Zawiadomienie w tej sprawie złożył kilka miesięcy temu Sławomir Dudziński, prezes Totalizatora Sportowego – dowiedziała się "Rz".
Czterech byłych dyrektorów spółki przed sądami cywilnymi domaga się wypłaty od dawnego pracodawcy w sumie ponad pół miliona złotych z tytułu umów o zakazie konkurencji. Odpowiednie dokumenty mieli podpisać w czasie, gdy Totalizatorem kierował Mirosław Roguski (2001 – 2006).
Problem w tym, że w spółce nie ma śladu po tych umowach. Tymczasem byli dyrektorzy Totalizatora dysponują tymi umowami i na tej podstawie domagają się pieniędzy.
Obecne władze spółki podejrzewają więc, że dokumenty mogły zostać sfałszowane, a postępowanie byłych pracowników może być próbą wyłudzenia pieniędzy.
– Takie śledztwo jest prowadzone – potwierdza "Rz" Maciej Karczyński, rzecznik komendanta stołecznego policji.
Totalizator Sportowy nie komentuje sprawy ze względu na dobro spółki. Mirosław Roguski twierdzi, że umowy faktycznie podpisał.
– Odchodząc z funkcji prezesa, pozostawiłem umowy w swoim sejfie w gabinecie – mówi "Rz". – Po mnie 11 razy zmieniał się zarząd, dokumenty mogły więc zginąć w panującym w spółce bałaganie – zaznacza.
W takie tłumaczenia nie wierzy Jacek Kalida, który kierował TS w latach 2006 – 2008. – W chwili objęcia przeze mnie funkcji prezesa umowy takie nie znajdowały się w spółce – mówi "Rzeczpospolitej".