Gowin, lider Porozumienia, który przyczynił się do tego, że wybory prezydenckie nie odbyły się 10 maja w trybie korespondencyjnym (Gowin groził zablokowaniem nowelizacji ordynacji wyborczej, wbrew stanowisku PiS, Solidarnej Polski, a nawet części Porozumienia, ostatecznie poparł nowelizację w zamian za to, że wybory nie odbyły się 10 maja) stwierdził, że jego zachowanie w tamtym czasie "było obowiązkiem".

- Nie miałem wątpliwości, że powinienem podać się do dymisji (Gowin w tamtym czasie zrezygnował ze stanowiska wicepremiera) w imię tego, by można było głosować w sposób bezpieczny i demokratyczny - mówił.

Jednocześnie lider Porozumienia wskazał, że "to co go martwi, to to, że Polska pękła na pół".

- Mam na myśli nie tylko wyrównany wynik, ale także skalę emocji po jednej i drugiej stronie - dodał.

- Na pewno w tej kampanii padło wiele słów ostrych, nie tylko po naszej stronie - podkreślał.

- Teraz najważniejsze jest, abyśmy przestali się rozliczać, musimy zacząć sklejać Polskę. Podstawowe zadanie, podstawowy obowiązek przyszłego prezydenta, to rozpoczęcie procesu jednania dwóch zwaśnionych plemion - ocenił Gowin.

- Dziś bardziej przypominamy dwa zwaśnione plemiona niż jeden naród - ubolewał.

Gowin wskazywał też, że przed politykami stoją obecnie takie wyzwania jak "przygotowanie się na II falę epidemii, ratowanie gospodarki, dyskusja o przyszłości Europy".

Z badania exit poll przeprowadzonego przez IPSOS wynika, że wybory nieznacznie - z wynikiem 50,4 proc. głosów - wygrał prezydent Andrzej Duda. IPSOS zastrzega jednak, że różnica jest na tyle mała, że obecnie nie można wskazać zwycięzcy wyborów.

Autopromocja
Wyjątkowa okazja

Roczny dostęp do treści rp.pl za pół ceny

KUP TERAZ