Większość kobiet pochodzi z Turcji. Wśród zatrzymanych są jednak również obywatelki byłych republik ZSRR - m.in. Tadżykistanu, Azerbejdżanu, a także obywatelki Rosji. Nieliczne kobiety mają obywatelstwa francuskie i niemieckie.

Kobiety i dzieci internowano w obozie znajdującym się niedaleko Mosulu - ostatniej twierdzy Daesh, która została zdobyta pod koniec sierpnia przez iracką armię.

Pochodzenie niektórych kobiet wciąż jest ustalane, ponieważ wiele z nich nie ma żadnych dokumentów.

Pułkownik Ahmed al-Taie z dowództwa operacji w Mosulu tłumaczy, że armia czeka na rozkazy w sprawie dalszego losu kobiet i dzieci. Rodziny terrorystów zamknięto w obozie "ze względów bezpieczeństwa".

Pułkownik zapewnia, że internowani są traktowani dobrze. - Chociaż to rodziny kryminalistów, którzy zabijali niewinnych z zimną krwią, przesłuchania kobiet wskazują, że niemal wszystkie padły ofiarą podstępnej propagandy Daesh - mówi.

Według Reutersa kobiety i dzieci są przetrzymywane w namiotach bez klimatyzacji, na zarobaczonych materacach.

- Chciałabym wrócić do Francji, ale nie wiem jak - mówi Czeczenka posługująca się francuskim językiem, która przed przyjazdem do Iraku mieszkała w Paryżu. Kobieta nie wie co stało się z jej mężem. 

Większość przetrzymywanych w obozie oddała się w ręce kurdyjskich oddziałów w rejonie Tal Afar. Kurdowie przekazali kobiety i dzieci Irakijczykom, ale zatrzymali mężczyzn.

Urzędnik irackiego MSW twierdzi, że Irak chce negocjować z ambasadami krajów pochodzenia kobiet ich deportację.

Jak dotąd wśród zatrzymanych doliczono się 13 narodowości.