Reklama

Andrzej Stankiewicz: Czy przechrzta pomoże Ewie Kopacz wygrać wybory

Tylko Michał Kamiński współpracował ze wszystkimi premierami od 2005 r.

Publikacja: 24.02.2015 20:11

Andrzej Stankiewicz: Czy przechrzta pomoże Ewie Kopacz wygrać wybory

Foto: Fotorzepa/Piotr Wittman

Słynne zdjęcie z wieczoru wyborczego w 2005 r. Na pierwszym planie lider zwycięskiego PiS Jarosław Kaczyński. W tle jego spece od propagandy – Adam Bielan obejmuje pokaźny brzuch rozradowanego Michała Kamińskiego. To zdjęcie zawisło właśnie w gabinecie Kamińskiego w Kancelarii Premiera. To na pewno jedyna fotografia szefa PiS w rządowych gabinetach.

Telefon z Kancelarii Premiera zadzwonił na początku roku. Od połowy grudnia Kamiński – dawny propagandzista PiS, który właśnie przycumował do Platformy – miał z panią premier ciche dni. Ponieważ Kamiński przez lata dobrze poznał Kaczyńskiego, w Platformie wyspecjalizował się w zagrywkach obliczonych na rozjuszanie lidera PiS. Podyktował więc Kopacz słowa krytyki marszu „w obronie demokracji", który PiS zorganizował 13 grudnia. – Nie można porównać dzisiejszej Polski do Polski stanu wojennego. Jutro pan Kaczyński nie będzie musiał niczego podpisywać – mówiła Kopacz, co zostało odebrane jako aluzja do rzekomej lojalki Kaczyńskiego. Tyle że owa lojalka to wymysł jego przeciwników politycznych z lat 90.

Na Kopacz spadła fala krytyki więc wściekła się na Kamińskiego. Jednak gdy przed premier stanęła wizja strajku lekarzy rodzinnych, z którymi nie mógł sobie poradzić minister zdrowia Bartosz Arłukowicz, złość zniknęła. Kamiński udzielił kilku szybkich rad, przynosząc ulgę pani premier.

To wtedy Kopacz podjęła decyzję, że chce go mieć na pokładzie. Bo media gładko przyjęły szopkę polegającą na publicznym zaproszeniu Arłukowicza na rozmowę do Kopacz. Nagłośnienie takiego komunikatu miało pokazać, jak krótko pani premier trzyma swoich ministrów i jak bardzo troszczy się o obywateli.

Z NOP do AWS

Wszystkich jego partii i politycznych patronów trudno zliczyć. Faktem jest, że zmieniał ich jak rękawiczki, porzucając bez żalu.

Reklama
Reklama

Zjednoczenie Chrześcijańsko-Narodowe, dzięki któremu stał się znany, nie było jego pierwszą partią. Pierwsze kroki polityczne stawiał pod koniec PRL w Narodowym Odrodzeniu Polski, ugrupowaniu, które potem ciążyło ku neofaszyzmowi.

Przeszłość w NOP po latach przysporzyła mu zresztą problemów, bo gdy w 2009 r. został szefem frakcji w europarlamencie, brytyjska prasa zwyzywała go od postfaszystów. Kamiński nigdy faszystą nie był. Miał poglądy katolickie i endeckie, ukształtowane pod wpływem dziadka.

W ZChN czuł się jak ryba w wodzie. „Zjednoczenie Chrześcijańsko-Narodowe domaga się niezwłocznej delegalizacji lóż masońskich i podania nazwisk polityków będących ich członkami" – grzmiał jako rzecznik partii kilka miesięcy przed wyborami parlamentarnymi w 1997 r. W tamtych wyborach po raz pierwszy został posłem, bo ZChN współtworzyło zwycięską Akcję Wyborczą Solidarność. I poszedł za ciosem. W styczniu 1999 r. wybrał się z wizytą do byłego dyktatora Chile Augusta Pinocheta. – Składam hołd generałowi Pinochetowi, człowiekowi, który powiedział „nie" komunizmowi, ustrojowi szatańskiemu – mówił z sejmowej trybuny. A zwracając się do lewicy, dodał: – Jak na was patrzę, panowie z SLD, to dochodzę do wniosku, że trzeba go naśladować.

Droga do PO

Gdy zbliżał się koniec kadencji, a wraz z nim koniec AWS, Kamiński zaczął poszukiwania politycznej szalupy. Z przekształceń w ZChN powstało Przymierze Prawicy. Wiosną 2001 r. Przymierze porozumiało się z braćmi Kaczyńskimi, a Kamiński trafił na listy PiS. Łatwo nie było, bo Jarosław Kaczyński miał nie najlepszą opinię o ekscesach z jego młodości. To był jednak przełom w jego karierze. Od tej pory wraz z przyjacielem, Adamem Bielanem, stali się dyżurnymi spin doktorami PiS, czyli specjalistami od propagandy i kampanii wyborczych.

Dla siebie wywalczyli lukratywne mandaty europosłów. A potem przyłożyli rękę do zwycięstw Lecha Kaczyńskiego w wyborach na prezydenta Warszawy w 2002 r. oraz na prezydenta RP, a także do wiktorii PiS nad Platformą w wyborach parlamentarnych w 2005 r.

To oni wykreowali na premiera Kazimierza Marcinkiewicza, oni doradzali i Jarosławowi Kaczyńskiemu jako szefowi rządu, i Lechowi Kaczyńskiemu jako prezydentowi. Mają naprawdę spory udział w brutalizacji wojny między PiS a PO.

Reklama
Reklama

Z PiS rozstali się w 2010 r., po Smoleńsku i przegranej Jarosława Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich. Lider PiS podejrzewał ich, że chcą go odsunąć od władzy. Zawiązali partię uciekinierów – Polska Jest Najważniejsza – ale Kamiński jako pragmatyk wiedział, że nic z tego nie będzie.

W orbicie PO zaczął się pojawiać w 2011 r., przed wyborami do Sejmu. Pomogła przyjaźń z innym uciekinierem z PiS – Radosławem Sikorskim. Kamiński drastycznie zmienił front, za specjalizację obierając ataki na Kaczyńskiego. W tamtej kampanii lider PiS wydał niefortunną książkę, w której zaatakował m.in. Angelę Merkel. A w wywiadzie dla „Newsweeka" dolał oliwy do ognia, sugerując, że jej kanclerstwo to dzieło NRD-owskiej Stasi. To był punkt kulminacyjny kampanii, sprawą zainteresowały się media w Europie. A nagłośnieniem opinii prezesa zajął się Kamiński.

Czego chciał za tę operację przeciw swemu dawnemu patronowi? Liczył na fotel senatora z Podlasia w kolejnych wyborach, w 2015 r. W tym prawosławnym okręgu Kamiński, który w swej wierze dryfuje od Kościoła do Cerkwi, miałby duże szanse na mandat.

Ale Donald Tusk uznał przed eurowyborami w 2014 r., że nie ma co już chować Kamińskiego i należy go uczynić jedną z twarzy PO. Wykazał się dobrodusznością, biorąc pod uwagę, że to Kamiński ukuł obowiązujące w PiS powiedzenie, że Tusk jest anty-Midasem, bo czegokolwiek dotknie, to zamienia się w g...

Dał Kamińskiemu jedynkę w wyborach do europarlamentu, tyle że w trudnym dla PO okręgu na Lubelszczyźnie. Kamiński mandatu nie zdobył, ale – mimo protestów regionalnych działaczy – stał się twarzą Platformy w tym regionie. Gdy Tusk wyjechał do Brukseli, a jego ekipa speców od wizerunku się rozpadła, Kamiński stał się jedynym, do którego mogła się zwrócić nowa szefowa rządu. Kopacz lubi ten typ współpracowników – niezbyt lubianych w partii, politycznie samotnych, a w ten sposób lojalnych tylko wobec niej.

Kamiński chciałby w tym roku powtórzyć ten kadr uwieczniony na zdjęciu sprzed dekady. Ale z Ewą Kopacz na pierwszym planie.

Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Wydarzenia
Totalizator Sportowy ma już 70 lat i nie zwalnia tempa
Polityka
Andrij Parubij: Nie wierzę w umowy z Władimirem Putinem
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama