Edmund Klich ze stanowiska szefa Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych został odwołany przez ministra transportu Sławomira Nowaka wczoraj przed południem. – W zasadzie nie było innego wyjścia, gdy komisja jednogłośnie podjęła taką decyzję. Wysłuchałem wszystkich stron i uznałem, że nie ma możliwości polubownego rozstrzygnięcia sprawy – stwierdził Nowak.
Minister nie chciał oceniać pracy Klicha na stanowisku szefa PKBWL. Komisja, na czele której stał Klich, nie miała bezpośredniego związku z badaniem katastrofy smoleńskiej, jednak kontrowersje wokół Klicha były związane z jej wyjaśnianiem. Pułkownik był polskim akredytowanym przy Międzypaństwowym Komitecie Lotniczym (MAK) w Moskwie. Jego aktywność w tej sprawie budziła liczne wątpliwości, m.in. nie chciał, by prócz niego przy MAK akredytowani byli inni polscy eksperci. To on w TVN podał informacje, jakoby gen. Andrzej Błasik był w kokpicie Tu-154M. Ostatnio okazało się, że potajemnie nagrywał swoich rozmówców, m.in. ówczesnego szefa resortu obrony Bogdana Klicha.
– Jestem zadowolony. Prawdopodobnie w najbliższym czasie sam bym zrezygnował. Nie da się pracować w takim środowisku – powiedział po swojej dymisji sam Edmund Klich.
Po południu zaś Ministerstwo Spraw Wewnętrznych poinformowało, że w związku z zarzutami przedstawionymi przez prokuraturę gen. Pawłowi Bielawnemu minister Jacek Cichocki przyjął jego dymisję z funkcji wiceszefa Biura Ochrony Rządu. Decyzję ogłoszono po spotkaniu ministra z szefem BOR gen. Marianem Janickim.
Zarzuty gen. Bielawnemu postawił prokurator Józef Gacek z Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga. Wiceszef BOR jest podejrzany o niedopełnienie obowiązków oraz poświadczenie nieprawdy w dokumentach. Nie przyznał się do zarzucanych mu czynów i odmówił składania wyjaśnień. Jak poinformowała rzecznik praskiej prokuratury Renata Mazur przedstawione Bielawnemu zarzuty są obszerne i liczą pięć stron maszynopisu. Poinformowała też, że wątek odpowiedzialności BOR został wyłączony do osobnego postępowania.
Prokuratura nie ujawniła, czy w sprawie działań BOR planuje postawienie zarzutów kolejnym osobom. – Na razie nikt więcej nie został w tej sprawie wezwany w charakterze podejrzanego – mówi "Rz" Mazur.
Postawienie zarzutów Bielawnemu ma bezpośredni związek z opinią przedstawioną prokuraturze przez biegłych na temat działań BOR. Biegli wyliczyli aż 20 rozmaitych zaniedbań, które w ich opinii miały przyczynić się do obniżenia poziomu bezpieczeństwa wizyt premiera i prezydenta w Rosji.
Chodzi m.in. o niedokonanie przez funkcjonariuszy rekonesansu lotniska w Smoleńsku, nieobecność na płycie lotniska podczas oczekiwania na samolot prezydencki.
Rzecznik praskiej prokuratury poinformowała, że zarzuty nie są tylko wynikiem opinii biegłych, ale również analizy dokumentów i przesłuchań świadków. Jednym z nich był gen. Bielawny. Według nieoficjalnych informacji, zeznawał m.in. o zaniedbaniach ze strony szefa BOR gen. Janickiego.
Były szef BOR płk Andrzej Pawlikowski uważa, że odpowiedzialny za sytuację w tej formacji jest właśnie Janicki. – To oczywiste, że jeśli postawiono zarzuty jego zastępcy, to za czyny podwładnych odpowiedzialny jest również szef. Konsekwencją zarzutów dla Bielawnego powinno być wezwanie w charakterze podejrzanego obecnego szefa BOR – mówi "Rz".