- Z perspektywy branży brakuje stabilności finansowej, przewidywalności i planowania. Na dziś kolej (jeżeli chodzi o inwestycje – red.) uzależniona jest wyłącznie od środków z Unii Europejskiej. Żyjemy od perspektywy do perspektywy - mówi „Rzeczpospolitej” Marita Szustak, prezes Izby Gospodarczej Transportu Lądowego (IGTL) oraz prezes zarządu Track Tec.

Jak wskazuje, branża boi się dołka inwestycyjnego, który może rozpocząć się już w 2027 roku. Związany miałby być z niesprecyzowanymi planami PLK S.A., luką między dwiema perspektywami unijnymi oraz brakiem nowelizacji Funduszu Kolejowego. 

Czytaj więcej

Nowy prezes CPK dla „Rzeczpospolitej”: Żeby zbudować Port Polska trzeba być fighterem

Co dalej z Funduszem Kolejowym?

Nowelizacja Funduszu Kolejowego zapowiadana jest od dawna. Chodzi o ustalenie stałej kwoty wsparcia inwestycji – na poziomie 10 mld zł rocznie oraz mechanizm umożliwiający zadłużanie funduszu. Dariusz Klimczak, minister infrastruktury, liczył, że nowe zasady będą obowiązywać od początku 2027 roku. Napotkał jednak na opór w Ministerstwie Finansów.

Szczegółowe negocjacje prowadzi wiceminister Piotr Malepszak. Jak przekazał: „wszystkie tematy (międzyresortowe – red.) zostały już zamknięte”. Nowelizację zatwierdzono, ale podzielono na dwa etapy. W pierwszym – od lipca 2027 roku – nie zostaną uruchomione dodatkowe środki na inwestycje. Na większy budżet kolejarze poczekają do stycznia 2028 roku. Prawdopodobnie w pierwszych latach nie będzie możliwości zadłużania funduszu, o co apeluje branża. Malepszak, w czasie Kongresu Kolejowego przyznał, że nawet po nowelizacji środków będzie za mało.

Niepewność kolejnego roku

Prezes Izby Gospodarczej Transportu Lądowego wskazuje, że przedsiębiorcy z branży kolejowej żyją w niepewności.

– Mamy listopad, a tak naprawdę nie znamy planów PLK S.A. dotyczących przetargów planowanych na 2027 rok. To kluczowa informacja dla wykonawców i producentów, którzy chcą się do ewentualnych postępowań odpowiednio przygotować. Najgorsze – z perspektywy branży – jest bycie zaskakiwanym przetargiem – twierdzi Marita Szustak.

Jak dodaje, także zapowiadane przetargi na utrzymanie infrastruktury nie mogą być „organizowane z doskoku”. Zdaniem prezes IGTL powinny być planowane z odpowiednim wyprzedzeniem i dotyczyć wieloletniej współpracy. Szustak przekonuje, że kolejarze mogliby wziąć przykład z drogowców.

W latach 90. stworzono listę priorytetowych tras drogowych, które stopniowo – z poparciem wszystkich rządów – były realizowane przez kolejne dekady. Co ważne, program poparto rozporządzeniem Rady Ministrów z 1993 r., które w kolejnym roku uzupełniono o powołanie Krajowego Funduszu Drogowego, – na którym wzoruje się nowelizowany Fundusz Kolejowy. Trzeba jednak przyznać, że ten mechanizm u drogowców zaczął realnie działać dopiero dekadę po wprowadzeniu, na skutek m.in. głębokiej nowelizacji i umiejscowienia go w strukturach BGK. 

Czytaj więcej

BGK rzuci koło ratunkowe Portowi Polska. W grze 20 mld zł

„Potrzeba uniezależnienia kolei od polityki”

Zdaniem Marity Szustak potrzebna jest ponadpartyjna zgoda na inwestycje kolejowe i przewidywalna perspektywa ogłaszania postępowań – np. na pięć lat do przodu. – Zwróćmy uwagę, że idąc do banku, oczekuje się od nas (prywatnego przedsiębiorstwa – red.) perspektywy budżetowej na 5–10 lat do przodu. Na jakiej podstawie mamy ją stworzyć, nie znając planów zamawiającego? – zastanawia się.

Zwraca uwagę, że program przedstawiony jako Zintegrowana Sieć Kolejowa (ZSK), polegający na budowie 4,7 tys. km nowych linii, powinien zostać wpisany jako rozporządzenie rządowe wraz z harmonogramem oraz zakładanym finansowaniem. 

– Na razie mamy rysunek i wstępną prognozę, ale nie jest to strategia odporna na zmiany polityczne. Obawiam się, że przy jakiejkolwiek zmianie władzy znów będziemy dyskutować o tym, czy linia „igrek” ma iść w tę stronę, czy w inną – przez Sieradz, czy może nie. Musimy uniezależnić kolej od polityki i od środków unijnych. To powinien być priorytet rządu – przekonuje.