Z tego artykułu dowiesz się:

- Kto może wpłacić kaucję za osobę osadzoną w areszcie?
- Czy opinia publiczna ma prawo wiedzieć, kto wpłacił kaucję za urzędnika państwowego?
- Czy możliwe są w tej kwestii zmiany prawne?

Były szef Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych Michał Kuczmierowski, któremu zarzucono udział w zorganizowanej grupie przestępczej, niedopełnienie obowiązków i przekroczenie uprawnień w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, opuścił brytyjski areszt. Udało mu się zebrać wymaganą kwotę kaucji – w sumie prawie trzy mln zł. Jak informowała pod koniec stycznia „Rzeczpospolita”, złożyć się na nią miała jego rodzina, przyjaciele i osoby, u których miał on zatrzymać się po wyjściu na wolność.

Kwestię jej wysokości, ustalonej przez brytyjski sąd, szeroko komentowano w toku debaty publicznej. Mec. Michał Wawrykiewicz, europoseł KO, odniósł się na antenie TVP Info do postulatu ujawnienia, kto konkretnie wpłacił kaucję za Michała Kuczmierowskiego.

– Myślę, że jest to zasadne pytanie z punktu widzenia opinii publicznej, dlatego że są to ogromne pieniądze. A wiemy, że w stosunku do niego prowadzone jest postępowanie o działalność korupcyjną na ogromną kwotę, więc chcielibyśmy wiedzieć, kto poręcza za taką osobę – argumentował mecenas.

Czytaj więcej

Jest ostateczna decyzja sądu ws. kaucji za Sławomira Nowaka

Adwokat: opinia publiczna to nie najlepszy komentator postępowań karnych

Zachowawczy w ocenie takiego postulatu jest mec. Mikołaj Kozak z kancelarii Kulpa Kozak Adwokaci i Radcowie Prawni sp.p.

– Nie mam przekonania, że opinia publiczna jest najlepszym widzem i komentatorem czyichś postępowań karnych. Zwłaszcza że obowiązuje przecież tajemnica śledztwa. A podejrzany może zostać uniewinniony – argumentuje. – Co więcej, cały kraj niekoniecznie powinien dyskutować o środkach, z których uiszczono poręczenie majątkowe, zwłaszcza jeśli wpłaciła je osoba trzecia, która nie musi sobie tego życzyć – dodaje.

Mecenas rozumie jednak zainteresowanie i oburzenie opinii publicznej sprawami korupcyjnymi, w które mogą być zamieszani urzędnicy państwowi.

– Są osoby, którym ze względu na stanowiska, rodzaj działalności czy zajmowanie się publicznymi pieniędzmi – jak to się często mówi – „wolno mniej”. Może to wynikać z różnych uwarunkowań i regulacji: z kodeksów etyki zawodowej, przepisów szczególnych lub „twardej skóry”, jaką – jak mówią niektórzy – powinien mieć pomawiany polityk czy urzędnik państwowy – uzasadnia adwokat.

Czytaj więcej

Afera w NCBR. Prokuratorzy ogłosili zarzuty kolejnym podejrzanym

Prawo do informacji nie kosztem osoby, której dotyczy postępowanie

Taka perspektywa według mec. Kozaka nie zmienia jednak faktu, że tymczasowe aresztowanie, toczące się postępowanie i publiczne komentowanie całej sprawy to „niezwykle daleko posunięta ingerencja w życie człowieka, który korzysta z szeregu gwarancji procesowych”, m.in. z zasady domniemania niewinności i prawa do obrony.

I ocenia, że opinia publiczna ma prawo wiedzieć o ewentualnych nieprawidłowościach czy mniej lub bardziej nagłośnionym postępowaniu – ale nie bez względu na krzywdę osoby, której to drugie dotyczy. – Nawet jeśli jest winna; jeśli tak, to prawdopodobnie poniesie odpowiedzialność, ale postępowanie wymaga pewnego spokoju i ciszy, żeby dać pracować i organom ścigania, i sądom, i obrońcom – uważa adwokat.

Kaucję – jako osoba prywatna – może wpłacić też ekspolityk, nawet premier

Niedawno ogromne zainteresowanie wzbudziła kwestia kaucji wpłaconej za ks. Michała O., twórcę fundacji Profeto. Duchowny został aresztowany w związku z możliwymi nieprawidłowościami w sprawie przekazania ponad 66 mln zł z Funduszu Sprawiedliwości na rzecz jego organizacji. Media obiegła informacja, że deklaracje wpłaty płynęły wówczas od byłego prezesa Orlenu Daniela Obajtka, byłego premiera Mateusza Morawieckiego i dziennikarza Michała Rachonia. 

Zdaniem Katarzyny Batko-Tołuć, członkini zarządu Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska, „z punktu widzenia społeczeństwa idealnie byłoby móc dowiedzieć się, kto wpłacił kaucję za osobę, która albo sprawowała jakiekolwiek ważne funkcje publiczne, albo opisywana była w mediach jako możliwie powiązana z politykami”.

– Niemniej jednak, podobnie jak w przypadku ułaskawień prezydenckich, pojawia się konflikt między prawem do informacji a prawem do prywatności – zauważa ekspertka.

I również zastrzega, że wpłacający może być osobą zupełnie prywatną – nawet jeśli kiedyś sam był uczestnikiem życia publicznego.

– Załóżmy, że kaucję za kogoś wpłacił np. Mateusz Morawiecki, który – hipotetycznie – nie jest już ani posłem, ani szefem którejkolwiek partii. Dla nas zawsze pozostaje byłym premierem, więc taka informacja byłaby bardzo istotna z punktu widzenia obywateli. Ale tak naprawdę on sam może być już wtedy osobą prywatną, która wycofała się z polityki – unaocznia Katarzyna Batko-Tołuć.

Możliwe zmiany w prawie? Raczej „salomonowe rozwiązanie” 

W tym kontekście przywołuje przykład Węgier, gdzie w ubiegłym roku prezydent Katalin Novak straciła stanowisko po tym, jak dziennikarze ujawnili, że ułaskawiła ona osobę skazaną za tuszowanie pedofilii; według mediów – powiązaną z kręgami władzy. Przykład ten – jak ocenia działaczka – pokazuje, jak ważna z punktu widzenia przejrzystości życia społecznego jest jawność takich informacji.

Kodeks postępowania karnego stanowi dzisiaj, że poręczenie majątkowe może wpłacić sam podejrzany lub oskarżony w danej sprawie albo bliżej niesprecyzowana „inna osoba”; środki zaś nie mogą pochodzić z przestępstwa.

Katarzyna Batko-Tołuć nie widzi szans na radykalne zmiany w prawie, regulujące obowiązek ujawniania tożsamości wpłacających kaucje za osoby publiczne. – Być może „salomonowym rozwiązaniem” byłoby przyjęcie przepisów, które nakazywałyby upublicznienie takich informacji, jeśli wpłacającym była też osoba pełniąca ważną funkcję państwową zarówno w trakcie swojej kadencji, jak i np. przez konkretny okres czasu po wycofaniu się ze sfery publicznej – konkluduje.