Przez Kraków przepływa fala powodziowa, ale mieszkańcom nie zagraża większe niebezpieczeństwo - zapewnił prezydent miasta Jacek Majchrowski. Zdementował on też informacje, że aby ratować Kraków, mają zostać wyburzane wały przed miastem.

W trybie natychmiastowym odwołano zajęcia na Uniwersytecie Jagiellońskim.

[srodtytul]Ważny wodowskaz[/srodtytul]

W wyniku niebezpiecznie szybkiego wzrostu poziomu wody w Wiśle - co godzinę na wodowskazie na Bielanach podnosił się o ok. 8 cm - zapadła decyzja o zamknięciu Mostu Dębnickiego.

Most Dębnicki to ważny wodowskaz. W 1997 roku pod nim prawie nie było prześwitu - od lustra wody do przęseł brakowało zaledwie 20 cm. Dziś o 10.00 rano poziom wody był tu podobny. Ponadto fachowcy obawiają się, że pod naporem wody most może zostać zmyty z przęseł.

Fala na razie nie przelała się przez Most Dębnicki. Wciąż jest on obciążany i uszczelniany, by woda nie zalała ulic.

Centrum kryzysowe przygotowało plan ewakuacji terenów położonych przy Wiśle. Przygotowano nawet autobusy MPK, które miałyby przewozić krakowian - niemal 100 tys. mieszkańców.

Miasto zapewnia, że są tymczasowe miejsca noclegowe dla wszystkich osób z miejsc branych pod uwagę jako tereny zalewowe. Są to internaty, sale szkolne i przedszkolne oraz budynki miejskich instytucji.

Bardzo trudne warunki panują w całym mieście - wszędzie tworzą się gigantyczne korki, a przedostanie się np. Z Nowej Huty do centrum zajmuje nawet dwie godziny. Nieprzejezdna jest droga pod Rondem Grunwaldzkim prowadząca do centrum miasta (nie można go ani objechać, ani ominąć).

Autopromocja
CFO Strategy & Innovation Summit 2021

To już IV edycja kongresu dla liderów świata finansów

WEŹ UDZIAŁ

Władze miasta apelują, by nie jeździć ulicami wzdłuż Wisły. Co gorsza, od wczesnych godzin rannych w Krakowie leje i wody nadal przybywa. Tramwaje jadące Al. Pokoju musiały zmienić trasę, bo deszcz zalał torowisko. Na przystankach przybywa zdezorientowanych krakowian.

[srodtytul]Pieszo, przez rozlewisko [/srodtytul]

Krakowskie osiedle Złocień jest niemal odcięte od świata. Jedyna droga dojazdowa została zalana przez potok Serafa, który tędy przepływa. Droga w kierunku osiedla Bieżanów jest nieprzejezdna.

Ci, którzy chcą dostać się do centrum miasta, podwijają spodnie i brną przez rozlewisko. - Muszę dotrzeć do pracy i otworzyć sklep. Nie chcę stracić zajęcia - twierdzi 25-letnia Agnieszka. - Przebiorę się w sklepie, gdzie pracuję.

Złocień, gdzie mieszka ok. pięciu tysięcy osób, nawet gdy nie pada narzeka na komunikację - jeżdżą tu tylko dwa autobusy. Ale przez wodę MPK teraz na osiedle nie dociera.

Mieszkańcy zaczynają już zabezpieczać klatki schodowe workami z piaskiem. Boją się, że sytuacja wymknie się spod kontroli.

W całym Krakowie strażacy mają pełne ręce roboty. Choćby w Ośrodku Szkolno-Wychowawczym dla Dzieci Niewidomych i Słabowidzących przy ul. Tynieckiej wypompowywano wodę, która zalała nisko niższe pomieszczenia, m.in. salę muzyczną.

Problemy z dotarciem do centrum Krakowa mają też mieszkańcy osiedla Bieżanów. I tu Serafa wylała w kilkunastu miejscach, a najgorzej jest w rejonie ul. Sucharskiego. Zostało zalanych kilkadziesiąt domów. - To prawdziwy kataklizm. A nawet w centrum autobusy spóźniają się kilkadziesiąt minut - mówi Karol, licealista, którego rodzice nie puścili dziś do szkoły.

Wisła szaleje w Krakowie już od wczoraj. Na Dąbiu zalana została ostroga oddzielająca śluzę od stopnia wodnego, przy której cumowały dwie duże barki. Musiały zostać tymczasowo zabezpieczone przy brzegu. Ścieżka spacerowa - od stopnia wodnego wzdłuż Wisły aż po Salwator - jest zatopiona.

Wielu krakowian zatrzymuje się w okolicach mostu Grunwaldzkiego i z niepokojem przygląda się rosnącemu poziomowi wody. Niektórzy cieszą się, że w Małopolsce jest dziś premier i szef MSWiA. - Może ludzie, którzy potracili dobytek, szybciej dostaną pomoc - wierzy Adam Karwowski, który przyjechał odwiedzić w Krakowie córkę.