Reklama

Cień mojego wroga: partyzancka wojna w Donbasie

W atakach partyzantów zginęło już co najmniej 600 rosyjskich żołnierzy i separatystów, w tym generałowie i dowódcy oddziałów.

Aktualizacja: 10.02.2015 09:56 Publikacja: 09.02.2015 23:01

Cień mojego wroga: partyzancka wojna w Donbasie

Foto: AFP

„Jesteśmy cieniami naszych wrogów: zawsze obok nich. Cienia nie można zniszczyć, nas też" – mówi Aleksander Gładkij, twórca sieci ukraińskich oddziałów partyzanckich na zajętych przez separatystów terenach obwodu donieckiego.

Od razu zastrzega, że „Gładkij" to nie jest prawdziwe nazwisko. Ale nie ukrywa, że przed wybuchem wojny w Donbasie pracował w ochronie jednego z miejscowych koncernów, a jeszcze wcześniej był śledczym ds. szczególnej wagi (choć nie mówi, czy w prokuraturze, milicji czy ukraińskich służbach).

Według jego dość skąpych informacji ukraińska partyzantka na terenach zajętych przez separatystów to sieć oddziałów działających niezależnie. Wiadomo, że pod koniec października ubiegłego roku na Youtube pojawiło się pierwsze oświadczenie partyzantów ogłaszające początek podziemnej walki. Od tego czasu sam „Gładkij" publikuje na Facebooku informacje o udanych akcjach. – 70–80 proc. akcji to polowania poszczególnych oddziałów – mówi.

– Pierwsze karabiny zdobyliśmy (gołymi) rękoma. Rękoma zabiliśmy tych, którzy mieli broń. Wystarczy zlikwidować dwóch i masz już broń. A kto trzymał tę broń? Narkomani, alkoholicy, więc jej zdobycie nie było tak trudne, jak się wydaje – dodaje. Znaczną część oddziałów separatystów sformowano z kryminalistów i półświatka, bardzo licznego w przemysłowych centrach Donbasu.

Poszczególne grupy działają w stepach od zajętego przez Rosjan Nowoazowska (miejscowości nad Morzem Azowskim) po Donieck. „Gładkij" przyznaje, że przy jedynej próbie rozszerzenia terenu walk na sąsiedni obwód ługański zaginął jeden z oddziałów – prawdopodobnie zniszczony w walce. W sumie dotychczas partyzanci stracili 14 ludzi; do własnych strat doliczają jednak pięciu regularnych żołnierzy z grupy zwiadowczej, z którymi współpracowali i przyjaźnili się.

Reklama
Reklama

Lista ich sukcesów jest znacznie dłuższa, choć „Gładkij" przyznaje, że trudna do zweryfikowania. 31 stycznia próbowali podobno zastrzelić „prezydenta" donieckich separatystów Aleksandra Zacharczenkę, w dodatku w trakcie udzielania wywiadu rosyjskiej telewizji Rossija 24, ale trafili tylko jednego z ochroniarzy. Rzeczywiście na nagraniu dostępnym na Youtube widać ubranego w polowy mundur Zacharczenkę. W chwili gdy wzywa ukraińskich żołnierzy, by składali broń, pada strzał i jeden z jego ochroniarzy osuwa się na ziemię. Nie wiadomo jednak, czy nie był to przypadek i kto strzelał, choć „Gładkij" twierdzi, że partyzanci. – To był nasz, znam jego nazwisko – zapewnia.

Trzy miesiące temu partyzanci otrzymali rozkaz atakowania głównie rosyjskich oficerów i całych oddziałów. Mimo to 29 stycznia zabili ukraińskiego zdrajcę Olega Morguna. Były dowódca milicji w Mariupolu przeszedł na stronę separatystów i pomagał im opanować miasto, po czym uciekł z niego do zajętego przez Rosjan Nowoazowska. Tam został też dowódcą milicji. Partyzanci z granatnika trafili jego samochód. Wcześniej zabili Andrieja Borisowa, byłego separatystycznego komendanta Mariupola.

Jednak wśród zabitych przez „Cienie" – bo tak „Gładkij" nazwał swój oddział – są też podobno dwaj rosyjscy generałowie: Siergiej Andriejczenko (z FSB) i Piotr Pawłow (z lotnictwa wojskowego). Partyzanci przyznają, że pierwszego zabili przypadkowo, natknąwszy się na jego samochód w stepach koło miejscowości Telmanowo. Rosyjska strona nie potwierdza (ale też nie zaprzecza) śmierci generałów, jednak partyzanci podawali dość niedokładne dane dotyczące przebiegu służby obu zabitych, co nie dodaje wiarygodności ich informacjom.

– No tak, mamy kłopot z udowodnieniem (poszczególnych ataków) – przyznaje „Gładkij". – Ale naszym celem nie jest reklama – dodaje.

Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Wydarzenia
Totalizator Sportowy ma już 70 lat i nie zwalnia tempa
Polityka
Andrij Parubij: Nie wierzę w umowy z Władimirem Putinem
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama