W obecnej sytuacji Ministerstwo Zdrowia nie może podejmować dodatkowych zobowiązań finansowych i zaproponować placówkom więcej niż obecnie proponuje Narodowy Fundusz Zdrowia – usłyszeli przedstawiciele Naczelnej Rady Lekarskiej od wiceministrów Józefy Szczurek-Żelazko i Janusza Cieszyńskiego.

Zgodnie z ustawą o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia w podmiotach leczniczych, od 1 lipca 2020 r. wynagrodzenie zasadnicze pracownika wykonującego zawód medyczny,zostanie podwyższone co najmniej o 20 proc. kwoty stanowiącej różnicę między najniższym wynagrodzeniem zasadniczym a wynagrodzeniem zasadniczym tego pracownika.

To samo dotyczy pracowników działalności podstawowej, czyli np. salowych, sprzątaczek czy pracowników pralni, a więc najniżej wynagradzani pracownicy lecznic.

Czytaj także: Pandemia u dentysty: jeden pacjent na godzinę

Zdaniem NRL, brak dodatkowych pieniędzy na podwyżki doprowadzi do "rozsadzenia napiętych budżetów szpitali:

– W skali globalnej to poważny wydatek dla każdego podmiotu, w szczególności tak dużego jak szpital. Zwłaszcza w sytuacji pandemii, kiedy muszą przeznaczyć dodatkowe środki na utrzymanie reżimu sanitarnego – mówi dr Andrzej Cisło, wiceprezes NRL i przewodniczący Komisji Stomatologicznej NRL.

Zgadza się z nim Marcin Pakulski, były prezes NFZ i były wieloletni dyrektor szpitala na Śląsku: – Szefowie szpitali, którzy starali się zatrudniać pracowników w ramach umowy o pracę, znajdą się w gorszej sytuacji, bo będą musieli przesunąć na wynagrodzenia środki zaplanowane na inne wydatki. Szpital ma trzy grupy wydatków: koszty wynagrodzeń, koszty leczenia i koszty stałe, takie jak media, na które podpisane są wieloletnie umowy. Nietrudno zgadnąć, że administracyjny wymóg wypłacania większej kwoty pieniędzy bez wzrostu rentowności szpitala spowoduje, że zarządzający będą musieli szukać oszczędności w wydatkach na leczenie – uważa Marcin Pakulski.

Dodaje, że taka sytuacja może skłaniać szefów szpitali do zatrudniania pracowników wyłącznie na umowach cywilnoprawnych.

NRL zwróciło też uwagę na pogorszenie sytuacji finansowej szpitali w czasie koronawirusa z powodu wzrastających kosztów, m.in. środków ochrony osobistej i na przerwę w realizacji świadczeń planowych. I zaproponowało oddzielne rozliczenie 2020 roku i korektę w wykonywaniu zaległych procedur w standardzie wypłaty uśrednionej jednej dwunastej z „czynnych" miesięcy za miesiące przerwania udzielania świadczeń planowych.

Resort zdrowia uspokoił jednak, że kontrakty na 2020 r. w szpitalnictwie, ambulatoryjnej opiece specjalistycznej i stomatologii będą mogły być wykonane do połowy 2021 r. Tym samym potwierdził zapowiedź prezesa NFZ Adama Niedzielskiego z majowego wywiadu dla „Rzeczpospolitej".

Samorząd lekarski zwraca też uwagę na problemy rozliczeniowe przeznaczonych dla pacjentów z koronawirusem jednoimiennych szpitali zakaźnych. Okazało się, że jeśli na swój oddział intensywnej terapii przyjęły pacjenta bez Covid-19, nie mogły liczyć na refundację leczenia. Obecne zapisy uniemożliwiają bowiem w takich sytuacjach skorzystanie z należnej szpitalowi rekompensaty. Resort zapewnił, że przeanalizuje tę kwestię.