Panie premierze, co było sekretem tego, że rząd Antalla pozostał na swoim miejscu do końca swej kadencji, czyli przez cztery lata? Nie było to typowe dla innych gabinetów, które przeprowadzały transformację ustrojową...
Péter Boross: Decydującą rolę odegrała w tym osoba Józsefa Antalla. On za jedno z głównych zadań uważał to, by w korzystnym świetle przedstawiać Węgry tym, którzy stoją u władzy na świecie. To udało się w taki sposób, że jego własna osoba zdobyła znaczące międzynarodowe uznanie, a to z kolei promieniowało na kraj. Sposób bycia, wykształcenie, kultura Antalla, jego rozeznanie w zakresie historii oraz historii kultury, a także w polityce zawsze przejawiały się i nabierały znaczenia w międzynarodowych rozmowach bądź przy okazji imprez protokolarnych, ale podobnie też było w budowaniu relacji nieformalnych. W każdym, kto go poznał, budził szacunek. W tym sensie rząd był w sprzyjającej sytuacji, jednakże w aspekcie stosunków panujących w polityce wewnętrznej – już nie. Przykładowo, gabinet powstał w sytuacji, gdy Węgierskie Forum Demokratyczne tak naprawdę nie mogło jeszcze nawet stać się partią. I jedynie osoba Antalla stabilizowała sytuację rządu.
Najpoważniejszym atakiem na Józsefa Antalla i jego rząd był chyba paraliżujący cały kraj strajk taksówkarzy jesienią 1990 roku. Tak przynajmniej uważa opinia publiczna…
W rzeczywistości rząd Antalla musiał zmierzyć się z licznymi trudnościami, głównie na obszarze gospodarki. Ale w przeciwnikach Antalla nigdy nie było takiej siły ani nie stało za nimi tak masowe poparcie, które mogło oznaczać prawdziwie duże niebezpieczeństwo. Zorganizowana w czasie strajku taksówkarzy prorządowa kontrdemonstracja także pokazała, że ówczesny rząd i również sam Antall mają za sobą silny i znaczący obóz.
Co stanowiło największe wyzwanie dla rządu w trakcie tych czterech lat? Zdaniem wielu bezrobocie, które było skutkiem strukturalnych zmian w gospodarce…