- Ciągle nie wiemy, kto jest głową, kto zadecydował o tym, że Sienkiewicz idzie na pierwszy rzut, Sikorski na drugi rzut, potem Bieńkowska, teraz Siemoniak - skomentował publikowane materiały Kwaśniewski.
Były prezydent rozumie kelenerów, którzy chcieli zarobić pieniądze, wykorzystując dostęp do polityków, ale podkreślił, że ktoś musiał od nich kupować taśmy.
Zdaniem Kwaśniewskiego nie jest przypadkiem kolejność publikowanych taśm. - To, że w tym momencie to się pojawia, oznacza, że tam jest głowa, tam jest dyspozycja polityczna i ktoś za tym stoi. Kto stoi? Nie mam pojęcia, ale od tego jest prokuratura i powinny być służby, które wyjaśniają, kto daje dyspozycje - powiedział były prezydent w TVN24.
Roman Giertych uważa, że podsłuchiwanie polityków to pomysł Prawa i Sprawiedliwości, Kwaśniewski nie wyklucza takiej możliwości. Dodatkowo uważa, że w czasie kampanii wyborczej pojawią się kolejne nagrania. Fakt, że dotychczasowe dotyczą wyłącznie obozu władzy, kieruje uwagę w stronę opozycji - powiedział Kwaśniewski.
- Nie mam wątpliwości, że tak to jest obliczone, że to ma za zadanie zniszczyć obóz rządzący, zniszczyć te dzisiejsze elity władzy, stworzyć przestrzeń dla małej czy większej rewolucji kadrowej w Polsce, ale dziwię się, że to trwa już tyle czasu, że służby państwa polskiego są w tym wszystkim takie niesprawne - dodał.
Kwaśniewski skomentował również swoją rozmowę z Ryszardem Kaliszem, której treść opublikował tygodnik "Do Rzeczy". Rozmowa, jego zdaniem, miała charakter prywatny i odbyła się po narodzinach pierwszego syna Kalisza.
- Czuję się trochę tak, jak w bardzo intymną sytuację, taką bardzo osobistą i bardzo prywatną wkraczają terroryści, gwałciciele - powiedział były prezydent.