Reklama

Kryzys polityczny bije w białoruską linię. Jest czego żałować

Białoruski przewoźnik narodowy, to jedna z najlepszych linii lotniczych w naszym regionie. - Ludzie myślą, że Belavia jest jednym z tych postradzieckich prymitywnych linii lotniczych. Bardzo się mylą - mówi Dominik Sipiński, ekspert lotniczy z ch-aviation.
Kryzys polityczny bije w białoruską linię. Jest czego żałować

Foto: Andreas Arnold/PAP/DPA

To także linia szybko rozwijająca się. W ciągu ostatnich 4 miesięcy 2021 przewozy pasażerskie Belavii na trasie Mińsk- Warszawa wzrosły o 101 proc. LOT-u, który do czasu obecnego kryzysu, operował na tym samym kierunku i wylatuje 15 minut później po Belavii o 50 proc. A w koronawirusowej rzeczywistości Mińsk stał się drugim po Frankfurcie kierunkiem dla warszawskiego Lotniska Chopina, skąd przylatywało najwięcej pasażerów.

Czytaj także: Białoruska linia Belavia zawieszona w Wielkiej Brytanii

- Pomysł na mini-hub w Mińsku wcale nie był bez sensu - dodaje Dominik Sipiński. Belavia nadal teoretycznie ma wspólne rezerwacje (code share) z większością europejskich linii lotniczych, którym rozwozi pasażerów z Mińska dalej na wschód. I to naprawdę w dobrych warunkach. Jej Embraery mają wydzieloną klasę biznes z wygodnymi szerokimi fotelami, podczas gdy konkurenci Belavii w wyższych klasach, dla komfortu pasażerów, pozostawiają pusty jedynie fotel, tak samo wąski, jak w klasie ekonomicznej. Serwis pokładowy, który takie potęgi, jak Lufthansa w kryzysie znacznie ograniczyły i każą sobie płacić, w Belavii jest na wysokim poziomie i bezpłatny.

Incydent z 23 maja z przejęciem przez Białoruś zarejestrowanego w Polsce Boeinga Ryanair Sun i zamknięcie unijnych lotnisk dla białoruskiego przewoźnika przynajmniej na jakiś czas wyhamował jego rozwój. Pozostały jedynie rejsy do Turcji, Dubaju i krajów b. WNP.

Czytaj także: Lotniczy chaos w Europie. Rosjanie postanowili na tym zarobić

Reklama
Reklama

Belavia jest jedyną linią lotniczą na liczącej 9,5 mln mieszkańców Białorusi, która latała na zachód. Powstała w roku 1996, w dwa lata po tym, jak do władzy doszedł Łukaszenko. Zatrudnia 2,1 tys. osób i ma 30 samolotów: Boeingi, Airbusy i Embraery, właśnie odebrała B737 MAX-a. Połowa z tych maszyn jest w leasingu. Tak, jak inni przewoźnicy ucierpiała z powodu pandemii COVID-19, w 2020 roku przewiozła 1,7 mln pasażerów, o 58 proc. mniej, niż w 2019. Ten rok zapowiadał się bardzo obiecująco, ponieważ białoruski rząd ograniczył dla swoich obywateli możliwości podróżowania lądem. Wprawdzie w tym kraju jest jeszcze 5 innych zarejestrowanych, ale nie liczą się one w ruchu międzynarodowym.

Za 2020 rok Belavia zanotowała stratę w wysokości 92 mln rubli wobec zysku 68,3 mln rubli w 2019. Ale ten rok zapowiadał się znakomicie. Linia zapowiadała zwiększenie siatki, a i tak latała na Litwę, Łotwę, do Czech, Francji, Szwecji, Finlandii, Austrii, Niemiec, Holandii, Włoch, Hiszpanii, Belgii oraz Wlk. Brytanii, a także 48 portów na wschodzie. Białorusini skorzystali również z wprowadzonego zakazu bezpośrednich lotów z Rosji na Ukrainę i pasażerowie podróżujący między tymi krajami przesiadali się w Mińsku.

Czytaj także: „Łukaszenko sankcjami UE się nie przejmie. Chroni go Putin”

Kryzys polityczny zastał Belavię także w momencie, kiedy jej dług wzrósł do 400 mln dolarów, z czego 220 mln stanowią raty leasingowe. Tymczasem w ramach umowy podpisanej w lipcu 2018 z Air Lease Corporation i Boeingiem ma jeszcze do odbioru 4 B737 MAX. - No nie ma wątpliwości. Belavia będzie teraz miała poważne kłopoty. Nie będzie miała innego wyjścia, jak obniżyć koszty, zredukować flotę i zmniejszyć liczbę pracowników - uważa cytowany przez Reutera rosyjski analityk lotniczy Oleg Pantelejew z Aviaportu. - Ale z drugiej strony wiadomo, że Białoruś nie opuści swojego przewoźnika w potrzebie - dodał. Według nieoficjalnych informacji na pomoc Belavii ma przyjść także Aerofłot, który z Mińska przejmie niektóre kierunki.

Białorusini, jak na razie, zapewniają, że nie mają planów masowych zwolnień, chociaż przyznają, że cięcie kosztów i „optymalizacja zatrudnienia" są w tej sytuacji nieuniknione. W czasie tego kryzysu prezes Belavii, Igor Czerginiec był w stałym kontakcie z Międzynarodowym Zrzeszeniem Przewoźników Powietrznych (IATA), a dyrektor generalny Willie Walsh w rozmowie z Reuterem podkreślił, że Belavia w żaden sposób nie była zaangażowana w incydent z Ryanairem.

Transport
Emirates wznawiają loty po przerwie spowodowanej zagrożeniem rakietowym
Materiał Promocyjny
Bezpieczeństwo to nie dodatek. To fundament systemu płatności
Materiał Promocyjny
Dane zamiast deklaracji. ESG oparte na faktach
Transport
Maersk odcina Bliski Wschód od kontenerów
Transport
Linie arabskie w kryzysie wizerunkowym. Lufthansa chce to wykorzystać
Transport
Cieśnina Ormuz sparaliżowana. Setki tankowców utknęły na morzu
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama