Piloci LH Cargo mieli protestować o jeden dzień dłużej. Strajk miał się rozpocząć 7 września. W ostatniej chwili został on odwołany. Związkowcy z Vereinigung Cockpit (VC) uznali, że propozycja pracodawcy może już być podstawą do dalszych negocjacji.

Ostatnio piloci niemieckiego przewoźnika strajkowali 2 września. Odwołano wówczas 800 lotów, ucierpiało z tego powodu 130 tysięcy pasażerów. Wcześniej, też po strajku, zarząd porozumiał się z pracownikami naziemnymi. Linia straciła wtedy 9 mln euro, bo efekty jednodniowego buntu załogi przedłużyły się ostatecznie do 3 dni.

Czytaj więcej

Lufthansa powoli przywraca rozkład po strajku. Wiele lotów wciąż odwołanych

Lufthansa nie podała jeszcze kosztów ostatniego strajku pilotów, ale wiadomo, że i w tym przypadku sporo rejsów było odwołanych nie tylko 2 września, ale jeszcze dwa dni później. Teraz, gdyby doszło do kolejnego protestu, jego skutki byłyby fatalnie nie tylko dla pasażerów, ale i dla reputacji i finansów przewoźnika, który już przestał być postrzegany jako solidna linia. Tylko w tym sezonie letnim linia odwołała już ponad 6 tys. rejsów. Skasowane połączenia tylko w okresie kwiecień – czerwiec 2022 kosztowały Lufthansę 158 mln euro.

Vereinigung Cockpit we wstępnej ofercie wnioskował o 5,5 proc. podwyżki płac od 1 lipca dla wszystkich ponad 5,5 tysiąca pilotów i kolejnej, tym razem o 8,2 proc. w roku 2023 jako wyrównanie zarobków utraconych z powodu inflacji. Kosztowałoby to budżet linii 900 mln euro, czyli byłoby nie do uniesienia. Zarząd zaoferował 500 euro dla każdego od 1 września 2022 i 400 euro od 1 kwietnia 2023. Potem VC uznał, że ostatecznie może zgodzić się na rozłożenie tej podwyżki w czasie. Uznali to jednak za rozwiązanie cząstkowe, w którym jeszcze nie dopracowano szczegółów, a strajk odwołali. — Został zrobiony pierwszy ważny krok w kierunku zrównoważonej współpracy — powiedział Marcel Gröls odpowiedzialny za negocjacje ze strony VC.

— To dowód rozsądku, bo nasi piloci znacznie chętniej latają, niż strajkują — zareagował szef HR w Lufthansie, Michael Niggemann.