Rz: Powraca temat immunitetów parlamentarzystów – tym razem zainteresował się nimi rzecznik praw obywatelskich. Czy immunitet jest jeszcze dzisiaj potrzebny?

Eryk Mistewicz:

Wizerunek parlamentu nigdy nie był tak zły. Stało się to za sprawą posłów, którzy lekceważą sobie jedną z podstawowych zasad: równości wobec prawa. Immunitet mający uzasadnienie jako obrona przed represją polityczną, po to by poseł mógł bezpiecznie dojechać z Sejmu i na Sejm, jest dzisiaj nadużywany. Ale jest potrzebny.

Immunitet stawia posłów ponad prawem?

Posłowie, którzy przy wykroczeniach drogowych chronią się za immunitetem, niszczą wizerunek parlamentu, parlamentaryzmu i demokracji w Polsce. To sprawia m.in., że rośnie niechęć do całej klasy politycznej. A to przedkłada się na mniejszą frekwencje wyborczą.

Czy w takim razie należałoby znieść immunitety parlamentarne?

Nie chodzi o to, aby instytucję immunitetu całkowicie zlikwidować. To instytucja użyteczna i potrzebna w kwestiach wielkiej polityki.

Natomiast w sprawach, w których posłowie się dziś za immunitetem kryją, jest wypaczeniem tej idei. Co ważne, nie przypominam sobie w ostatnich 20 czy 25 latach, aby immunitet chronił posła czy senatora przed rzeczywistymi represjami z przyczyn politycznych, w związku z wykonywaniem przez niego mandatu.

Czy polska polityka nie kompromituje się wystarczająco? Czy nadużywanie immunitetów ma aż taki wpływ na wizerunek parlamentu?

Autopromocja
Nowość!

Trzy dostępy do treści rp.pl w ramach jednej prenumeraty

ZAMÓW TERAZ

Kwestia nadużywania immunitetu jest moim zdaniem jedną z kluczowych kwestii wpływających w Polsce na postrzeganie polityki. W mediach, nie tylko zresztą w tabloidach, w kontekście polityków królują: alkohol, seks, pieniądze i właśnie nadużywanie władzy. W innych krajach mamy do czynienia z arystokracją rozumu, w Polsce jest jej jak na lekarstwo.

Wymawianie się immunitetem nadszarpuje wizerunek demokracji czy raczej partii politycznych?

Przeciętny Polak, z wyjątkiem kilku procent społeczeństwa zainteresowanego polityką, nie wie, z jakiej partii jest konkretny poseł czy senator. To są ci „oni", którzy rządzą krajem, są politykami i nie zasługują na szacunek; nieważne, z jakich ugrupowań pochodzą. W ten sposób degeneruje się cała sfera publiczna.

—rozmawiała ?Agnieszka Kalinowska