Netanjahu zapowiedział we wtorek, że jeśli po wyborach zaplanowanych na 17 września pozostanie premierem, wówczas doprowadzi do aneksji części okupowanego Zachodniego Brzegu.

Zapowiedź premiera Izraela skrytykowały już władze Jordanii, Turcji i Arabii Saudyjskiej.

Główny palestyński negocjator w rozmowach pokojowym z Izraelem nazwał takie działania jako "w sposób oczywisty nielegalne". Saeb Erekat stwierdził, że aneksja byłaby "zbrodnią wojenną", która "pogrzebie jakiekolwiek szanse na pokój".

Z kolei Liga Arabska potępiła "niebezpieczny rozwój" sytuacji jako "agresję".

Izrael okupuje Zachodni Brzeg Jordanu od czasu wojny sześciodniowej w 1967 roku. Wówczas Izrael nie zdecydował się na aneksję.

Palestyńczycy uważają, że cały Zachodni Brzeg i Strefa Gazy powinny w przyszłości wejść w skład niepodległego palestyńskiego państwa.

Z kolei Netanjahu już wcześniej twierdził, że Izrael nigdy nie wycofa się z Doliny Jordanu ze względów bezpieczeństwa.

Netanjahu zapowiedział też we wtorek aneksję wszystkich żydowskich osiedli na Zachodnim Brzegu.

Zapowiedzi premiera Izraela potępił szef MSZ Jordanii, Ayman Safadi, który nazwał plan "poważną eskalacją" i ostrzegł, że "popchnie on cały region w kierunku przemocy".

Szef MSZ Turcji nazwał zapowiedź Netanjahu "rasistowską". Mevlut Cavusoglu dodał, że Netanjahu to "bezprawny, nielegalny i agresywny przekaz" przed wyborami w Izraelu.

Media państwowe w Arabii Saudyjskiej potępiły zapowiedź Netanjahu jako "bardzo groźną eskalację" i wezwały do nadzwyczajnego szczytu szefów MSZ państw Organizacji Współpracy Islamskiej.