Reklama
Rozwiń
Reklama

Ukraina za drogo kosztuje

Niemcy i Francja chcą jak najszybciej doprowadzić do porozumienia z Kremlem w sprawie Donbasu. Na razie bez skutku.

Aktualizacja: 22.12.2014 07:58 Publikacja: 22.12.2014 01:00

Szef niemieckiej dyplomacji Frank-Walter Steinmeier przekonywał w piątek w Kijowie do kompromisu z R

Szef niemieckiej dyplomacji Frank-Walter Steinmeier przekonywał w piątek w Kijowie do kompromisu z Rosją

Foto: PAP/EPA

W trakcie czwartkowego szczytu w Brukseli Donald Tusk, po raz pierwszy w roli przewodniczącego Rady Europejskiej, zapowiedział opracowanie „konsekwentnej, jednolitej i odpowiedniej strategii" działania Unii wobec Moskwy. Dokument miałby być gotowy w marcu.

Berlin i Paryż tyle czasu jednak nie mają. Oba kraje zaczynają coraz mocniej odczuwać skutki gospodarczego załamania Rosji i chcą możliwie prędko doprowadzić do pokoju na wschodzie Ukrainy.

– Wolę działać na rzecz wyjścia z kryzysu – oświadczył na brukselskim szczycie François Hollande. – Dostrzegam początek procesu porozumienia z Rosją – dodał.

Francuski prezydent jest pierwszym przywódcą czołowego kraju Unii, który widzi możliwość poluzowania unijnych sankcji wobec Rosji.

Kanclerz Angela Merkel tej oceny w Brukseli co prawda nie podzielała. Ale następnego dnia szef niemieckiej dyplomacji Frank-Walter Steinmeier poleciał do Kijowa, aby spróbować przekonać prezydenta Petra Poroszenkę do kompromisu.

Reklama
Reklama

– Musimy jak najszybciej wznowić rozmowy o wprowadzeniu w życie porozumienia z Mińska – oświadczył niemiecki minister.

Telefonicznie rozmawiał w tej sprawie także ze swoim rosyjskim odpowiednikiem Siergiejem Ławrowem.

– Nie jest w naszym interesie, aby kryzys gospodarczy w Rosji wymknął się spod kontroli. Musimy mieć to na uwadze, podejmując decyzje o sankcjach wobec Kremla. Jestem przeciwnikiem dalszego dokręcania śruby – oświadczył Steinmeier.

Rozmowy w Mińsku między przedstawicielami Ukrainy, Rosji, separatystów i OBWE miały się odbyć w ten weekend. Do tego jednak nie doszło, bo rebelianci na razie stawiają wygórowane żądania.

– W trakcie negocjacji będziemy się domagali powiększenia kontrolowanego przez nas terenu do granic całego obwodu donieckiego – powiedział Denis Puszilin, rzecznik samozwańczej Ludowej Republiki Donieckiej. Zapewnił jednak, że ten cel separatyści będą chcieli osiągnąć „pokojowo, metodami politycznymi". Takie same ambicje mają rosyjscy rebelianci w Ługańsku. Około połowy obu obwodów wciąż bronią wojska ukraińskie. Nie wiadomo, na ile te plany popiera bezpośrednio Kreml.

– Putin miał jasno przygotowany plan zajęcia Krymu, ale w przypadku Donbasu takiego planu nie ma – mówi „Rz" Gleb Pawłowski, były doradca rosyjskiego prezydenta.

Reklama
Reklama

Niemcy mają jednak nadzieję, że spotkanie grupy kontaktowej z Mińska będzie możliwe przed końcem tego roku.

Z powodu załamania kondycji gospodarczej Rosji Berlin traci coraz więcej. W czasie weekendu niemiecki potentat chemiczny BASF musiał zerwać szykowane od dwóch lat porozumienie z Gazpromem, w ramach którego uzyskałby dostęp do dwóch złóż gazu na Syberii w zamian za przekazanie Rosjanom części sieci gazociągów i magazynów w Niemczech. Koncern chciał w ten sposób zmienić profil działalności z mało dochodowego pośrednictwa w sprzedaży paliw na znacznie bardziej zyskowną ich produkcję. Porozumienie było warte 12 mld euro. Wcześniej niemiecki koncern stalowy Salzgitter ogłosił dotkliwe straty z powodu zaniechania budowy gazociągu South Stream, a grupa energetyczna RWE musiała zrezygnować ze sprzedaży swojego oddziału naftowo-gazowego Dea rosyjskiemu oligarsze Michaiłowi Fridmanowi.

– Rosja poniosła do tej pory około 40 mld dolarów strat z powodu sankcji, ale znacznie więcej (100 mld dol.) z powodu załamania cen ropy. Nikt nie mógł przewidzieć, że kryzys ukraiński doprowadzi do takiego załamania rosyjskiej gospodarki – mówi „Rz" Olaf Boehnke, ekspert Europejskiej Rady Stosunków Międzynarodowych (ECFR) w Berlinie.

Sankcje Unii wobec Rosji mają obowiązywać do końca lipca. Potem decyzja o ich odwołaniu lub przedłużeniu musi zostać podjęta jednomyślnie przez 28 przywódców UE. Ale już w miniony czwartek sygnałem, że kraje Unii nie są gotowe do nadmiernych poświęceń dla Ukrainy, był brak jakiejkolwiek decyzji w sprawie udzielenia dodatkowych środków dla Kijowa. Państwa UE wykluczają wygospodarowanie na ten cel funduszy z budżetów narodowych, a w kasie Brukseli tak dużych kwot nie ma – ostrzegł szef Komisji Europejskiej  Jean-Claude Juncker.

– W tym roku otrzymaliśmy 9 mld dol. od MFW, ale zapłaciliśmy 14 mld dol. zaległych długów. Nasza gospodarka skurczyła się o  7 proc., straciliśmy też wraz z Krymem i Donbasem jedną piątą dochodu narodowego – powiedział tygodnikowi „Der Spiegel" premier Arsenij Jaceniuk. Jego zdaniem kraj potrzebuje pilnie 15 mld dol. pomocy, aby uniknąć bankructwa. Agencja ratingowa Standard & Poor's także ostrzega przed bliską niewypłacalnością Kijowa. Większość środków, jakie obiecała Ukrainie Unia, do tej pory nie mogła zostać wypłacona, bo ukraiński rząd nie wdrożył stosownych reform.

Mimo tak trudnej sytuacji Poroszenko zapowiedział zasadnicze podniesienie w przyszłym roku wydatków na obronę. Miałyby one pochłonąć 5 proc. budżetu kraju, ok. 5,5 mld dol. To mniej więcej połowa tego, ile w tym roku wyda polski MON.

Wydarzenia
Nowy START podpisany
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Materiał Promocyjny
Historyczne śródmieście Gdańska przyciąga klientów z całego kraju
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama