Od kilku dni jesteśmy informowani o kolejnych krokach polskiego rządu i prezydenta Karola Nawrockiego, zmierzających do powstania stałej bazy wojsk amerykańskich w Polsce. 16 czerwca rząd przyjął uchwałę formalnie otwierającą proces tworzenia stałej bazy, upoważniając wicepremiera Władysława Kosiniaka-Kamysza do prowadzenia rozmów ze stroną amerykańską.

Dwa dni później, podczas spotkania ministrów obrony NATO w Brukseli, szef MON poinformował, że sekretarz obrony USA Pete Hegseth przychylnie odniósł się do złożonego 29 maja wniosku o rozpoczęcie procesu zmierzającego do stałego stacjonowania wojsk amerykańskich w Polsce. Sam Kosiniak-Kamysz nazwał to „najsilniejszą bronią, jaką możemy dysponować” w odstraszaniu Rosji.

Stała baza amerykańska w Polsce. Wola jest, infrastruktury nie ma

Wszystko to brzmi jak przełom i w pewnym sensie nim jest. Droga do ustanowienia stałej amerykańskiej obecności w Polsce jest jednak nadal bardzo długa. Nie tylko na płaszczyźnie politycznej, ale także z powodów czysto praktycznych. Najpierw powstać musi odpowiednia infrastruktura dla takiej bazy. A to nie wydarzy się szybko, mimo że pojawiły się już wskazania pierwszych możliwych lokalizacji, takich jak Świętoszów z gotową infrastrukturą poligonową i obecną tam bazą amerykańskiej Pancernej Brygadowej Grupy Bojowej; Bolesławiec, który wcześniej pojawił się już w koncepcji „Fort Trump”, czy rozbudowywany węzeł logistyczny przy lotnisku we Wrocławiu oraz tereny w Wielkopolsce.

Amerykańscy żołnierze w Polsce

Amerykańscy żołnierze w Polsce

Foto: PAP

Mówi się, że stała baza wojsk amerykańskich w Polsce musi znaleźć się blisko dużego miasta i ważnego węzła logistyczno-komunikacyjnego. Tak twierdzi wiceminister obrony Paweł Zalewski, podkreślając, że to wymóg strony amerykańskiej, a nie tylko polskie preferencje. Jednak wybór lokalizacji i polityczna zgoda to dopiero pierwszy, najłatwiejszy etap procesu, który od lat rozbija się o coś znacznie bardziej przyziemnego. Brak niezbędnej infrastruktury koszarowo-socjalnej.

Polscy politycy od dawna dużo mówili o wojskowej obecności USA w Polsce, ale robili w tej sprawie mniej, niż można byłoby oczekiwać. Dotyczy to zarówno poprzedniego rządu, który na ustabilizowanie amerykańskiej obecności miał osiem lat, jak i obecnie rządzącej ekipy Donalda Tuska. Mimo zapewnień ciągnących się od lat, żadnemu z polskich polityków – nie wyłączając poprzedniego prezydenta Andrzeja Dudy oraz obecnego Karola Nawrockiego – nie udało się uzyskać tego, co realnie stabilizowałoby obecność wojsk amerykańskich, czyli stałych baz bojowego komponentu sił zbrojnych USA. Powstałe w ostatnich latach elementy – stałe wysunięte dowództwo V Korpusu Armii USA w Poznaniu, stały garnizon US Army, baza obrony przeciwrakietowej w Redzikowie – to struktury i wsparcie, a nie komponent bojowy, który wciąż ma charakter rotacyjny. Ten rotacyjny charakter ma wiele przyczyn: polityczne (zapisy aktu NATO–Rosja, na które Amerykanie wciąż się powołują), wojskowe i przede wszystkim budżetowe.

Stała baza wojsk USA w Polsce. Co mogła zrobić Polska i czego nie zrobiła

Nie znaczy to, że Polska nie mogła zrobić więcej, by Amerykanów do polskiej lokalizacji bardziej przywiązać. Zamiast na konsekwentnych działaniach infrastrukturalnych, nasza polityka w tej sprawie zbyt często opierała się na przekonaniu, że o wszystkim decydują wzajemne sympatie i status najbardziej wiernego sojusznika USA. W realiach prawdziwej polityki ta wiara w „przyjaznego” Polsce wuja Sama pryska jak bańka mydlana. Teraz pojawiła się jednak przyjazna atmosfera polityczna. O dziwo, zarówno ze strony amerykańskiego Kongresu, jak i administracji Donalda Trumpa, które na co dzień zażarcie się spierają o model obecności wojskowej USA w Europie i nie zgadzają praktycznie w niczym.

Bazy wojskowe USA w Europie

Bazy wojskowe USA w Europie

Foto: PAP

Polski problem pozostaje jednak nadal taki sam. Otóż mimo lat obecności wojsk amerykańskich w Polsce, poza nielicznymi lokalizacjami, nie udało się stworzyć odpowiedniej bazy mieszkalno-socjalnej dla stacjonujących tu Amerykanów. Takiej, która pomieściłaby żołnierzy z rodzinami na 2–3 lata, a nie tylko na kilkumiesięczną rotację. Pewien postęp już jest: żołnierze USA na początku swojej obecności w Polsce koczowali w namiotach, dziś zakwaterowanie zapewniają w dużej mierze kontenery mieszkalne, a w Drawsku Pomorskim trwa budowa nowych koszar dla 1 700 żołnierzy, które mają zastąpić konstrukcje namiotowe budynkami modułowymi i stałymi. To jednak wciąż dopiero początek tworzenia potrzebnej infrastruktury. Infrastruktury, która nie jest żadną nadmierną fanaberią.

Czytaj więcej

Maciej Miłosz: Fort Trump 2.0 szansą na koniec wojny polsko-polskiej

Problem ten nie dotyczy tylko Amerykanów. Również nowo tworzone polskie jednostki cierpią na braki infrastruktury koszarowej. Były szef MON Mariusz Błaszczak, powołując nowe dywizje i wybierając dla nich lokalizacje, nie uniknął lokowania żołnierzy „w szczerym polu” – część wybranych miejsc, jak Kolno, gdzie wojska nigdy wcześniej nie było, pozbawiona była jakiejkolwiek infrastruktury koszarowej. Część jednostek 1. Dywizji Piechoty Legionów oraz 8. Dywizji Piechoty Armii Krajowej kwateruje obecnie w miasteczkach kontenerowych, co potwierdza dowódca 1. Dywizji gen. Norbert Iwanowski, mówiąc o „infrastrukturze zastępczej” jako rozwiązaniu na lata. Amerykański portal „Stars & Stripes” wskazywał te same braki infrastrukturalne jako jedną z barier dla rozszerzenia obecności USA w Polsce.

Polska musi sobie z tego zdawać sprawę, skoro szef Sztabu Generalnego gen. Wiesław Kukuła przyznał wprost, że nadszedł już poważny czas, by zacząć budować warunki i zdolności pozwalające wojskom amerykańskim osiąść tu na stałe. Szkoda tylko, że nikt nie myślał o tym przez ostatnią dekadę.

Najnowsze wydarzenia tylko to potwierdzają. Sam Kosiniak-Kamysz podkreśla, że utworzenie stałej bazy to proces wielomiesięcznych negocjacji i wieloletnich inwestycji, wymagający zabezpieczenia środków finansowych oraz współdziałania rządu, prezydenta i parlamentu. Premier Donald Tusk, przedstawiając rządową uchwałę, mówił otwarcie, że przygotowania muszą obejmować kwestie logistyczne, finansowe, organizacyjne i mieszkaniowe, bo Polska „nie może czekać” bezczynnie na realizację amerykańskich deklaracji. Innymi słowy: nawet zgoda Pentagonu i konkretna lista lokalizacji nie zastąpią tego, czego od lat brakuje najbardziej.

Czas zatem przestać liczyć na sympatie i zacząć budować – i to dosłownie – stabilne fundamenty stałej amerykańskiej obecności w Polsce: koszary, mieszkania dla rodzin, szkoły, przychodnie. Bez czekania na formalne zgody od Amerykanów. Bez tego kolejne deklaracje o „absolutnym priorytecie” stałych baz, nawet te poparte przychylnym słowem z Pentagonu, ze strony Kongresu i samego Donalda Trumpa, pozostaną tym, czym były dotąd. Deklaracjami.