Zwycięstwo Petera Magyara spełnia wszystkie kryteria politycznego cudu: pognębienie wroga, konstytucyjna większość, szalona frekwencja i nowe ugrupowanie, w którym długo jeszcze nikt nie podniesie głowy przeciw liderowi. Możliwość dokonania zmiany, świeżość i nowy początek. Nic dziwnego, że polityczne elity w całej Europie klaszczą z podziwu. Ale cuda zdarzają się rzadko i służą tylko potwierdzeniu zasady, że są wyjątkiem od reguły: polityka w państwach demokracji parlamentarnej porusza się w koleinach układów, kompromisów i cienkich większości. W Polsce też.
Czytaj więcej
Pogromca Viktora Orbána liczy na pomoc Donalda Tuska w odblokowaniu funduszy europejskich. Współpraca obu rządów już się zaczęła.
Polityczne cuda się zdarzają. Pozostają po nich marzenia
Ale polityczne marzenie pozostaje. Jego smak poczuli zwycięzcy wyborów w 2023 r., kiedy kolejka do lokalu wyborczego na Jagodnie we Wrocławiu zajadała się pizzą, a entuzjazm w odsuwaniu PiS od władzy kruszył twarde serca polityków. Zwycięstwa wystarczyło na utworzenie koalicji rządzącej, a wybory prezydenckie definitywnie zakończyły czas kieszonkowej rewolucji. Przyszedł czas siermiężnej polityki i wet. Polityczna normalność.
Im bliżej kolejnych wyborów, tym większe napięcie między koalicyjnymi partnerami. Ruch Szymona Hołowni prawie już odpadł z wyścigu po mandaty, ale to tylko ostrzej stawia pytanie: razem iść czy osobno? I nagle – Magyar.
Marek Siwiec, szef kancelarii Sejmu wprost zadeklarował w RMF FM, że poparłby wspólną listę KO, Nowej Lewicy i PSL. - Otóż do wyborów węgierskich uważałem, że to nie ma sensu, że to możliwe, ale nie ma sensu, dlatego że nie ma wartości dodanej – mówił najbliższy współpracownik marszałka Włodzimierza Czarzastego. Ale zmienił zdanie, bo „może trzeba wygrać większością konstytucyjną, jak Węgrzy. Być może trzeba mieć te 60 proc., aby móc te weta odrzucać. Może o to jest stawka”.
Czytaj więcej
Pięć osób pomagających uchodźcom zostało prawomocnie uniewinnionych, bo prokuratura wycofała apelację. Za to Sąd Rejonowy w Słubicach umorzył postę...
Polskę wiele różni od Węgier
Tylko czy naprawdę polscy wyborcy nagle, jak zaczarowani, nagrodzą taką listę konstytucyjną większością, bo się zapatrzyli na Węgry i wypłacą jej premię za jedność? Raczej nie. Węgirscy zwycięzcy są całkiem nowi. Mają czystą kartę, jeszcze niczego nie zepsuli, a Fidesz rządził dwa razy dłużej niż PiS. Peter Magyar nie musi się martwić (na razie) interesami koalicjantów, lokalnych baronów i brakiem środków. Unia przecież nie wypuści z rąk węgierskiego zwycięstwa. Jak długi będzie ten miodowy miesiąc? Może potrwa rok, a może dwa lata?
A nad Wisłą? Nuda: mozolne rozliczanie z obietnic wyborczych i walka o kilka procent przewagi. Bez darmowej pizzy.