– Zlikwidować wszystkich tych ludzi – rozkazał prezydent Władimir Putin. Po dwóch tygodniach śledztwa kontrwywiad poinformował go, że na pokładzie pasażerskiej maszyny, która rozbiła się 30 października na egipskim półwyspie Synaj, eksplodowała bomba.
– Będziemy ich szukać wszędzie, gdziekolwiek się schowali. Znajdziemy ich w każdym zakątku planety i ukarzemy – zapowiedział rosyjski przywódca. – Bez przedawnienia – dodał. Putin prawdopodobnie nieświadomie nawiązał do sposobu przeprowadzenia akcji wywiadu izraelskiego Gniew Boży po zamordowaniu sportowców na olimpiadzie w Monachium w 1972 roku. Przez kilka lat agenci Mosadu tropili i zabijali w różnych krajach Palestyńczyków uczestniczących w monachijskim zamachu.
Sam Putin kilkakrotnie już w czasie swych prezydentur nakazywał „bezlitosną likwidację terrorystów" odpowiedzialnych za różne zamachy w Rosji. Po raz pierwszy we wrześniu 1999 roku (jeszcze jako premier) zapowiedział na konferencji prasowej w stolicy Kazachstanu Astanie: – Jak ich złapiemy w toalecie, to zaje... też w kiblu.
Jednak natychmiastowa rosyjska odpowiedź nie miała nic wspólnego z akcjami służb specjalnych. We wtorek rano płynący okręt podwodny „Rostów" wystrzelił spod powierzchni Morza Śródziemnego rakiety na Rakkę, syryjskie miasto, które bojówkarze Państwa Islamskiego uczynili swoją stolicą. Pociski przeleciały nad terytorium Turcji, nie jest jasne, czy uprzedzono o tym Ankarę. Tuż po okręcie podwodnym miasto zaatakowały rosyjskie bombowce strategiczne, z których odpalono rakiety na prowincje Aleppo i Idlib. Minister obrony Siergiej Szojgu zapowiedział dwukrotne zwiększenie liczby nalotów.
Portal brytyjskiego tabloidu poinformował, że Moskwa szykuje się do wysłania 150-tysięcznej armii do Syrii. „To jasne, że Rosja chce oczyścić zachodnią część kraju, by zająć Rakkę i pola naftowo-gazowe w pobliżu Palmiry" – napisał „Express". Sekretarz prasowy Kremla natychmiast zapewnił, że „nie ma mowy o żadnej operacji lądowej". Jednak jeszcze w zeszłym tygodniu pojawiły się informacje, że rosyjscy żołnierze w Syrii uczestniczą również w operacjach lądowych, a nie tylko nalotach.