Reklama

Manaus nie takie straszne

Za kilkadziesiąt minut mecz Anglia – Włochy w Manaus. Jest gorąco, ale na południu Włoch o tej porze roku bywa jeszcze gorzej

Publikacja: 14.06.2014 23:17

Manaus nie takie straszne

Foto: rp.pl, Michał Kołodziejczyk MK Michał Kołodziejczyk

Michał Kołodziejczyk z Manaus

Połączeń lotniczych między Salvadorem a Manaus nie ma od kilku miesięcy, to logiczne – wiele osób chciało zobaczyć w piątek mecz Hiszpanii z Holandią, a w sobotę starcie Anglii z Włochami. Do Manaus dostałem się z przesiadką w Sao Paulo – to tak jakby, zachowując wszelkie proporcje, podróżować z Gdańska do Szczecina przez Wiedeń. Z Wiednia do Szczecina nie leci się jednak cztery godziny.

Manaus kojarzyłem tylko z filmem „Fitzcarraldo" Wernera Herzoga, w którym Klaus Kinski zainwestował w plantację kauczuku, by zdobyć środki na zbudowanie opery miejskiej. Kiedy okazało się, że brak dróg nie pozwala na wywiezienie produktu z dżungli, postanawia przetoczyć statek z jednego koryta rzeki do drugiego przez wykarczowane wzgórze. Statek ważył 340 ton, film kręcono 12 lat.

Akcja toczyła się pod koniec XIX wieku, na początku XXI drogi są niewiele lepsze. Firma, która miała zadbać o utrzymanie trawy na boisku Areny Amazonia jej fatalny stan tłumaczyła właśnie brakiem odpowiedniej infrastruktury, by przywieźć niezbędny sprzęt. Dzisiaj rano „La Gazetta dello Sport" pokazała także zdjęcie z „alarmu bombowego" przed stadionem, a Anglicy piszą o meczu w dżungli, tak jakby piłkarze rzeczywiście mieli biegać między drzewami.

Alarm bombowy polegał na znalezieniu nieprawidłowo zaparkowanego samochodu w pobliżu stadionu. Po kontroli saperów, auto zostało wywiezione przez służby miejskie. Dżunglę i Amazonkę widać, ale z okien samolotu. Po drodze z lotniska mija się za to salon Mercedesa. Jeśli ktoś potrafi sobie wyobrazić, że nie cały świat wygląda, jak Szwajcaria, w Manaus nie znajdzie tylu strasznych rzeczy, o których informowały media.

Reklama
Reklama

Rzeczywiście jest gorąco, ale czy 33 stopnie 14 czerwca mogą dziwić kogoś z Europy? Finałowy mecz mundialu w 1994 roku w Passadenie rozgrywany był przy większym upale, osiem lat temu po spotkaniu Anglii z Ekwadorem w Stuttgarcie, David Beckham wymiotował, bo chociaż jego drużyna wygrała, on przegrał z upałem.

Mundial zawitał do egzotycznego miejsca, na stadion, na którym nie gra żadna poważna drużyna klubowa. Za kilkadziesiąt minut, kiedy w Europie będzie północ, zmierzą się z wyjątkowo trudnymi warunkami. To dodatkowy smaczek tego turnieju, ale nie wierzcie, że jakoś wyjątkowo przerażający.

Nawet boisko, z wysokości trybun, nie wygląda już tak fatalnie, by nie dało się na nim pokazać dobrego futbolu.

 

Nie wszyscy się cieszą z organizacji mundialu w Brazylii

Wydarzenia
Nowy START podpisany
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama