Dziś Dzień Żołnierzy Wyklętych. Na co tak naprawdę liczyła powojenna konspiracja?
Jan Żaryn:
Na odzyskanie przez Polskę niepodległości. Dla nas jest oczywistością, że system jałtański okazał się trwały i istniał przez kilkadziesiąt lat, jednak patrząc z perspektywy przełomu lat 1944–1945, możliwość odzyskania niepodległości wielu ludziom wciąż wydawała się realna. Warto było poświęcić w tym celu swoje życie, często bardzo młode, jeśli miało się nadzieję, choćby nawet niewielką, na wolną Polskę.
Major Zygmunt Szendzielarz, czyli „Łupaszka", nazwał żołnierzy powojennego podziemia sumieniem narodu. Nie przesadzał?
Konspiracja niepodległościowa to bardzo aktywna, ale zdecydowana mniejszość społeczeństwa. Zawsze najdotkliwiej represje dosięgają tę „esencję", czyli tych, którzy są „sumieniem", a więc najbardziej się narażają.
Twierdzi pan, że reszta społeczeństwa była tego sumienia pozbawiona?
Nie wszystkich było stać na to, by otwarcie walczyć z wrogami Polski. W tym czasie jedni odbudowywali kraj, inni decydowali się na życie w swojej rodzinnej enklawie. Ją zresztą też często trzeba było odbudowywać.
A może powojenna konspiracja po prostu nie miała wyjścia i musiała się bronić przed komunistami?
Rzeczywiście, to była samoobrona, bo ujawnienie się, wyjście na powierzchnię było de facto równoznaczne z aresztowaniem, torturami w mokotowskim areszcie Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego i często ostatecznie ze śmiercią. Zakres swobody wyboru był dla żołnierzy wyklętych bardzo wąski. Często byli w beznadziejnej sytuacji, zmuszeni do ukrywania się przez całe lata. Zazwyczaj tragiczne losy żołnierzy wyklętych są wpisane w lata 1944–1956, ale pamiętajmy, że wielu z nich ukrywało się dłużej, nawet przez kilkanaście lat. A sprawy operacyjne prowadzone przez Służbę Bezpieczeństwa dotyczące byłych żołnierzy i całego podziemia niepodległościowego były prowadzone do ostatnich dni PRL.