Reklama

Lustracja według zachodnich sąsiadów

Ćwierć wieku po zjednoczeniu temat lustracji w Niemczech nikogo nie interesuje. Odpowiednik naszego IPN ma zaś zostać zlikwidowany.

Publikacja: 18.02.2016 19:45

Lustracja według zachodnich sąsiadów

Foto: Fotorzepa, Kuba Kamiński

Niemiecka praktyka lustracyjna była przez dłuższy czas postrzegana w krajach postkomunistycznych jako swego rodzaju wzór. W gruncie rzeczy była i jest nadal niezwykle łagodna, bez jakichkolwiek konsekwencji dla byłych współpracowników służb specjalnych. Kilka lat temu wyszło na jaw, że w instytucji powołanej do archiwizowania materiałów byłej służby bezpieczeństwa pracowało kilkudziesięciu pracowników Stasi. To był dla wszystkich szok, zwłaszcza dla kolejnego szefa Urzędu ds. Akt Stasi Rolanda Jahna, opozycjonisty, który w czasach NRD siedział w więzieniu za ostentacyjne prezentowanie flagi „Solidarności".

Urząd powstał w 1990 roku i jest odpowiednikiem naszego IPN, z którym ściśle współpracuje. Pierwszym szefem instytutu był pastor Joachim Gauck, obecny prezydent RFN, od którego nazwiska wzięła się nieoficjalna nazwa instytucji: urząd Gaucka.

Urząd nie zajmował się nigdy tropieniem byłych agentów Stasi, jej etatowych pracowników czy tajnych współpracowników. Dysponuje jednak kartoteką z danymi ponad 6 mln osób. Mają do nich dostęp ci, którzy pragną uzyskać informacje, czy i jakie dokumenty na ich temat gromadziła wszechwładna bezpieka. Do tej pory z możliwości tej skorzystało ponad 2,1 mln obywateli. W zdecydowanej większości wywodzących się z byłej NRD. Mają oni dostęp jedynie do akt na własny temat.

Firmy prywatne, urzędy, partie polityczne, związki czy stowarzyszenia mogą składać wnioski z pytaniami, czy ich pracownicy byli w przeszłości związani ze Stasi. Urząd Gaucka ogranicza się do przekazania żądanych informacji, a decyzje personalne podejmuje zainteresowana instytucja. Nie ma żadnego obowiązku rozstania się z pracownikiem, który miał w przeszłości związki ze Stasi.

Dlatego brak jest statystyk świadczących o tym, ilu zlustrowanych pracowników zostało pozbawionych stanowisk. Wiadomo, że instytucje złożyły w sumie prawie 1,7 mln wniosków lustracyjnych. Wiadomo też, że współpracownicy Stasi zajmowali wysokie stanowiska rządowe, by wymienić chociażby Manfreda Stolpego, ministra w rządzie Gerharda Schrödera i wieloletniego premiera Brandenburgii.

Reklama
Reklama

W tym landzie na stanowiskach kierowniczych zachowało się najwięcej byłych agentów Stasi. Jeszcze kilka lat temu pracowali w policji, prokuraturze. Byli agenci zasiadali w Bundestagu oraz landtagach tzw. nowych landów powstałych po zjednoczeniu Niemiec. Nie brak ich tam nadal, zwłaszcza w szeregach postkomunistycznego ugrupowania Lewica. Nikomu to w zasadzie już dzisiaj nie przeszkadza. Panuje pogląd, że ćwierć wieku po zjednoczeniu nie ma już sensu zajmować się mroczną przeszłością NRD i trzeba pozostawić sprawy historykom. Tym bardziej że najpóźniej w 2019 roku urząd ma ulec likwidacji, a jego zbiory mają zostać przekazane do archiwum państwowego.

Wydarzenia
Nowy START podpisany
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Materiał Promocyjny
ROP na zakręcie. Bez kompromisu się nie uda
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama