Niemcy mają jednak nadzieję, że spotkanie grupy kontaktowej z Mińska będzie możliwe przed końcem tego roku.
Z powodu załamania kondycji gospodarczej Rosji Berlin traci coraz więcej. W czasie weekendu niemiecki potentat chemiczny BASF musiał zerwać szykowane od dwóch lat porozumienie z Gazpromem, w ramach którego uzyskałby dostęp do dwóch złóż gazu na Syberii w zamian za przekazanie Rosjanom części sieci gazociągów i magazynów w Niemczech. Koncern chciał w ten sposób zmienić profil działalności z mało dochodowego pośrednictwa w sprzedaży paliw na znacznie bardziej zyskowną ich produkcję. Porozumienie było warte 12 mld euro. Wcześniej niemiecki koncern stalowy Salzgitter ogłosił dotkliwe straty z powodu zaniechania budowy gazociągu South Stream, a grupa energetyczna RWE musiała zrezygnować ze sprzedaży swojego oddziału naftowo-gazowego Dea rosyjskiemu oligarsze Michaiłowi Fridmanowi.
– Rosja poniosła do tej pory około 40 mld dolarów strat z powodu sankcji, ale znacznie więcej (100 mld dol.) z powodu załamania cen ropy. Nikt nie mógł przewidzieć, że kryzys ukraiński doprowadzi do takiego załamania rosyjskiej gospodarki – mówi „Rz" Olaf Boehnke, ekspert Europejskiej Rady Stosunków Międzynarodowych (ECFR) w Berlinie.
Sankcje Unii wobec Rosji mają obowiązywać do końca lipca. Potem decyzja o ich odwołaniu lub przedłużeniu musi zostać podjęta jednomyślnie przez 28 przywódców UE. Ale już w miniony czwartek sygnałem, że kraje Unii nie są gotowe do nadmiernych poświęceń dla Ukrainy, był brak jakiejkolwiek decyzji w sprawie udzielenia dodatkowych środków dla Kijowa. Państwa UE wykluczają wygospodarowanie na ten cel funduszy z budżetów narodowych, a w kasie Brukseli tak dużych kwot nie ma – ostrzegł szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker.
– W tym roku otrzymaliśmy 9 mld dol. od MFW, ale zapłaciliśmy 14 mld dol. zaległych długów. Nasza gospodarka skurczyła się o 7 proc., straciliśmy też wraz z Krymem i Donbasem jedną piątą dochodu narodowego – powiedział tygodnikowi „Der Spiegel" premier Arsenij Jaceniuk. Jego zdaniem kraj potrzebuje pilnie 15 mld dol. pomocy, aby uniknąć bankructwa. Agencja ratingowa Standard & Poor's także ostrzega przed bliską niewypłacalnością Kijowa. Większość środków, jakie obiecała Ukrainie Unia, do tej pory nie mogła zostać wypłacona, bo ukraiński rząd nie wdrożył stosownych reform.
Mimo tak trudnej sytuacji Poroszenko zapowiedział zasadnicze podniesienie w przyszłym roku wydatków na obronę. Miałyby one pochłonąć 5 proc. budżetu kraju, ok. 5,5 mld dol. To mniej więcej połowa tego, ile w tym roku wyda polski MON.