[b]Rz: Jak zniszczenia wyrządzone przez niedawne huragany i spowodowana nimi trudna sytuacja gospodarcza wpłyną na pozycję reżimu w Hawanie? Czy widzi pan możliwość destabilizacji?[/b]
[b]Peter DeShazo:[/b] Kuba jest zwykle dość dobrze przygotowana na tego rodzaju kataklizmy, a mimo to tym razem mocno odczuła uderzenie huraganów. Efektem bez wątpienia jest dodatkowe obciążenie dla gospodarki i dodatkowy ciężar dla reżimu. Nie wydaje mi się jednak, by miało to znaczący wpływ na sytuację polityczną. Fundament, na którym stoi reżim, wciąż jest mocny, jego kontrola nad społeczeństwem za pomocą aparatu bezpieczeństwa nadal jest ścisła. Trzeba też pamiętać, że Raul Castro dopilnował, by kluczowe dźwignie władzy były w jego rękach, obsadzając najważniejsze stanowiska lojalnymi wobec niego ludźmi. Oczywiście nie można wykluczyć jakichś nagłych istotnych zmian, ale na razie reżim w Hawanie twardo się trzyma.
[b]Jak pan ocenia reakcję Waszyngtonu na sytuację na Kubie? [/b]
Amerykańska reakcja była tradycyjna – rząd zaproponował jakąś małą, symboliczną pomoc, która została odrzucona przez Hawanę. Jeśli chodzi o szerszą amerykańską politykę wobec Kuby, to pomoc humanitarna byłaby dobrą okazją do podjęcia dialogu, przełamania lodów. Byłaby szansą na przestawienie dwustronnych relacji na nowe tory. Ale dotychczasowa linia administracji George’a W. Busha wobec Kuby szła w przeciwnym kierunku. Czy nastąpi zmiana po wyborach? John McCain nie wyraził dotąd chęci jakichkolwiek zmian. Barack Obama zasygnalizował gotowość większej elastyczności, mówiąc, że przy spełnieniu określonych warunków mógłby spotkać się z Raulem Castro. Nie jest to wielki zwrot, ale przynajmniej możliwość ruszenia z miejsca.
[b]Unia Europejska postanowiła wznowić dialog z władzami kubańskimi. Myśli pan, że Bruksela będzie w stanie nakłonić Hawanę do reform?[/b]