Firmy odbierające śmieci od mieszkańców szukają jak najtańszych rozwiązań. Efekt? Do regionalnych instalacji przetwarzania odpadów komunalnych (RIPOK) trafia za mało śmieci. A kontrola losu odpadów w zasadzie nie istnieje.

Według szacunków do instalacji trafia średnio od 30 do 50 proc. mniej odpadów niż w 2012 r., czyli przed wejściem w życie nowych zasad odbioru śmieci.  A powinno być ich więcej, skoro w nowym systemie każdy płaci za odbiór odpadów i nie opłaca się ich np. wywozić do lasu. Ponadto prawo wskazuje, że to właśnie do RIPOK mają być zawożone zmieszane odpady komunalne. Dla firm transportujących śmieci ważniejsze od przestrzegania prawa są pieniądze.

– Instalacje zastępcze są tańsze niż RIPOK. Za tonę odpadów płaci się w nich ok. 170–190 zł, a w RIPOK ok. 250 zł – mówi Jadwiga Sołtysek, radca prawny z kancelarii KSP Legal & Tax Advice. Zaznacza, że przekazywanie odpadów komunalnych do innych instalacji niż RIPOK, gdy ten ma moce przerobowe, jest nielegalne. Dziwi się, że nikt z tym nic nie robi i nie ma kontroli kwartalnych sprawozdań, w których przedsiębiorcy odbierający odpady muszą wskazać instalacje, do których je przekazali.

Gminy nie są karane za brak weryfikacji sprawozdań firm śmieciowych

– Jeżeli przedsiębiorca podaje w nich inną instalację niż RIPOK, to wójt, burmistrz lub prezydent miasta ma dowód na łamanie prawa i może łatwo wyciągnąć konsekwencje – zaznacza Jadwiga Sołtysek.

Zgodnie z ustawą o utrzymaniu czystości i porządku w gminach przedsiębiorcy, który nie przekazuje zmieszanych odpadów komunalnych od mieszkańców do regionalnej instalacji, grozi od 500 zł do 2 tys. zł kary.

– Nie słyszałem, by jakikolwiek samorząd sięgnął po te sankcje i szybko to nie nastąpi – uważa Krzysztof Kawczyński z Rady RIPOK. Tłumaczy, że obecnie gminy mają tendencję do zaniżania cen za odbiór odpadów. – Jeżeli samorządy zaczęłyby wszystko sprawdzać, to okazałoby się, że w niektórych rejonach ceny powinny być nawet dwa razy wyższe – wskazuje.

Co prawda, są gminy, które znają los odpadów i wszystko kontrolują. Tak jest np. w Komprachcicach w województwie opolskim. Wójt Paweł Smolarek tłumaczy, że wprowadzili system, który w czasie rzeczywistym pozwala urzędnikom kontrolować, co dzieje się ze śmieciami.

– Do każdego pojemnika jest dołączony czip i odpady są ważone w momencie ich odbioru. Na bieżąco mamy informację o tym, ile odebrano odpadów i gdzie trafiły – mówi Paweł Smolarek.

Autopromocja
Nowość!

Trzy dostępy do treści rp.pl w ramach jednej prenumeraty

ZAMÓW TERAZ