[b]Rz: Republikanie w wielkim stylu przejęli kontrolę nad Izbą Reprezentantów. Spodziewa się pan rewolucji w prowadzonej przez Waszyngton polityce zagranicznej?[/b]
Mam wrażenie, że nie. Problemy dotyczące polityki zagranicznej były kompletnie pomijane podczas kampanii przedwyborczej. Debaty zdefiniowały problemy wewnętrzne: bezrobocie, dług publiczny i tego typu sprawy. Bardzo wątpię więc, aby po wyborach doszło do istotnych zmian w polityce zagranicznej Waszyngtonu. A jeśli już takie zmiany nastąpią, to będą dotyczyły relacji między Stanami Zjednoczonymi a Izraelem. Republikanie są bowiem bardziej przyjaźni Izraelowi niż demokraci. Spodziewam się więc ewentualnie mniejszej presji na premiera Beniamina Netanjahu w sprawie bliskowschodniego procesu pokojowego.
[b]Zarówno media amerykańskie, jak i rosyjskie zwracają jednak uwagę na to, że republikanie są dużo bardziej nieufni niż demokraci w stosunku do Rosji. Czy korzystając z większości w Kongresie, nie będą próbowali zatrzymać słynnego „resetu” stosunków amerykańsko-rosyjskich?[/b]
Rzeczywiście republikanie są bardziej wrodzy Rosji, ale nie krytykują przecież polityki prezydenta Baracka Obamy w stosunku do Moskwy. Stosunki amerykańsko-rosyjskie są teraz całkiem niezłe i wątpię, by ktoś chciał to teraz zmieniać. Amerykańscy politycy dostrzegają ważne gesty ze strony Kremla, który odmówił na przykład niedawno sprzedaży do Iranu rakiet przeciwlotniczych S-300.
[b]Część rosyjskich polityków i komentatorów obawia się, że republikanie będą chcieli zablokować ratyfikację podpisanego w kwietniu przez Baracka Obamę i Dmitrija Miedwiediewa układu o redukcji zbrojeń atomowych START. To realny scenariusz?[/b]