Krasnodębski odniósł się do tego, co w niedzielę wydarzyło się na Morzu Azowskim. Ukraińska marynarka wojenna poinformowała, że trzy okręty - "Berdiańsk", "Nikopol" i "Yani Kapu" zostały przejęte przez Rosjan w Cieśninie Kerczeńskiej. Wcześniej miały zostać ostrzelane. Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko wezwał parlament do poparcia decyzji Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony o wprowadzeniu stanu wojennego. W poniedziałek w sprawie incydentu na Morzu Czarnym zbierze się także Rada Bezpieczeństwa ONZ.
Pytany o to, czy Europa będzie się tylko przyglądać rosyjskiej agresji, Krasnodębski, wiceszef PE odparł, że "chyba tak". - Oczywiście będziemy się oburzać, negocjować, będą jakieś naciski dyplomatyczne - dodał.
Europoseł PiS stwierdził również, że być może cała sytuacja - paradoksalnie - będzie korzystna dla Ukrainy, bo - jak mówił - w kraju tym toczy się "zapomniana wojna". - Ja pamiętam, jak w 2014-2015 roku Ukraina to był gorący temat, wszyscy się interesowali... Grupa przyjaciół Ukrainy była bardzo szeroka, natomiast teraz powoli konflikt popada w zapomnienie - mówił podkreślając, że na Ukrainę nie wysyłano nawet pomocy humanitarnej.
Wiceszef PE zwrócił też uwagę, że dla przedsiębiorstw rosyjskich pracuje obecnie wielu ważnych polityków europejskich. - To prowadzi do dosyć pesymistycznych wniosków - dodał przypominając, że dla Rosjan pracuje m.in. były kanclerz Niemiec i dwóch byłych kanclerzy Austrii (chodzi m.in. o Gerharda Schroedera).
Prof. Krasnodębski stwierdził również, że być może nieprzypadkowo do eskalacji konfliktu Rosji z Ukrainą doszło w dniu, w którym odbywał się szczyt UE ws. brexitu.