O przyjętej niedawno przez Sejm nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, zgodnie z którą prokurator będzie mógł odstąpić od ścigania za posiadanie małej ilości narkotyków, rozmawiali politycy w programie TVN "Kawa na ławę".

Zdaniem  europosła Jacka Kurskiego z PiS, jeśli posiadanie małej ilości narkotyków nie będzie ścigane, to w powszechnym odczuciu społecznym zakaz w ogóle nie będzie istniał. - Nie wiem za co Platforma nienawidzi polskiej młodzieży. Jako ojciec dwójki dzieci muszę zaapelować: odczepcie się od polskich dzieci - mówił. - Wydaje mi się, że PO zaczyna ścigać się z SLD o młody elektorat.  To cyniczna zagrywka przedwyborcza - ocenił.

Ripostował Adam Szejnfeld z PO. - Ja mam czworo dzieci i wielu znajomych moich dzieci mówi do PiS: "odczepcie się od Polski, my sobie damy radę bez was" - powiedział. - Po pierwsze, nie zalegalizowano narkotyków. Po drugie, nie zniesiono zakazu posiadania narkotyków. Po trzecie, podniesiono wymiar kary za rozprowadzanie narkotyków - argumentował poseł PO.

 

 

Eugeniusz Kłopotek z koalicyjnego PSL do obrony ustawy się nie włączył. - Moje sumienie nie pozwalało głosować za - powiedział i przyznał, że do dziś zdenerwowany wynikiem głosowania. -  Daliśmy pewien sygnał, niebezpieczny moim zdaniem - stwierdził.

Zareagował Ryszard Kalisz z SLD. - Pan Kłopotek po prostu się myli. Ilość narkotyków używanych przez młodych ludzi po całkowitym zakazie bardzo się zwiększyła. Największą tragedią jest to, że państwo nie ma nad tym żadnej kontroli - przekonywał. - Dzisiaj gangi przestępcze do narkotyków dodają sproszkowane szkło, żeby ci ludzie szybciej dostali kopa. Pan wyobraża sobie co się dzisiaj dzieje? Pan pójdzie do klubu, do szkoły. Pan nie ma pojęcia, co się dzieje. Pan wprowadza ludzi w błąd - kontynuował i zaproponował legalizację posiadania miękkich narkotyków na własny użytek.

Marek Migalski z PJN postulował poszukiwanie "arystotelesowskiego złotego środka". - Przecież 89 proc. tych, którzy siedzą w więzieniach, to są posiadacze niewielkiej ilości narkotyków, a nie dilerzy. Demoralizujemy ludzi, którym się zdarzyło popełnić głupotę - powiedział i zaproponował, by za pół roku-rok sprawdzić, ilu dilerów, w porównaniu z czasem przez wprowadzeniem nowych przepisów, zostało złapanych przez policję.