień do stawiania rozpoznań medycznych.

W jakiej sytuacji powinna zapalić się nam czerwona lampka, jeżeli chodzi o diagnostykę pod kątem ADHD?

W Polsce proces diagnostyczny osoby dorosłej powinien być prowadzony pod kierunkiem lekarza psychiatry, z możliwością istotnego udziału psychologa. Czerwona lampka powinna się zapalić wtedy, gdy cała diagnoza opiera się na jednym internetowym kwestionariuszu, praktycznie nie ma rozmowy o dzieciństwie, nie ocenia się funkcjonowania w różnych obszarach życia i nie uwzględnia się innych możliwych rozpoznań.

Czy ADHD da się „wyleczyć”?

Nie powiedziałbym pacjentowi, że wyleczymy ADHD tak, jak da się wyleczyć infekcję, ale możemy pacjenta leczyć i ograniczyć objawy tego zaburzenia. Leczenie obejmuje przede wszystkim psychoedukację oraz strategię organizacji życia i pracy. U osób dorosłych z nasilonymi objawami zaleca się leki, które można uzupełnić psychoterapią. Istnieją bardzo dobre dowody na skuteczność leków psychostymulujących w redukcji podstawowych objawów ADHD u dorosłych. W praktyce najczęściej wybieraną drogą jest farmakoterapia, bo dostępność specjalistów, którzy potrafią prowadzić oddziaływania psychoterapeutyczne i mają doświadczenie w pracy z ADHD, jest ograniczona.

Ważne jest, żeby leczyć człowieka, a nie wynik testu. Celem nie powinno być uzyskanie niższego wyniku w skali DIVA czy w kwestionariuszu, ale sytuacja, w której poprawia się jakość życia pacjenta, tzn. że lepiej funkcjonuje on w pracy, w szkole i w relacjach, wykazuje mniej impulsywnych zachowań i potrafi lepiej zarządzać czasem.

Uzależnienie od leków na ADHD

Jakie mogą być konsekwencje niesłusznie postawionego rozpoznania ADHD?

Po pierwsze, problemem jest niepotrzebne narażenie człowieka na działania niepożądane leków, takie jak zaburzenia snu, zmniejszenie apetytu, wzrost ciśnienia i tętna czy spowolnienie wzrostu u dzieci. Dlatego leczenie wymaga odpowiedniej kwalifikacji i monitorowania. Dla mnie większym problemem jest jednak to, że błędna diagnoza może zasłonić diagnozę właściwą. Jeżeli zaburzenia koncentracji wynikają z depresji czy z choroby dwubiegunowej, to człowiek może przez wiele miesięcy leczyć niewłaściwą przyczynę.

Chcę też obalić mit, że jeśli ktoś po leku psychostymulującym czuje się bardziej skoncentrowany, to potwierdza to rozpoznanie ADHD. Sama reakcja na lek nie jest testem diagnostycznym. Słyszałem kiedyś opinię: „Nie wiem, czy pacjent ma ADHD, ale przepiszemy mu psychostymulant, a jeśli mu się poprawi, to znaczy, że ma”. Tak nie jest i tego należy unikać.

Leki na ADHD uzależniają?

Trzeba precyzyjnie rozróżnić mechanizmy działania farmakoterapii. Leki psychostymulujące, takie jak metylofenidat czy pochodne amfetaminy, mają potencjał uzależniający. Przy prawidłowym stosowaniu i kontroli lekarskiej ryzyko jest niewielkie. Atomoksetyna, lek niestymulujący, nie wykazuje takiego potencjału.  Często uzależnienie mylone jest z naturalnym nawrotem objawów po odstawieniu leku.

Dlatego trzeba pamiętać, że ADHD jest zaburzeniem neurorozwojowym, które wynika ze sposobu ukształtowania przekaźnictwa w mózgu, więc zaprzestanie podawania leku regulującego noradrenalinę i dopaminę może powodować powrót dawnych trudności. Przypomina to sytuację pacjenta z zaburzeniami rytmu serca, u którego po odstawieniu leku przeciwarytmicznego stan układu krążenia powraca do punktu wyjścia. Co kluczowe, u osoby z faktycznym ADHD lek psychostymulujący zastosowany w odpowiednio dobranej dawce ma poprawiać codzienne funkcjonowanie, a nie służyć odurzeniu.

Ryzyko uzależnienia wyraźnie wzrasta w sytuacjach niewłaściwego stosowania leków. Zagrożenie wzrasta drastycznie, gdy po preparaty sięgają osoby celowo szukające odurzenia  – przyjmując wielokrotnie większe dawki niż przepisane czy rozkruszając tabletki o przedłużonym uwalnianiu, traktują ten lek po prostu jak narkotyk. Osoby z nieleczonym ADHD mają zresztą naturalnie większą skłonność do sięgania po różne używki czy substancje psychoaktywne w formie nieświadomego samoleczenia. Z badań wynika jednak, że właściwe leczenie ADHD może zmniejszać ryzyko nadużywania substancji.

Czytaj więcej

Który lek na ADHD działa lepiej? Rok obserwacji dał nieoczywistą odpowiedź

Jakie objawy powinny skłonić do zastanowienia się nad diagnostyką pod kątem ADHD?

Przede wszystkim nie powinien to być jeden objaw, ale powtarzalny wzorzec funkcjonowania. To chyba najistotniejsze.

U dziecka zwracamy uwagę na wyraźnie większe niż u rówieśników problemy z koncentracją, impulsywnością i nadmierną aktywnością. Ważne jest, że objawy te nie pojawiają się tylko w jednej sytuacji, na przykład na jednym przedmiocie. W przypadku ADHD powodują one problemy w szkole, w domu i w kontaktach z rówieśnikami.

U osoby dorosłej objawami mogą być przewlekłe problemy z organizacją, ciągłe spóźnianie się, gubienie rzeczy, zapominanie o obowiązkach, rozpoczynanie wielu zadań i trudność z ich skończeniem. Do tego odkładanie wszystkiego na ostatnią chwilę, trudność z utrzymaniem uwagi podczas monotonnych czynności, impulsywne decyzje oraz wewnętrzne poczucie ciągłego pośpiechu i niepokoju. Ktoś nie jest w stanie wysiedzieć na dłuższym spotkaniu albo ciągle przerywa rozmówcom.

Paradoksalnie momentem przełomowym dla takich osób bywa awans albo pojawienie się dziecka w rodzinie. Bardzo wielu pacjentów nie zgłasza się, dopóki pracuje na stanowisku niekierowniczym, bo ktoś ich pilnuje i zobowiązuje do dotrzymywania terminów. Gdy jednak zaczynają pracować samodzielnie albo w rodzinie pojawia się małe dziecko, które jest ogromnym dystraktorem, radzenie sobie z realizacją planu czy unikanie prokrastynacji okazuje się niemożliwe. Wtedy często pacjenci zgłaszają się do psychiatry z depresją, zaburzeniami lękowymi albo zaburzeniami snu, nie mając świadomości, że to ADHD.

Największe mity na temat ADHD

ADHD jest dziedziczne?

Na pewno wiemy, że etiologia ADHD jest wieloczynnikowa, tak jak we wszystkich zaburzeniach neurorozwojowych. Istnieje silna predyspozycja genetyczna, na którą nakładają się czynniki środowiskowe. Mogą one wpływać na aktywność genów – takie zmiany nazywamy epigenetycznymi. W rozwoju mózgu są też okresy szczególnej wrażliwości na doświadczenia. Żeby to wyjaśnić, posłużę się przykładem.

Człowiek, który przez wiele lat dzieciństwa nie ma kontaktu z językiem, może mieć trwałe trudności z jego pełnym opanowaniem później. Nie ma tu jednak sztywnej granicy wieku, po której nauka języka staje się niemożliwa. Dość podobnie jest ze stosowaniem hormonu wzrostu u dzieci. W ADHD udział czynników genetycznych jest duży.  Dlatego pytanie, czy brat, siostra lub rodzice mieli ADHD, jest dość silnym predyktorem i istotnym elementem wywiadu. Jeżeli do gabinetu przychodzi czterdziestoparolatek, u którego podejrzewamy ADHD, i dowiadujemy się, że jego dzieci mają ADHD, to też jest pewna wskazówka.

Czytaj więcej

Spektrum autyzmu i ADHD bardzo często współwystępują. Psycholożka rozprawia się z mitami

Czy objawy ADHD różnią się u kobiet i mężczyzn?

U mężczyzn i chłopców częściej na pierwszy plan wysuwają się zachowania bardziej widoczne dla otoczenia: nadruchliwość, impulsywność, przerywanie innym, trudność z pozostaniem w miejscu, a nawet sytuacje konfliktowe, szczególnie w okresie adolescencji. W badaniach oceniających różnice między kobietami i mężczyznami, gdy zsumowano objawy nadpobudliwości psychoruchowej, cechy nadruchliwości i impulsywności w skalach wypełnianych przez badanych były statystycznie wyższe u chłopców niż u dziewcząt.

Dziewczynki i kobiety częściej skarżą się na zapominanie, trudności w planowaniu i kończeniu zadań, nieuwagę i dezorganizację. Nadruchliwość bywa u nich mniej widoczna.  Częściej mówią o wewnętrznym napięciu, jakby coś rozrywało je od środka, i o stałym uczuciu niepokoju. U dorosłych takie napięcie może być mniej widoczną postacią nadruchliwości w ADHD. U kobiet znacznie częściej ADHD występuje też jednocześnie z zaburzeniami lękowymi i depresją. Zdarza się też, że po wyleczeniu depresji lub zaburzeń lękowych pacjentka nadal się na coś uskarża. Dopiero pogłębiony wywiad, w którym objawy ADHD nie są już maskowane przez depresję, pozwala rozpoznać ADHD.

Trzeba też zwrócić uwagę na maskowanie objawów u pacjentek. Niektóre pacjentki wypracowują sposoby lepszej organizacji i radzenia sobie z trudnościami, często kosztem dużego wysiłku. Dlatego ADHD może być u nich mniej widoczne dla otoczenia. Paradoksalnie indywidualne cierpienie pacjentek może być więc większe, bo pozostaje bez opieki.

Jakie są najczęściej występujące mity na temat ADHD?

Pierwszy mit głosi, że ADHD wymyślono niedawno i że jest ono efektem współczesnego stylu życia. Tymczasem ADHD jest jednostką chorobową, której obraz kliniczny i objawy są znane od 50 lat.

Inny mit, który często powtarzają osoby skłonne stygmatyzować psychiatrię i pacjentów poszukujących pomocy, dotyczy tego, że ADHD to modna wymówka dla lenistwa i braku dyscypliny. Nie odpowiada to współczesnej wiedzy, chociaż rozumiem, skąd bierze się takie przekonanie. Z ADHD często utożsamiane jest odkładanie rzeczy na później. Jeśli ktoś rzeczywiście jest leniwy i nie przestrzega dyscypliny, łatwo znajdzie wymówkę w tym zaburzeniu.

Kolejny mit mówi o tym, że „każdy ma trochę ADHD”. Owszem, każdy bywa impulsywny czy roztargniony, ale pojedyncze objawy nie mogą świadczyć o zaburzeniu. Jeszcze raz podkreślę, że chodzi o zbiór trwałych objawów. W tym miejscu warto powiedzieć, że niektóre cechy mogą sugerować ADHD, choć w rzeczywistości wynikają z zaburzeń osobowości. Same leki na ADHD nie rozwiążą wtedy tych problemów.

Jakie przypadki ma pan na myśli?

Dla przykładu, są osoby impulsywne, które nie potrafią odraczać przyjemności i nie zwracają uwagi na kontekst. Ich zachowanie może przypominać ADHD, ale wynikać z zaburzeń osobowości, którym towarzyszą trwałe trudności w relacjach i radzeniu sobie z emocjami. Zdarza się, że pomocy szukają dopiero po konflikcie z prawem lub z otoczeniem. Zaburzenia osobowości są w mojej opinii najtrudniejszym elementem diagnostyki różnicowej z ADHD. Oba zaburzenia mogą też występować jednocześnie, więc trzeba zwracać uwagę na tę kwestię.

biogram

Prof. dr n. med. Piotr Gałecki

Specjalista psychiatra, specjalista seksuolog, nauczyciel akademicki i praktyk. Kierownik Kliniki Psychiatrii Dorosłych Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, konsultant krajowy w dziedzinie psychiatrii, wykładowca Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury w Krakowie.