Dlaczego trudno uwierzyć w kolejne daty oddania akwarium, a co za tym idzie, całej hipopotamiarni, w której się ono znajduje? Bo cztery żarłacze czarnopłetwe i tawrosz miały pływać na ul. Ratuszowej już trzy miesiące temu. A nie pływają.
Wszystko przez pompy. Tłumaczy nam powód Rafał Okoński szef ogrodowego akwarium: – Obiegowa i cyrkulacyjna. Tak się nazywają te pompy. Czy są ważne? Bez nich nie możemy do zbiornika wpuścić ryb.
Kosztująca 23 mln zł hipopotamiarnia (wraz z rekinarium) to pionierska budowla w Polsce. Jak tłumaczą w zoo, ktoś podczas projektowania nie przewidział, że pompy już zainstalowane nie będą pasowały w tej futurystycznej budowli. Obecnie są one demontowane i zakładane zostają nowe. Każda taka ingerencja to dodatkowe testy.
A ludojady czekają. Cztery już sprowadzone żarłacze pływają na zapleczu w baseniku zwanym kwarantannowym. Długi na 1,7 metra, ważący 30 kg roczny tawrosz by się po prostu w baseniku owym nie zmieścił, więc czeka na otwarcie stołecznego rekinarium w Holandii.
– Istnieje duże prawdopodobieństwo, że holenderscy sprzedawcy postanowią zrobić miejsce w swoim basenie i sprzedadzą obiecanego nam tawrosza komuś innemu – wieści Olga Zbonikowska z zoo.
Co teraz? Żeby nam rekin nie przepłynął koło nosa, trzeba jak najszybciej oddać rekinarium. W piątek w zoo ustalono, że jeśli wykonawca zdąży z pompami, nastąpi to 1 kwietnia.
[ramka][link=http://www.zyciewarszawy.pl/]Życie Warszawy Online[/link][/ramka]