Ci, których dobytek ucierpiał najbardziej, a już wczoraj zalało tu uprawy, budynki i utonęło tu kilka zwierząt, wypomnieli szefowi rządu że dopiero tuż przed jego przyjazdem w Proszówkach pojawiło się kilka nowych motorówek. Pytali, dlaczego tak dużo wody spuszczono ze zbiornika w Dobczycach, co - według nich - pogorszyło sytuację powodziową w całej okolicy.
- Wczoraj tu w nie było strażaków, ludzi woziliśmy własnymi pontonami. Dzisiaj jest wszystko, bo jest premier - mówili.
- Chcę wiedzieć dlaczego - zapowiedział Donald Tusk. Zapewnił też, że zajmie się wyjaśnieniem, dlaczego mieszkańcy Proszówek byli zbyt późno powiadomieni o fali powodziowej oraz dlaczego zbiornik w Dobczycach nie był przed zapowiadanymi deszczami opróżniany. Nie padły natomiast obietnice pomocy finansowej. - Jeżeli doszło do zaniedbań ze strony sztabów kryzysowych, będą z tego rozliczne - mówił tylko Donald Tusk. Dziennikarze zauważyli na miejscu chaotyczne działania służb. Starsi ludzie długo czekali np. na ewakuację pontonami.