Rzecznik marynarki wojennej Enrique Balbi powiedział o "niezwykłym, pojedynczym, krótkim, głośnym" incydencie nie mającym charakteru nuklearnego. Rzecznik stwierdził, że mogło dojść do implozji.

O zarejestrowanym incydencie poinformował władze kraju ambasador Argentyny w Austrii.

Kapitan Enrique Balbi podkreślił, że argentyńska marynarka wojenna wie tylko o miejscu podejrzanej eksplozji, ale nie zna jej przyczyny. Poszukiwania zaginionego okrętu mają się jednak skoncentrować w pobliżu miejsca, w którym miało do owej eksplozji dojść.

Dzień wcześniej Balbi informował, że jeśli okręt San Juan wciąż znajduje się pod wodą powietrze w nim powoli zaczyna się kończyć.

Siostra jednego z zaginionych członków załogi mówiła wówczas, że "czuje się, jakby czekała na zwłoki".

Jeden z trzech okrętów argentyńskiej marynarki wojennej ARA San Juan zaginął na morzu w zeszłą środę.

W poszukiwania okrętu zaangażowanych jest kilkanaście państw - w tym Rosja i USA.

W czwartek amerykański samolot dostrzegł "obiekt" niedaleko ostatniej znanej lokalizacji okrętu. Jak się jednak okazało nie był to element poszukiwanej jednostki.