Służby ratunkowe musiały użyć specjalnych robotów, po tym jak strażacy byli zmuszeni opuścić uszkodzoną konstrukcję ze względu na jej małą stabilność i nie mogli kontynuować poszukiwania ewentualnych ofiar katastrofy.

Władze zapewniają jednak, że - według ich ustaleń - udało się znaleźć wszystkich poszkodowanych.

- Nie mamy powodu przypuszczać, że było to coś więcej niż zawalenie się konstrukcji - podkreślił komendant policji, Keechant Sewell, w rozmowie z dziennikarzami.

Na miejscu katastrofy zginąć miała jedna osoba, cztery inne trafiły do szpitali w związku z odniesionymi obrażeniami, a jedna poszkodowana osoba nie chciała skorzystać z pomocy medycznej - relacjonował John Esposito z nowojorskiej straży pożarnej.

Zarówno ofiara, jak i ranni to robotnicy, którzy pracowali na parkingu w momencie jego zawalenia się.

Czytaj więcej

Runęła ściana sądu. Prokuratura prowadzi postępowanie

Esposito podkreślał, że akcja ratunkowa była "skrajnie groźna" dla strażaków, którzy musieli przerwać akcję poszukiwawczą i opuścić budynek, ponieważ ten "nadal się walił".

W związku z małą stabilnością konstrukcji służby ratunkowe skorzystały z urządzeń robotycznych. Po raz pierwszy w akcji ratunkowej tego typu wziął udział specjalny dron.

Władze informują, że po katastrofie budowlanej profilaktycznie ewakuowano prywatny uniwersytet, Pace University, którego studenci i pracownicy korzystali z parkingu.

- Budynek (parkingu) jest całkowicie niestabilny - przyznał burmistrz Nowego Jorku, Eric Adams.

Zapisy w nowojorskim rejestrze Departamentu Budynków wskazują, że od 2003 roku na terenie konstrukcji, która się zawaliła, stwierdzono 25 uszkodzeń, z czego wiele dotyczyło wind.

W jednym z dokumentów z 2003 r. mowa o "pęknięciach w płycie sufitowej”.