Decyzja została podjęta po tym, jak Aleksander Łukaszenko podczas spotkania z administracją na początku tygodnia stwierdził, że środki zapobiegawcze, takie jak maski, są niepotrzebne. - To przesadzone, żeby wysłać policję, by wytropiła tych, którzy nie noszą masek – powiedział dyktator. - Nie jesteśmy Zachodem - dodał.

Nakazy dotyczące masek zostały wprowadzone 9 października, wraz z nową falą zakażeń. Białorusini byli zobowiązani do noszenia masek medycznych we wszystkich miejscach publicznych, w tym w transporcie publicznym i w sklepach.

W czwartek na Białorusi oficjalnie potwierdzono 2097 nowych przypadków zakażeń. To najwięcej od początku pandemii. Dodatkowo władze od początku krytykowane są za niedoszacowanie tych statystyk.

Dr Nikita Saławiej, czołowy białoruski ekspert ds. chorób zakaźnych z Mińska, ostro skrytykował decyzję o zniesieniu mandatów za brak masek. Opisał to jako „szaleństwo” w dobie rozwijającej się epidemii i ostrzegł, że „urzędnicy poniosą za to odpowiedzialność wobec prawa i narodu białoruskiego w najbliższej przyszłości”.

„Kliniki i szpitale we wszystkich regionach kraju zostały przytłoczone pacjentami z COVID-19 i cierpią na niedobory tlenu i leków” – napisał na Facebooku sympatyzujący z opozycją lekarz.

Kiedy wybuchła pandemia, Łukaszenko nazwał obawy dotyczące koronawirusa „psychozą” i nie zgadzał się na nałożenie jakichkolwiek obostrzeń. Na Białorusi bez problemów organizowano np. normalnie mecze z kibicami na trybunach - był to jedyny kraj, który się na to zdecydował.