Wśród członków rządu jest jedna postać, która wykorzystała ostatnie dwa lata do odbudowy z gruzów swojej kariery politycznej. Wszystko po to, by dziś wyrosnąć nie tylko na jedną z najpotężniejszych osób w obozie władzy, ale też jedną z najważniejszych osób w państwie.
Jeszcze przed wyborami w 2015 roku Zbigniew Ziobro, był na największym zakręcie w swej dotychczasowej karierze politycznej. Po przegranej w wyborach do Parlamentu Europejskiego w 2014 r. jego Solidarna Polska była w ciężkich tarapatach. I tylko dzięki Jarosławowi Kaczyńskiemu, który postanowił przyjąć na swój pokład dwie prawicowe partie (Ziobry i Jarosława Gowina), by nie odebrały mu ani pół punktu w wyścigu wyborczym, były minister sprawiedliwości znalazł szalupę ratunkową. Choć na kongresie programowym w 2015 roku występował Zbigniew Ziobro (jednak nie na otwarciu, ponieważ uczestniczył tego dnia w kolejnej z rozpraw dotyczących śmierci jego ojca), podczas panelu poświęconego reformie wymiaru sprawiedliwości, głos w imieniu jego partii zabierała Beata Kempa. Ziobro nie był też zbyt eksponowany w kampanii wyborczej. Niektórzy jego współpracownicy decyzją Jarosława Kaczyńskiego nie znaleźli się w ogóle na listach wyborczych PiS (ten los spotkał np. Andrzeja Derę, który później zaczął pracę w kancelarii prezydenta Andrzeja Dudy).