Niemiecka policja w środę zatrzymała kilkanaście osób w trzech miastach, w związku z podejrzeniem, że brali oni udział w atakach na synagogi, paleniu izraelskich flag i podpaleniu żydowskiego miejsca pamięci.

Władze w Niemczech obawiają się, że w kraju tym może dochodzić do kolejnych protestów antyizraelskich w związku z konfliktem między Izraelem a Hamasem.

- Nasza demokracja nie może tolerować takiego okazywania antysemityzmu - podkreślił rzecznik Merkel, Steffen Seibert.

Seibert dodał, że rząd Niemiec okazuje "pełną solidarność" Izraelowi.

Wcześniej ambasador Izraela w Berlinie, Jeremy Issacharoff, wezwał władze Niemiec do ochrony społeczności żydowskiej w Niemczech.

- Konflikt na Bliskim Wschodzie nie ma nic wspólnego z Żydami mieszkającymi tutaj. Wzywam niemieckie władze, by zrobiły co mogą, by zapewnić bezpieczeństwo (żydowskiej) społeczności - powiedział dyplomata z Izraela w rozmowie z ARD.

Od poniedziałku Hamas i Islamski Dżihad regularnie wystrzeliwują rakiety w kierunku Izraela, który odpowiada atakami z powietrzu, a od piątku także ostrzałem z lądu, Strefy Gazy.

Od poniedziałku na terenie Strefy Gazy, w wyniku działań Izraela, miało zginąć 109 osób, w tym 29 dzieci. W czwartek zginęły 52 osoby - podają palestyńskie służby medyczne.

W Izraelu, w wyniku działań Hamasu, zginęło siedem osób - jeden żołnierz, pięciu cywilów (w tym dwoje dzieci) i pracownik z Indii.

Do eskalacji konfliktu doszło po starciach między policją a Palestyńczykami na Wzgórzu Świątynnym, które z kolei były następstwem decyzji izraelskiego sądu niższej instancji ws. eksmisji palestyńskich rodzin z Jerozolimy wschodniej.