Reklama

Ukrainie nie grozi dyktatura

Zostanę premierem Ukrainy tylko po to, by przeprowadzić reformy – mówi „Rz” Serhij Tihipko, który w I turze wyborów prezydenckich zajął trzecie miejsce, uzyskując 13 proc. głosów

Publikacja: 21.01.2010 20:24

Serhij Tihipko

Serhij Tihipko

Foto: AP

[b]

Rz: Wybory pokazały, że na Ukrainie wciąż istnieje podział na wschód i zachód, które głosują na zwalczających się nawzajem kandydatów. Czy jest szansa, że ten podział zostanie kiedyś przezwyciężony?[/b]

[b]Serhij Tihipko:[/b] Powinno nas jednoczyć zadanie, jakim jest przekształcenie Ukrainy w kraj zdolny do konkurowania z innymi. Ten, kto będzie sprzyjał rozwojowi demokracji i przeprowadzał reformy, kto będzie przekształcał Ukrainę w kraj o gospodarce rzeczywiście rynkowej, ten zyska poparcie i wschodu, i zachodu kraju.

[b] Pojawiają się jednak obawy, że przyszły prezydent – czy to Wiktor Janukowycz, czy Julia Tymoszenko – może mieć ciągoty dyktatorskie, że do władzy dojdą oligarchowie. Czy pan te obawy podziela?[/b]

Jest możliwe, że otoczenie Janukowycza będzie chciało skupić w swych rękach jak najwięcej władzy. To samo dotyczy otoczenia Tymoszenko. Ale pójście tą drogą byłoby wielką pomyłką. Ukraińcom nie da się odebrać demokracji. Próby wprowadzenia dyktatury napotkają silny opór na zachodzie kraju i w Kijowie, a także pośród środowisk inteligenckich na południu, wschodzie i w centrum. Ta droga prowadziłaby donikąd. Efekt byłby jeden: ludzie znów wyszliby na Majdan Nezałeżnosti (plac w Kijowie, na którym pięć lat temu odbywała się pomarańczowa rewolucja – przyp. red.).

Reklama
Reklama

[b]Prezydent Wiktor Juszczenko jednoznacznie mówił o dążeniu Ukrainy do struktur Zachodu. Czy po tych wyborach Ukraina odwróci się od Europy?[/b]

Za czasów Juszczenki nasze stosunki z Rosją były złe, a to niedobrze. Potrzebujemy jak najlepszych stosunków ze wszystkimi sąsiadami. Powinniśmy jednak zawsze pamiętać, że Rosjanie chcą przewodzić w naszym regionie, a nasza polityka wobec nich powinna być pragmatyczna i nakierowana przede wszystkim na realizację naszych interesów. Nie oczekujmy, że ktokolwiek zrobi coś dla nas lub za nas – musimy sami zadbać o siebie. Do zbliżenia z UE na pewno powinniśmy dążyć. Obaj kandydaci na prezydenta o tym mówią, ale nie widzę u nich chęci do przeprowadzenia reform. A bez reform integracja z Europą nie jest możliwa.

[b]Rozmawia pan i z Janukowyczem, i z Tymoszenko. Z jakim efektem?[/b]

Na razie przedstawiają propozycje, a ja ich wysłuchuję. W drugiej turze nie poprę żadnego z nich. Mój elektorat – młody, wykształcony – zdecyduje sam, na kogo głosować.

[b]Są pogłoski, że może zostać pan premierem. Czy to realne?[/b]

Nie odrzucam takiej możliwości. Nie chodzi mi jednak o posadę. Byłem już prezesem Narodowego Banku Ukrainy, wicepremierem i ministrem gospodarki. Jeśli zostanę szefem rządu, to tylko po to, by przeprowadzić reformy, które odkładano od wielu lat. Jestem gotów do podejmowania niepopularnych decyzji i wierzę, że ludzie je zrozumieją, poprą, a kraj na tym zyska. Tworzę też własną partię Silna Ukraina. Jak tylko skończą się wybory prezydenckie, zaczną się lokalne. Ludzie, którzy tworzyli moje sztaby wyborcze, już się szykują. Jeśli będą przedterminowe wybory parlamentarne, weźmiemy w nich udział.

Wydarzenia
Nowy START podpisany
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama