Reklama
Rozwiń
Reklama

Strach na ulicach Kabulu

Reportaż z Afganistanu: Miasto w dniu wyborów ogarnęła psychoza. Ludzie widzieli zamachowców za każdym rogiem. Nie wszyscy poszli głosować

Publikacja: 20.08.2009 20:47

Dziennikarze uciekający przed mężczyzną, który otworzył ogień do afgańskiej policji

Dziennikarze uciekający przed mężczyzną, który otworzył ogień do afgańskiej policji

Foto: AFP

Red

Kabul był cichy i wyludniony. Jedynie na niebie unosiły się setki latawców. Obowiązywał całkowity zakaz poruszania się cywilnymi samochodami, jedynie karetki i niektóre taksówki wyjeżdżały na miasto. Policja wystawiła setki posterunków, które sprawdzały przejeżdżające pojazdy.

Ale nie zawsze dokładnie. W mieście doszło do kilku (nikt nie wie ilu) samobójczych zamachów, co najmniej cztery razy słychać było wybuchy. Około godziny 10 parę kilometrów od centrum miasta policja zauważyła kilku uzbrojonych talibów w budynku naprzeciwko komisariatu.

– Policjanci nie próżnowali – opowiada Rubin, holenderski reporter. – Od razu zaczęli ostrzeliwać czterech talibów z ręcznych wyrzutni granatów. Strzelanina trwała około 100 minut. W końcu zastrzelili wszystkich napastników, chyba bez strat własnych – mówił Holender, który został pobity i zatrzymany za robienie zdjęć potyczki.

Potem policja zabrała wszystkim afgańskim i zachodnim fotografom aparaty i karty pamięci. Była to chyba reakcja na apele prezydenta Hamida Karzaja, aby w dzień wyborów nie informować o przemocy w Afganistanie.

Tymczasem po mieście rozniosła się plotka, że w Kabulu jest 20 zamachowców-samobójców. Kiedy dotarłem na miejsce strzelaniny, policja chowająca się w hummerach kazała mi się natychmiast wynosić. W tym samym czasie kabulczycy szli do wyborów. Udałem się tam ze znajomym, Attajallahem do komisji wyborczej, w której on sam powinien zagłosować. Ostatecznie głosu jednak nie oddał, tłumacząc, że „nie ufa tym wszystkim bandytom”.

Reklama
Reklama

– A płotki i tak się nie przebiją – dodał. Komisja mieściła się w meczecie Madżrid Kanga Dei Awganon w centrum Kabulu. Na bramce stał policjant i skrupulatnie przeszukiwał wszystkich głosujących. W pewnej chwili odskoczył od starszego mężczyzny, któremu kazał podnieść szalwari kamiz – długą afgańską koszulę. Siwy brodacz w turbanie miał pod koszulą gorset. Policjant myślał, że to ładunek wybuchowy.

Nikt nie wiedział, ile osób może głosować w tym okręgu i w tym punkcie wyborczym. O godzinie pierwszej po południu, czyli trzy godziny przed zamknięciem lokalu, głosowało w nim 183 mężczyzn i 33 kobiety. Czyli bardzo mało.

Głosujący kabulczycy powtarzali, że nie boją się talibów i że należy ich „zetrzeć w pył”. Wyrażali zaniepokojenie, że na prowincji talibowie mogą poważnie zakłócić procedurę wyborczą. Z całego kraju napływały informacje o zaminowanych lokalach, ostrzałach rakietowych czy zmywalnym atramencie wyborczym. Podobno się zdarzało, że ludzie głosowali kilkakrotnie, uprzednio usuwając z palców rozpuszczalnikiem „niezmywalny” atrament.

Po zamknięciu lokali pojechaliśmy z lekarzem Geraldem Scottem Flinem do jednego z obozów uchodźców. Tu, o dziwo, większość dorosłych mężczyzn miała palce w atramencie. Wielu z nich biegało z wyciągniętymi palcami wskazującymi, krzycząc „Karzaj!”.

Podczas powrotu taksówką do hotelu Mustafa, już po zmroku, byliśmy legitymowani na każdym kroku. A jedyny mówiący po angielsku policjant ostrzegł nas, żebyśmy zamknęli się w nocy w hotelu i nie wychodzili na ulicę. Dlaczego? Bo może dojść do zamachów.

[i]Andrzej Meller z Kabulu - autor jest współpracownikiem „Tygodnika Powszechnego”[/i]

Reklama
Reklama

[ramka][srodtytul]Wybory[/srodtytul]

Przedstawiciele afgańskich władz i komisji wyborczych przewidywali wczoraj optymistycznie, że frekwencja osiągnie 50 proc., ale niezależni obserwatorzy byli sceptyczni. W wielu miejscach kraju doszło do starć z talibami. Największe miało miejsce w do tej pory spokojnym mieście Baghlan na północy kraju. Zostało ono zaatakowane przez duże oddziały rebeliantów. W wielu innych miejscach lokale wyborcze ostrzelano z broni maszynowej. Doszło w sumie do 73 aktów przemocy w 15

z 34 prowincji kraju. Z informacji resortu spraw wewnętrznych i obrony wynika, że w zamachach, także samobójczych, oraz starciach sił bezpieczeństwa z rebeliantami zginęło ponad 50 osób, a kilkadziesiąt zostało rannych. – Pomimo ataków i gróźb wyborcy zademonstrowali wolę udziału w głosowaniu – oceniał rzecznik misji ONZ Aleem Siddique. Ale część niezależnych kandydatów i obserwatorów mówi o „wyborczej parodii”. Spośród 36 kandydatów najwięcej szans miał prezydent Hamid Karzaj. Jego główny przeciwnik to były szef MSZ Abdullah Abdullah. Wstępne wyniki będą znane w sobotę. [i] —p.k., afp, ap [/i][/ramka]

Wydarzenia
Nowy START podpisany
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Materiał Promocyjny
Historyczne śródmieście Gdańska przyciąga klientów z całego kraju
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama