Reklama
Rozwiń
Reklama

Obama woli stać w cieniu

Barack Obama stara się, by świat nie postrzegał interwencji w Libii jako kolejnej „amerykańskiej wojny”

Publikacja: 20.03.2011 21:17

To już trzecia wojna, którą Stany Zjednoczone toczą z muzułmańskim krajem, w ciągu ostatnich dziesięciu lat.

Konflikt z Libią rozpoczął się jednak zupełnie inaczej niż interwencje w Afganistanie (2001) i Iraku (2003 rok). Tym razem nie było na przykład tradycyjnego orędzia z Gabinetu Owalnego pełnego stanowczych słów wypowiadanych przez przywódcę Ameryki.

Jak zauważa „Los Angeles Times", mimo że na Libię spadają amerykańskie rakiety, Barack Obama robi, co może, aby wyraźnie dać światu do zrozumienia, że USA w całej operacji odgrywają jedynie pomocniczą rolę. Administracja Obamy próbuje w ten sposób – co zauważa „The Atlantic" – zachować wyjątkowo trudną równowagę między próbą uniknięcia wrażenia, że Biały Dom obojętnie podchodzi do masowej rzezi niewinnych cywilów, a silną niechęcią do inwazji na kraj muzułmański.

Obecny gospodarz Białego Domu długo starał się uniknąć zbrojnej interwencji w Libii. Przez ostatnie dwa lata skupiał się bowiem na zmniejszaniu amerykańskiego zaangażowania w niezwykle kosztowne wojny w Iraku i Afganistanie, a pierwszą połowę kadencji poświęcił m.in. na poprawę relacji między USA a światem islamu. Obamie bardzo zależało więc na zdobyciu poparcia dla interwencji w Libii wśród państw arabskich.

–Zbudowanie międzynarodowej koalicji było dla prezydenta kluczowe – poinformował wysoki urzędnik Białego Domu, cytowany przez amerykański portal Politico. Nawet po jego uzyskaniu amerykański przywódca stara się przedstawiać ten konflikt jako wojnę, której stery spoczywają głównie w rękach Brytyjczyków i Francuzów. Właśnie dlatego udział amerykańskich wojsk w tej operacji ogłosiła najpierw przebywająca w Paryżu szefowa dyplomacji Hillary Clinton, a dopiero potem sam Barack Obama.

Reklama
Reklama

– Dzisiaj upoważniłem siły zbrojne USA do rozpoczęcia ograniczonej operacji w Libii, wspierającej międzynarodowe wysiłki mające na celu ochronę libijskich cywilów. Ta akcja już się rozpoczęła – powiedział Obama reporterom w Brazylii. Na początku pięciodniowej podróży po Ameryce Łacińskiej prezydent USA, z ponurym wyrazem twarzy, podkreślał też bardzo wyraźnie, że żaden amerykański żołnierz nie postawi stopy na libijskiej ziemi.

W tym samym tonie wypowiedział się szef amerykańskiego dowództwa w Afryce. Generał Carter Ham podkreślił, że po pierwszej fazie operacji Amerykanie zamierzają zmniejszyć swoje w niej zaangażowanie. To niezwykle istotna informacja dla opinii publicznej w Stanach Zjednoczonych, której większość – według sondażu ABC – popiera wprowadzenie strefy zakazu lotów nad Libią, ale bardzo obawia się, by ten konflikt nie przerodził się w interwencję na większą skalę, która mogłaby kosztować życie wielu amerykańskich żołnierzy. Taka postawa amerykańskiego przywódcy nie wszystkim się jednak podoba. „Jeśli świat jest w kryzysie, to na pewno nie widać tego po zachowaniu prezydenta Obamy w czasie wiosennych ferii" – napisał konserwatywny „The Washington Times", podkreślając, że Barack Obama między grą w golfa i koszykówkę a podróżą do Rio de Janeiro sprawiał wrażenie, że nic szczególnego na świecie się nie dzieje.

Wydarzenia
Nowy START podpisany
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Materiał Promocyjny
Historyczne śródmieście Gdańska przyciąga klientów z całego kraju
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama